Google+ Followers

wtorek, 2 września 2014

Caro Feely - Winnica marzeń

Dla tych, którzy wino traktują jak wino, ale też dla tych, którzy wino traktują, jak książkę i w sklepie z winami spędzają dłuższą chwilą zanim wybiorą tą jedną, konkretną butelkę. 
Nocny spacer w padającym śniegu, w lekkim mrozie, gdy miasto śpi, a tylko co jakiś czas przejeżdża samochód to coś, na co powinienem sobie częściej pozwalać. Wyszedłem poszukać dobrych myśli, które gdzieś po drodze się zupełnie rozbiegły.
Myśli dotykających książki, która ujęła mnie w szczególny sposób, książki pisanej z miłości do wina i jej poświęconej. Historii spełniania się marzenia okupionego wyjątkowym wysiłkiem, brakiem wolnych dni, zarówno dla męża, jak i dwóch, małych córek, ale marzenia, na które było warto postawić wszystkie pieniądze świata.
Zakup winnicy dla ludzi, którzy z uprawą jakąkolwiek nie mieli nigdy do czynienia to już wyzwanie, a jeśli brać pod uwagę fakt, że winnica to szczególnego rodzaju uprawa, to już prawie, jak lot na Księżyc bez przygotowania wchodząc do statku kosmicznego prosto z ulicy. Sam nigdy nie sięgnę po winno w kartonie, ostatni zakup wina z zakrętką nie był również dobrym rozwiązaniem, choć chciałem poznać jego smak.
Tutaj, czytając Winnicę marzeń mamy nie tylko szansę określonej, wyjątkowej pod każdym względem edukacji winnej, ale również niesamowitą w swej postaci podróż na południe Francji. Byłem i jestem urzeczony sposobem, w jaki autorka opowiedziała o tym, jak wraz z mężem realizowali swoje marzenie, jak w jakiś sposób cierpiało na tym ich małżeństwo, jak córki przynajmniej na początku miały małe chwile udręki nie widując prawie wcale rodziców, jak wreszcie Sean omal nie stracił palca, co dla dbania o winnicę, było tragedią i startą cenny godzin i dni.
Gdyż Sean pracował w polu, a Caro remontowała stary, trzystuletni dom, opiekowała się córkami zanim stopniowo obie nie poszły do przedszkola, wreszcie znając lepiej francuski, niż jej mąż, dbała o marketing, budowała markę ich wina, jeździła na spotkania i prelekcje. Przyznam się, że moja wrażliwa dusza momentami uśmiechała się szeroko, a czasem łzy radości i wzruszenia dawały upust niesamowitym emocjom w trakcie lektury. Bo choć to nie powieść sensacyjna, czy może romantyczna piękno jej urzeka, rozbraja, zaskakuje i nie daje przejść obok obojętnie. Przy okazji dowiedziałem się również, że liście rzodkiewki to doskonały materiał na sałatkę, trzeba spróbować, gorąco polecam tą niesamowitą i niezwykłą lekturę.

Caro Feely, Winnica marzeń, Wydawnictwo PASCAL, Bielsko-Biała 2013
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl