Google+ Followers

wtorek, 9 września 2014

Lucía Puenzo - Anioł śmierci

(…) Enzo usiadł naprzeciwko lalki. Była prawie skończona. Należało jeszcze tylko wstawić oczy, złożyć głowę i założyć jej włosy. Osadził szklane oczy w oczodołach i zainstalował szczypczyki wewnątrz głowy. Jedna z pracownic pomogła mu przykleić drugą część głowy płynną porcelaną. Trzymając ją za kark, Enzo poruszył dźwignią, aż w końcu lalka spojrzała na nich po raz pierwszy.
- Doskonale – szepnął Josef.
Rzadko coś potrafiło go zachwycić tak od razu. Sukces zazwyczaj przychodził po wielu nieudanych próbach, kiedy uszy nie mogły już znieść krzyku bólu i cierpienia tych, na których je przeprowadzał. Tym razem było inaczej, o wiele prościej…

Jakiś czas temu poznałem film, Anioł śmierci, którego reżyserem jest Lucía Puenzo. Jest ona jednocześnie autorką książki, Wakolada na podstawie, której nakręciła swój film. Obraz na tyle doskonały, iż w 2013 roku został zgłoszony przez Argentynę do ubiegania się o nominację do Oscara dla filmu nie anglojęzycznego.
 Anioł śmierci, (w oryginale właśnie, Wakolada), wydany nakładem Wydawnictwa Replika bije jednak swoją filmową wersję o kilka mocnych punktów. I to nie, dlatego, że adaptacja filmu jest słaba lub pozbawiona blasku. Nic bardziej mylnego, gdyż film nie pozostawia złudzeń, co do historii, którą opowiada.
Jednak wyjątkowe nagromadzenie emocji, które pojawia się w trakcie lektury przechodzi nie tylko ludzkie pojęcie w odniesieniu do treści, o której opowiada, ale historia, po którą sięga Lucía Puenzo mówiąc wprost – nie ma sobie równych. I gdyby została wydana pod oryginalnym tytułem nie miałaby być może takiej siły przekazu, jak tytuł zaproponowany przez Wydawnictwo Replika, Anioł śmierci.
Argentyna była jednym z państw Ameryki Południowej, która bez żadnych skrupułów dawała schronienie poszukiwanym w Europie po zakończeniu wojny zbrodniarzom wojennym. I oto gdzieś w Argentynie pojawia się Josef.
Przypadek sprawia, że rusza w podróż po bezdrożach Patagonii z pewną rodziną, która nagle zaczyna go bardzo interesować. W bagnie mieszania ras czyste rasowo i nieskazitelne dzieci stały się jego fascynacją, przede wszystkim dwunastoletnia Lilith, jedyna z całej rodziny, która już od pierwszej chwili obdarzyła go sympatią ewoluującą z czasem coraz mocniej. Dwunastoletnia Lilith i najbardziej poszukiwany zbrodniarz świata, Josef Mengele.

(…) To, co zmroziło jej krew, to nie sposób, w jaki to powiedział. To spojrzenie, ulotne, z ukosa. Wystarczyło jedno mrugnięcie, żeby przestał być wytwornym dżentelmenem, który ją urzekł. Był kimś zupełnie innym – najbardziej sadystycznym mordercą w dziejach ludzkości – tym, który sprawił, że zeszła z drogi i poszła w głąb lasu, choć zupełnie nie znała drogi.

Proza Lucíi Puenzo zwala z nóg. Historia, którą opowiada jest tak wyrafinowana, że w geście uznania należy przyklasnąć geniuszowi autorki. To, czego jesteśmy świadkami, stopniowe zbliżanie się Josefa do rodziny Lilith, jego nadmierna troska o nią samą, o jej ciężarną matkę Evę, czy wreszcie ojca Enzo – domorosłego producenta lalek. Wszystko to pozwala domniemywać, że ich tajemniczy lokator ma w tym swój określony cel. Wszystko jednak nagle się zmienia i jeszcze bardziej przeraża, gdy przyjmuje poród Evy – jej córki bliźniaczki.
I nic więcej mówić już nie trzeba, wszystko, co trzeba zrobić to zmierzyć się osobiście z Aniołem śmierci i wyjść z tej batalii bez szwanku na duszy, czy sumieniu.


Lucía Puenzo, Anioł śmierci, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2014

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl