Google+ Followers

sobota, 28 czerwca 2014

Działać na wyobraźnię

Pierwotnie miał to być inny tekst i niewykluczone, że do niego jeszcze wrócę. Faktem jest, że dzisiejszy film ukierunkował mnie na określone postrzeganie tego, czego czasem oko ludzkie nie jest w stanie dostrzec. Jednak dziś, wczoraj i jeszcze kilka dni wstecz patrzeć i widzieć nabrało dla mnie zupełnie nowego sensu.
Jakże przewrotne jest to, gdy osoby niewidzące uczy się patrzeć na świat na swój odrębny sposób. Gdy padają pewne słowa w rozmowie dwóch osób niewidzących zaskakuje nas przewrotność treści tej rozmowy. W wolnym przekładzie brzmi to w sposób następujący: Musicie patrzeć tak, aby widzieć i dostrzegać wszystko to, co was otacza.
Dzięki filmowi Imagine pewne zdawać by się mogło oczywiste sprawy nabrały zupełnie nowego wymiaru. Istotna jest tutaj również myśl, której autorem jest Henri Cartier-Bresson:

(…) robienie zdjęć to „odnajdywanie struktury świata – odkrywanie czystego piękna formy”, ujawnianie, że „w tym całym chaosie kryje się porządek”.


Wyobraźnia, to coś, czego nie może zabraknąć na żadnym etapie tworzenia, szczególnie, jeśli bierzemy do ręki aparat. Wielu się zdaje, że zrobić zdjęcie to nic trudnego. Prawda okazuje się znacznie bardziej bolesna. Nacisnąć spust migawki to nie sztuka, sztuką jest mieć świadomość, że chwila, którą w przypływie dobrych uczuć zatrzymaliśmy na zawsze powinna być bezcenna. Jednak w epoce, która coraz mniej uczy myślenia paradoksalnie otaczając nas lawiną reklam, daleko jest nam do tworzenia z wyobraźnią.
Uświadamiam sobie, że im mniej robię zdjęć, tym bliżej jestem doskonałości. Nie zrobiłem błędu i co ważne nie pomyliłem się. Celowo użyłem zwrotu im mniej robię zdjęć, gdyż robiąc ich więcej, dużo więcej mogę stracić rozeznanie w tym, w jakim miejscu się znalazłem na mojej twórczej drodze.
Prawdą jest, że im więcej trenujemy, tym bliżsi jesteśmy doskonałości w twórczym zbliżeniu się do sedna gatunku, ku temu, aby fotografując nie zamykać przestrzeni wizualnej pustymi obrazami. Świat i bez tego jest już ich pełen. Susan Sontag blisko pół wieku wstecz podała za przykład Japończyków z dwoma aparatami na każdym ramieniu, jakże wiele zmieniło się przez ten czas i jak dużo produkujemy obrazów każdego dnia. Ktoś może powiedzieć, że jeden mniej, czy jeden więcej nie robi różnicy, a jednak, jeśli przyjrzeć się temu bliżej – nie sztuką jest zrobić zdjęcie, sztuką jest tchnąć w nie życie.
Pierwsza sesja tego roku udowodniła mi, że moje świadome poszukiwanie piękna w obrazach jest czymś, co już jest mi bliskie i będzie takim, jak długo będę tworzył. Piękna w kobiecym spojrzeniu, ale i obrazie, w tym wszystkim, co porusza duszę, co sprawia, że możemy być z siebie dumni. Tak, ta pierwsza spontaniczna sesja rozbudziła już we mnie głód kolejnych, świadomość tworzenia, czy w popełnianej teraz formie słowa pisanego, czy też w fotograficznym działaniu na wyobraźnię jest już tym, czego nigdy nie będę w stanie odstawić na boczny tor.
Patrzeć i widzieć, myśleć przed i myśleć, po, ale nigdy w trakcie. To nie moje stwierdzenie, to wolny przekład myśli, której lata temu dopuścił się w dobrej wierze Henri Cartier-Bresson dając świadectwo tego, jak nie tylko należy działać z aparatem, ale przede wszystkim podchodzić do zagadnienia w sposób przemyślany i mądry. Rozwijać w sobie wyobraźnię, słuchać miasta, które nas otacza, obserwować barwy, które na jego murach tworzą refleksy świetlne, umieć czytać w gwiazdach, tych całkiem blisko nas.
Jakiś czas temu w moim umyśle pojawiła się pewna myśl – Jak wyrazić kobiece piękno? – Myśl niepozorna, jedna z wielu które przychodzą i zostają zapisane w pewnym miejscu. Czy akurat ta myśl musiała coś zmienić w moim spojrzeniu na otaczający mnie świat? Zasadniczo nie, a jednak uświadomiłem sobie, że może warto bliżej zaprzyjaźnić się z aparatem fotograficznym, może zdjęcia, które zacznę robić pozwolą uwiecznić i przekazać właśnie to, szczególne piękno w tworzeniu zdjęć „z duszą”. Łatwo napisać, z realizacją bywa już trudniej.
Aparat towarzyszy mi od zawsze, ale do pewnego momentu był to tylko dodatek do życia. W określonym miejscu i czasie aparat fotograficzny stał się jego elementem. Zanim odważyłem się tak naprawdę na pierwszą „sesję” z modelką przez długi czas moimi modelkami były kaczki w Parku Śląskim. To od nich wszystko się zaczęło i co ważne, były to pierwsze, naprawdę miłe wprawki.
A jednak z każdą sesją tworzenie, kreowanie i odkrywanie kobiecego piękna zaczęło sprawiać mi coraz większą przyjemność. Stawiam na naturalność, maksymalnie, jak się da omijam ingerowanie w strukturę zdjęcia. Robienie zdjęć w epoce aparatów cyfrowych stało się od pewnego czasu bardzo modne, ale nie oznacza to wcale, że każdy może uważać się za fotografa. Ja być może zbliżyłem się, choć trochę do tego statusu.
Patrzeć i widzieć, być, ale też mieć dobrą świadomość kreowania piękna w jego jakże szerokim pojęciu, ale nie tworzenia kiczu, zbyt wiele go obecnie wokół nas. Uczulmy nasze umysły i dusze na piękno, sięgajmy po nie i dzielmy się nim. I jeszcze w formie puenty pewna myśl, która mi się spodobała, choć trudno mi uzasadnić, dlaczego. Nie zmienia to jednak faktu, że warto podzielić się nią w tym właśnie miejscu.
 
Pojechałem do Marsylii. Niewielka pensyjka pozwoliła mi przeżyć, więc pracowałem z radością. Właśnie odkryłem leicę. Stała się przedłużeniem mojego oka i odtąd nigdy się z nią nie rozstawałem. Całymi dniami chodziłem po ulicach uważny, starając się przyłapać życie na gorącym uczynku. Pragnąłem przede wszystkim uchwycić na jednym zdjęciu istotę jakiegoś wydarzenia, które rozgrywało się w moich oczach.

Henri Cartier-Bresson


Cytowane fragmenty pochodzą z: Susan Sontag, O fotografii, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2009

Zdjęcie górne – Luiza Kramek
Zdjęcie dolne – Henri Cartier-Bresson (źródło: http://aanwezigindezestap.files.wordpress.com)

Pierwszy  tekst z cyklu – O fotografii
Drugi  tekst z cyklu – Fotograficzna świadomość
Trzeci tekst z cyklu – Podróż w czasie