Google+ Followers

czwartek, 26 czerwca 2014

Tomek Michniewicz - Gorączka

Po lekturze Gorączki Tomka Michniewicza jestem wciąż lekko oniemiały z zachwytu nad lekkością pióra autora, ale przede wszystkim mnogością doznań i zaskakujących chwil oraz opowieści, jakie zawarł w podróży przez pół świata. Jego książka to żywy reportaż prowadzący czytelnika wszędzie tam, gdzie wciąż aktywna jest żądza pieniądza.
Tego samego, po który można sięgnąć szukając skarbu na dnie oceanu, w morskich głębinach, w bardzo wielu miejscach Nowego Świata, gdzie do dziś czekają na śmiałków pułapki pozostawione przed wiekami przez przebiegłych i zapobiegawczych Hiszpanów. Trudno uwierzyć, ale właśnie tak strzegą do dziś dostępu do skarbów ich duchy.
Czytamy często wręcz z otwartą buzią, nie dając wiary, a jednak nie jest to powieść fantastyczny tylko żywa, dynamiczna, pełna emocji relacja. Szczególnie gdy wraz z autorem docieramy do Afryki, tutaj ta „gorączka” ma już bardzo krwawy, wręcz brutalny wymiar. Nieustająca rzeź zwierząt, ciągła walka z kłusownikami, gdyż popyt na róg nosorożca, wyroby z kości słoniowej jest wciąż wielki i nie maleje.
Tam, gdzie można było sięgnąć po skarby ukryte w morskich głębinach, tam był dreszczyk emocji, a jednak bez krzywdy dla innych. Tam gdzie można było coś potencjalnie wygrać, choć raczej stracić, bo w kasynach Vegas trudno coś wygrać, to było stawianie wszystkiego na jedną kartę.
Tropikalna gorączka afrykańskiej sawanny to już coś zupełnie innego, coś, co dzięki bliskiemu spojrzeniu Tomka Michniewicza ma dla czytelnika wyjątkowe znaczenie. Sposób narracji i opowieści, relacje ludzi, z którymi styka się, pracuje i podróżuje autor, to wszystko dodatkowo podkreśla niezwykłość Gorączki.
Książka, którą czyta się na jednym oddechu często nie wierząc w to, co się czyta, a jednak to prawda. Wszystko to, co autor poznał, zobaczył, dotknął, zbadał, odkrył, opowiedział, wielka mnogość niesamowitości po czarną, skąpaną w krwi i bólu, Afrykę.

(…) Kończyła się susza, na nas też przyszła pora. Odwróciłem głowę. Między drzewami, tuż za naszym obozem, przechadzały się dumnie słonie. Stado sześciotonowych olbrzymów w tym swoim niespiesznym, rozkołysanym chodzie. Ich uszy wielkości latawców wachlowały powietrze, a małe drzewka padały pod przypadkowym naporem. Jeden z samców zatrzymał się pod palmą, pozwalając podziwiać się w pełnej krasie. Spod jego wielkiej, szarej trąby wystawały lśniące, białe ciosy. Ten moment, właśnie ten, to było szczęście.

Jednak warto było otrzeć się o wiele niebezpieczeństw, aby przez dłuższą chwilę móc delektować się szczególnym, nieskażonym cywilizacją i ręką człowiek, tchnieniem uśmiechniętej Afryki.

Tomek Michniewicz, Gorączka, Wydawnictwo Otwarte


Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl