Google+ Followers

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rakesh Satyal - Błękitny chłopiec

Książka, która odmieni duszę!

Książka, która od pierwszej strony sprawiła mi nie tylko miłą niespodziankę, ale też wiele niezwykłych doznań i wzruszeń. Książka, która przykuła moją uwagę okładką, która uniosła mnie bardzo wysoko ponad wyżyny ludzkiej wyobraźni i nie pozwoliła mi już nie tyle spaść, co opaść niżej, aż do ostatniej strony tej fascynującej opowieści.
Zaskakująca, miła, radosna, pogodna, pełna uśmiechu i wyjątkowych myśli dwunastolatka - książka, która urzeka w każdy możliwy sposób. Swego czasu przebojem wdarł się na rynek Sekretny dziennika Adrianna Mole’a, teraz Błękitny chłopiec wnosi jeszcze więcej radości i świeżości w nasze na ogół, pozbawione blasku życie.
Dwunastoletni Kiran jest inny, co nie oznacza, że gorszy. Jest wrażliwym, radosnym młodzieńcem, który szuka swego miejsca w życiu z przeświadczeniem, że bardzo możliwe, iż jest wcieleniem… Jest Hindusem w amerykańskiej szkole, innym ze względu na kulturę, sposób wypowiedzi, karnację skóry, zwyczaje i obrządki, ale tak naprawdę, pomimo faktu, że nie jest mu łatwo, ta jego „inność” ma wyjątkowy charakter.
Czyta się ją lekko, z uśmiechem, choć dotyka tematów trudnych, często bolesnych, często takich, które w życiu dorastającego chłopca przynoszą jedynie gorzki smak upokorzenia. A jednak dzięki doskonałej narracji, jaką w swoim debiucie autorskim zastosował Rakesh Satyal, jego Kiran Sharmy odkrywa przed nami wszystkie swoje pasje i fascynacje w wyjątkowy sposób podkreślając również piękną i zjawiskową kulturę Indii. 
Wiele w niej myśli, zwrotów, zdań, czasem wręcz akapitów, do których staramy się wracać. Każdy rozdział, czasem strona jedna, a z nią następna przynoszą tak zaskakujące stwierdzenia, że nie wiemy, co powiedzieć, jak zareagować, czy czytać dalej, czy też się zatrzymać, poczekać, przeczytać ponownie:

(…) W ciągu następnego tygodnia za każdym razem, kiedy wyjmuję ten magazyn – który staje się coraz bardziej sfatygowany i farba z okładki zaczyna nosić ślady moich palców, jakbym robił na magazynie równie wielkie wrażenie jak on na mnie – ciała kobiet ulegają zmianie. Dostrzegam w nich nie tylko erotyzm, lecz także piękno. Słabnie pragnienie, aby obmacywać cycki, żeby w ogóle nazywać je cyckami.
 

I jeszcze akapit wcześniej:
 
(…) Gdzieś na stronach tego sprośnego czasopisma odkryłem, że to nie my posiadamy seksualność, ale seksualność posiada nas.

Myśli dwunastolatka są zaskakujące, barwne, kolorowe, pokręcone, szalone, ale jakże często stojące w sprzeczności z tym, co myśli reszta świata, tego, który na ogół jest mu wrogiem i z którym, czy chce, czy nie musi walczyć i się zmagać.

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl