Google+ Followers

piątek, 20 czerwca 2014

O fotografii

Długo wahałem się nad krokiem, jakim jest szkoła fotograficzna, gdyż zastanawiałem się nad tym, co może zmienić w moim postrzeganiu świata. Dziś już wiem, choć jestem dopiero na początku swojej drogi, że może zmienić znacznie więcej, niż pierwotnie zdawałem sobie z tego sprawę. Szkoła sama w sobie nie zmienia mojego podejścia do fotografii, gdyż od samego początku, pomimo wciąż niewielkich umiejętności jest to podejście z określonym szacunkiem do sztuki, jaką sama w sobie jest Fotografia.
Stąd np. omijam szerokim łukiem wszelkie skróty językowe, typu focenie, pstrykanie, zrobię sesję, bo się nudzę, gdyż daleki jestem od tego, aby tak bardzo upraszczać zjawisko, jakim jest robienie zdjęć. Fotograf to brzmi dumnie, ale do tego być może będzie okazja, aby w określonym czasie i miejscu wrócić.
 
(…) Kiedy boimy się, strzelamy. Kiedy czujemy nostalgię, robimy zdjęcia. [s. 23]
 
To jeden fragment pewnej niezwykłej książki, o której za moment, bo wcześniej jeszcze jeden fragment, który zwrócił moją uwagę już na samym początku, właściwie w pierwszym rozdziale, przez który wciąż jeszcze nie przebrnąłem, gdyż dawno już z taką uwagą i zaangażowaniem nie czytałem książki:
 
Staroświecki aparat fotograficzny trudniej było ponownie „załadować” niż stare typy muszkietów. Współczesny aparat chce być pistoletem laserowym. [s. 21]
 
Gdybym nie pojawił się nie tak dawno w szkole być może nigdy nie sięgnąłbym po genialną w swej treści i formie książkę Susan Sontag O fotografii, którą tak naprawdę można traktować jak wykładnię tego, czym jest i czym powinna być fotografia. Bo choć za mną, jak wspomniałem wcześniej wciąż tylko pierwszy rozdział, to jednak jego mądrość świadczy już o tym, że wszystko, co będzie dalej dawać będzie okazję do jeszcze szerszych i jeszcze ciekawszych przemyśleń.
Obracam się w środowisku, które blisko związane jest z fotografią, są koledzy po fachu, są modelki, z którymi pracuję, kilka z nich, które szczególnie sobie cenię i z którymi jestem w bliższych kontaktach, są wizażyści, z którymi chciałbym zacząć znacznie szerszą współpracę, niż było to do tej pory. Są plany i zamierzenia, jest określona wartość, jaką niesie ze sobą fotografia. Nie zamierzam odkrywać czegoś, co dawno już odkryto, a jednak zachodzące zmiany sprawiają, że każdy z nas może w tej materii powiedzieć coś nowego, ciekawego, niebanalnego…
Wciąż więcej nie wiem, niż wiem, od samego początku jestem samoukiem, metodą prób i błędów dochodzę do określonego momentu, w którym uświadamiam sobie, że właściwym krokiem jest szersza edukacja, jaką daje szkoła. Nigdy nie miałem określonego parcia na szkło, nigdy nie kładłem nacisku na to, że za wszelką cenę musi być tak, a nie inaczej. Kierunek komercyjny wciąż jest gdzieś z boku, gdyż przede wszystkim nie jestem na tyle dobry, aby cenić się w ten lub inny sposób, choć nie przeczę, przez chwilę tak myślałem.
Ten pierwszy tekst być może będzie początkiem czegoś większego, zupełnie innego, niż Alfabet fotograficzny o którym pierwotnie myślałem. Na tym etapie uświadomiłem sobie, że do tej pory jedynie robiłem zdjęcia, z lepszym lub gorszym skutkiem, nie idąc dalej w bardzo ograniczonej formie. Jednak robienie zdjęć nie czyni mnie fotografem, nie wiem, czy szkoła sprawi, że będę mógł się nazywać Fotografem, ale bez wątpienia jest już zupełnie inna świadomość.
Po blisko dziesięciu latach z konieczności, ale i z chęci wracam również do fotografii analogowej, od której swego czasu zaczynałem moją przygodę z fotografią robiąc zdjęcia przy każdej możliwej okazji. Ale było to jedynie naciskanie migawki bez konsekwencji tego, co zrobione zdjęcia dalej ze sobą niosą i jaką dają mi lekcję samodzielnego kształtowania świadomości twórcy. Pięć lat wstecz sięgnąłem po swoją pierwszą lustrzankę fotografując kaczki w Parku Śląskim, moje pierwsze modelki, bo na nich samych, modelkach, w gruncie rzeczy się zatrzymałem.
Modeling jako taki stał mi się najbliższy na obecnym etapie twórczego rozwoju, sesje plenerowe z dziećmi nie wypaliły na tyle, abym miał być z czego dumny, a szkoda, bo tutaj też chciałbym w swoim czasie znacznie więcej zdziałać. Do niedawna nie odczuwałem potrzeby wchodzenia do studia, choć już wiem, że nie tylko do niego wejdę, ale małe otwarcie, zresztą nieudane, mam już za sobą.
Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, a dzięki temu jest większa artystyczna złość i świadomość zrobienia przy kolejnej okazji czegoś znacznie lepszego, odjechanego, takiego, na co będę z chęcią spoglądał na swojej ścianie, jak jest w przypadku zdjęcia, które pojawia się w tym miejscu. Portret Alicji Sudakowskiej szczególnie sobie cenię i bardzo go lubię, choć warunki zdjęciowe w tamtym momencie były trudne i była to sesja zrobiona bardzo spontanicznie, to jednak ten portret i może dwa inne ujęcia z tej sesji są takimi, których nie muszę się wstydzić, a wręcz mogę być z nich dumny.
Krótka przerwa sprawiła, że pojawiła się myśl, która być może będzie odpowiednią puentą moich krótkich, fotograficznych rozważań, a jednocześnie dobrym i interesującym otwarciem do dalszych twórczych literackich doznań. Wcześniej jednak jeszcze jeden krótki cytat:


(…) Koniec końców, przeżycie utożsamiamy z utrwaleniem przeżywanego momentu na zdjęciu, a uczestnictwo w głośnym wydarzeniu staje się coraz częściej równoznaczne z oglądaniem tego wydarzenia na fotografii. Najlogiczniejszy spośród dziewiętnastowiecznych estetów, Mallarme, powiedział, że wszystko na świecie istnieje po to, aby znaleźć się w książce. Dzisiaj wszystko istnieje po to, by znaleźć się na fotografii. [s. 33]
 
Od napisania cytowanych słów minęły bez mała prawie cztery dekady, jakże wiele się w tym czasie zmieniło, jak mocno zmieniła się również nasza świadomość postrzegania świata i wszystkiego, co nas otacza. Artystyczna wizja kreowania rzeczywistości, której początek datowany jest na 1839 rok została zabita przez wszechobecne telefony komórkowe, a także coraz bardziej popularne tablety. Zamiast odbierać i przekazywać dalej emocje wolimy je uwieczniać na wszystkim, co wpadnie w rękę nie zawsze mając świadomość, że później i tak nie będzie nie tylko nic widać, ale tym bardziej oglądać. I przewrotne w tym wszystkim jest ujęcie Placu Św. Piotra dziś i osiem lat wstecz, wtedy dłonie nie były zajęte, teraz blask wszelkiego rodzaju wyświetlaczy był większy, niż światło otaczających plac lamp.
A wszystko to przy wyjątkowej w swej sile urzekającej i pięknej muzyce do filmu Karmazynowy przypływ, przyszło nam żyć w ciekawych czasach i nie myślę tu jedynie o możliwościach, jakie dają obecnie aparaty fotograficzne, choć one same są tym wszystkim, co stanowi o sile fotografii i jej szczególnych możliwościach. Myślę, że to dobre otwarcie do czegoś większego, pierwszy być może z kilku kolejnych tekstów. I co ważne, warto dbać o rozwój sztuki, jeśli tylko jesteśmy w stanie mieć na to, choć malutki wpływ, a nie rozwijać i kreować kicz, bo tego pierwszego wciąż nam mało, a ten drugi w którymś momencie może nas… tu proszę sobie dodać określone, odpowiednie wyrażenie. Ja sam wolę zrobić dwa doskonałe  zdjęcia przez rok, niż kolejne dwieście przez ten sam okres czasu, ale jeśli nie zrobię tych dwustu skąd będę wiedział, że wśród nich są te dwa niezwykłe i przełomowe zdjęcia. Jak to mówią, trening czyni mistrza…

Cytowane fragmenty pochodzą z: Susan Sontag, O fotografii, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2009    

Zdjęcie górne – Natalia Bednorz
Zdjęcie dolne – Alicja Sudakowska


Drugi  tekst z cyklu – Fotograficzna świadomość
Trzeci tekst z cyklu – Podróż w czasie 

Czwarty tekst z cyklu - Działać na wyobraźnię