Google+ Followers

środa, 24 września 2014

Joël Dicker - Prawda o sprawie Harry’ego Queberta

Świadomość lektury tej właśnie książki na długo przed oficjalną jej polską premierą sprawia rzadko spotykaną wyjątkową, rzekłbym bardziej bezpośrednio, nieziemską wprost przyjemność. Książkami otaczam się od zawsze, sam próbując je pisać w tej jednej odnajduję niekończące się bogactwo myśli i porad, jak pisać, aby to, co piszemy poruszyło ziemię.
Joël Dicker, młody, szwajcarski pisarz swoją powieścią, Prawda o sprawie Harry’ego Queberta poruszył oblicze ziemi, literackiej ziemi Europy, ale też reszty świata. Pominę liczby, bo nie one same są teraz tutaj najważniejsze, choć one same budzą podziw. Rzadko się zdarza, aby powieść miała tak niesamowitą konstrukcję, aby historia, którą opowiada wypełniała w tak szczególny sposób świadomość i duszę czytelnika, iż racjonować sobie trzeba dawki lektury, aby nadmiar doznań nie przyprawił o zawrót głowy, czy też, co gorsza – zawał serca. 
Pisanie ma to do siebie, że odnosi najlepszy, możliwy skutek, gdy to, co chcemy przekazać samo spływa z nas na papier, czy też bezpośrednio na klawiaturę laptopa, bądź komputera. Harry Quebert długo nie mógł znaleźć natchnienia, ale przede wszystkim prześladowała go wizja czystej kartki, wizja świadomości braku tematu na wielką powieść, o której od dawna marzył. Pomysł nagle i niespodziewanie przyszedł sam. Joël Dicker dokonał czegoś, co się rzadko zdarza. 
Wśród najlepszych, wybitnych powieści zawsze jest jeszcze duża, obszerna luka, dopiero później pojawia się miejsce na Arcydzieła Literatury Światowej. Taka książka powstaje raz na dekadę, dwie dekady, może pokolenie, taka Książka nie trafia się często, taka książka musi się sama urodzić, nagle i niespodziewanie, dzięki temu czytanie ma jeszcze większą, nieopisaną wręcz przyjemność. Książka, która opowiada o książce, jednocześnie jest tu też miejsce na pisanie kolejnej, teraźniejszość łączy się z przeszłością, ciągłe retrospekcje stopniowo i powoli wypełniają brakujące miejsca w tym wielkim, kolorowym, ale jakże szalonym i pełnym zwrotów akcji, szwajcarskim puzzle. 
Piętnastoletnia Nola i o dziewiętnaście lat starszy Harry Quebert, w określonym miejscu i czasie poruszyła ich miłość niezwykła, niesamowita, urzekająca, miłość niemożliwa, choć, czy dla miłości jest coś niemożliwego? I wreszcie zbrodnia, która po ponad trzech dekadach nagle wychodzi na światło dzienne burząc piękne, uporządkowane życie Harry’ego Queberta. To wciąż tylko półmetek, to recenzja, która nie jest jeszcze recenzją, to książka, która już mnie przyciąga ku sobie, to opowieść, której nie można się oprzeć. 
11 września warto ustawić się już rano w kolejce, bo tą książką nie tylko warto mieć, ale trzeba mieć i trzeba ją poznać. Nie bez powodu nazwana jest już „szwajcarskim Millennium” i jest w tym wiele prawdy, choć ja sam mogę odnieść to jedynie do filmowej wersji Dziewczyny z tatuażem. Tutaj film, jeśli powstanie, a tak zapewne będzie prędzej, czy później… nawet nie marzę o tym, jaki będzie, bo na to wszystko wciąż za wcześnie…

Marcusie, czy wiesz, jaki jest jedyny sposób na to, żeby zrozumieć, jak bardzo się kogoś kocha?
- Nie.
- Trzeba stracić ukochaną osobę.

 

Kilkaset stron dalej, całą masę niesamowitych doznań i kilka długich dni i nocy później po zakończonej lekturze mój podziw dla książki Prawda o sprawie Harry’ego Queberta nie tylko nie maleje, ale wciąż rośnie. Znając ją w całości, wiedząc, jaki kawałek układanki w jaki trafił miejsce i jak urzekająca, ale też niezwykła jest w tym wszystkim postaci Noli poruszanie literackiego świata tą właśnie książką już nie dziwi. A wręcz jest w pełni uzasadnione. Na tym etapie, kiedy wszystkie dobre słowa już padły, kiedy świadomość nieskończenie doskonałego dzieła, jakiego dokonał Joël Dicker jest poprzeczką, którą ustawił tak niewiarygodnie wysoko, iż teraz będzie wszystko to, co dokonało się przed i po tym, jak świat poznał prawdę o sprawie Harry’ego Queberta. 
Ja sam w pełni świadomie stawiam ją obecnie tuż obok dwóch dzieł, które współcześnie (Jeździec Miedziany) i kilka dekad wstecz (Doktor Żywago) poruszyły mą duszę i wprawiły w jedyny w swoim rodzaju rezonans, który wciąż trwa i nigdy się nie kończy. 
Po długiej liści dziwnych powieści, które w ostatnim okresie zdominowały rynek wydawniczy ta jedna, jak tsunami zmiata je z powierzchni ziemi. 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl