Google+ Followers

wtorek, 24 czerwca 2014

Złodziejka książek (2013)

Mam zasadę: unikam żyjących. Ale czasem nie mogę się powstrzymać. Liesel Meminger zwróciła moją uwagę...

Nie bez powodu sięgam właśnie po te słowa, gdyż Liesel Meminger zwróciła również moją uwagę. Mogę tylko zgadywać, ale mam wrażenie, że Markus Zusak, autor książki Złodziejka książek, nie przypuszczał, jak wielką zyska popularność i jak szybko wieść o jej istnieniu obiegnie świat. Nie mam tej przyjemności, nie mogę skonfrontować dzieła literackiego z filmem, gdyż go nie czytałem. Dlatego wszelkie odniesienia muszą pozostać z boku.
Faktem jednak jest, że nie tylko Śmierć, która jest narratorem tej opowieści zwróciła uwagę na jedenastoletnią dziewczynkę, która w trakcie mroźnej zimy przemierza pociągiem Niemcy ku swojemu przeznaczeniu. Jestem przekonany, że wybór aktorki, która zagrała Liesel Meminger był najlepszy, był taki, jaki zapewne mogli wymarzyć sobie czytelnicy, ale i sam autor, gdyż książka liczy sobie nie wiele mniej lat, niż jej bohaterka.
Sophie Nélisse zaskakuje od pierwszej do ostatniej minuty. Od pierwszego kadru w pociągu, kiedy zwraca na nią uwagę Śmierć, aż po ostatni... Ale zanim pojawi się ten ostatni Sophie zdąży pochować swojego małego brata, ukraść swoją pierwszą książkę, Podręcznik grabarza, dzięki której i dzięki pomocy Hansa Hubermanna, jej zastępczego ojca zaczyna czytać, nabiera szacunku dla książek, w okresie, w którym w Niemczech staje się to coraz bardziej niebezpieczne. Kiedy płoną książki na stosach, jedną z nich udaje się uratować...
Jednak Złodziejka książek to nie tylko postać Sophie. To Hans i Rosa Hubermann, czyli rodzina zastępcza Sophie - Geoffrey Rush i Emily Watson. Radosny, przyjacielski i pogodny papa, który uczy Liesel wszystkiego od podstaw przygotowując dla niej magiczny kąt w piwnicy ich domu, który stopniowo zapełnia się nowymi słowami i zgryźliwa, chłodna, zasadnicza mama. Rosa potrzebuje czasu, aby pokochać całym sercem swoją przybraną córkę, jej przemiana w tej roli jest trudna do opisania w kilku słowach, to trzeba poznać i odebrać osobiście.
Nie bez znaczenia jest jeszcze obecność dwóch „mężczyzn” w życiu Liesel. Młodego chłopaka trudno nazwać mężczyzną, ale Rudy od samego początku nie odstępuje swojej koleżanki z podwórka, ze szkoły. Staje się jej powiernikiem, przyjacielem, w tym trudnym wojennym okresie jest jej bardzo bliski, czego ona sama jakby nie potrafiła do końca dostrzec. I jest też młody Żyd Max, którego rodzina Liesel ukrywa w jej magicznej piwnicy przez lata. To dzięki niemu, gdy już potrafi czytać odkryje niesamowite bogactwo, jakie niesie ze sobą słowo pisane i sama lektura. To z nim dotknie tak niezwykłych spraw, które ukształtują ją na całe życie.
Kiedy pojawiają się pierwsze obrazy, a wśród pól dostrzegamy pędzący pociąg, już wtedy otwierają się przed nami drzwi na drugą stronę lustra. Twórcom filmu udało się w wyjątkowy sposób przekazać magię płynącą z tej opowieści. Odkryć ją obrazem, kadrem, kolorytem postaci, odpowiednio dobraną i dopracowaną scenografią. Scena, w której Liesel z całą rodziną i mieszkańcami miasteczka obserwuje, jak na stosie płoną książki, z jaką pogardą odrzuca się wszystko to, co intelektualne, ta jedna scena kształtuje na zawsze serce małej dziewczynki, która zawdzięcza papie i Maxowi szacunek dla tych wszystkich wartości, które wcześniej tak brutalnie potępiono.
Rzadko się też zdarza, aby tak wyjątkowy twórca, nadworny kompozytor Stevena Spielberga, czyli nie kto inny, ale sam John Williams zrobił wyjątek dla tak niepozornej produkcji. A jednak, cieszy fakt, że twórcom filmu Złodziejka książek udało się go przekonać i namówić, bo dzięki nutom, które nam podarował jest to piękna i wzruszająca klamra, która spina całą opowieść.
Nie pozostaje nic innego, jak 31 stycznia, w mroźną, styczniową noc wybrać się z Liesel w tę jedyną w swoim rodzaju podróż. 


Zajrzyj do Grupy Cinema Paradiso... :)
Zaproś przed Kominek swoich Przyjaciół :)