Google+ Followers

poniedziałek, 20 października 2014

Dalsze losy Stefana... by Róża

...Podaj mi rękę - oto się stajesz zapatrzeniem gwiazd.*

Oczy nachodzą mu łzami, patrzy na nią i widzi łagodne rysy, czułość i delikatność. Jest niezłomna. Jego Ala. Sadza pokrywająca jej twarz, jest jak hitlerowska zagłada, w tle równająca z ziemią niezłomną Warszawę. Jednak dziewczyna jest silna, powstaje jak feniks z popiołu, jak to płonące miasto, w które wielu „patriotów“ zwątpiło. Wtedy ona unosi ku niemu swe błękitne, jak niebo z ’38 oczy, a Stefan nie wie, czy to przez łzy, czy przez wycieńczenie, widzi dyskretny cień uśmiechu, tego samego, który pamięta z pierwszego spotkania z Alicją Saską. Przybliża się, ich twarze są milimetry od siebie, młodzi chłoną swoje oddechy, tak jakby miały to być te ostatnie. Spragnione usta napotykają siebie, daje się wyczuć charakterystyczny, metaliczny posmak krwi, tej która miała być przelana za miliony, za rodaków. Impuls. Teraz spoczywają już w swych objęciach, chwila namiętności w obliczu tragedii. 
- Nigdy Cię nie zostawię – chłopak szepce obietnicę, którą winien złożyć już w tamtej chwili na Starym Mieście.
Zaczyna świtać. W oddali nadal słychać pojedyncze strzały, krzyki, wybuchy. Warszawska codzienność. Oni po prostu wstają, spleceni, tak jakby nic wcześniej nie miało znaczenia. Krok, za krokiem, zagłębiają się w wodę. Tylko w, którą stronę iść? Ku Warszawie, tej gdzie serce, gdzie dusza, gdzie życie pozostało, czy ku Pradze, ku nadziei na wolność?
Patriotą się rodzi i pozostaje, do ostatnich chwil, do ostatniego tchnienia. Młodzi powstańcy brną przez zarośla, mijają zbiorową mogiłę, by wreszcie dotrzeć na Starówkę, tam gdzie wszystko się zaczęło. Miasto, o ile można gruzy, strzępy ludzkich ciał, hitlerowskie wozy, nazwać miastem, budzi strach, przerażenie. Obraz tego co człowiek, może zrobić z człowiekiem nie mieści się w głowach tak młodych ludzi. 
- Nie po to walczyłem, nie po to oni zginęli, byśmy się poddawali!
W jego oczach maluje się nieznana jej wcześniej wściekłość, nie widać już przerażenia, dezorientacji. Wojna stłamsiła w nim to co było wyjątkowe, to co ona dostrzegła jako jedna z nielicznych – wrażliwość. Stefan podbiega do leżących na ulicy ciał, przerzuca je, szarpie. Wreszcie na jego twarzy pojawia się grymas spełnienia, usilnie ściska coś w dłoniach. Biedronka skupia wzrok na jego ręce – pistolet.
- Stefan, przecież nie zaczniesz tak po prostu strzelać. To do niczego nie prowadzi! Błagam Cię! Musimy znaleźć Beksę, Górala, Czarnego, dołączyć do nich, wspomóc działania.
- Zginęli.. - jedyne słowa jakie udaje mu się wydusić z siebie. 
Nagle zza rogu wyłania się essesman, jego twarz, wydaje się być znajoma. Chłopakowi zamiera serce, to on, to zwyrodnialec, który zabił jego matkę, brata. Nie panując nad tym co robi, podnosi broń. Mijają ułamki sekund. Hitlerowiec staje i po prostu patrzy, jego usta wykrzywiają się w szyderczym uśmiechu. 
- Nie rób tego, do cholery! Błagam Cię, Stefan... – przez jego uszy harmonijnie przepływa znany, przerażony głos.
Strzela. Ciało Niemca opada na bruk. W powietrzu krąży jeszcze echo wystrzału. Nagle oboje zwabieni jakimiś szmerami obracają się za siebie. Trzech mundurowców. Koniec. Słychać tylko przeładowanie karabinu. Padają na ziemię, ostatnie spojrzenia.
- Ale ja Cię kocham, kocham Cię Alu. Ty byłaś tym, co przyniosło mi nadzieję, ty byłaś tym, czego potrzebowałem, to ty mnie uratowałaś. Uratowałaś w każdym, możliwym znaczeniu tego słowa...
Ostatni wdech, ostatni wydech patriotów właśnie wychodzi z płuc. Umierają, lecz umierają wygrani, tam gdzie ich miejsce. W ojczyźnie, w niezłomnej Warszawie..

* - K. K. Baczyński, dz. cyt., s. 208 – 209

Praca finałowa biorąca udział w Konkursie literackim, Dalsze losy Stefana...