Google+ Followers

poniedziałek, 20 października 2014

Dalsze losy Stefana... by Rutka

1947 rok. 

Od prawie trzech lat, każdego dnia rano Stefan budzi się o świcie i próbuje cieszyć się smakiem chleba. Siadając do śniadania patrzy przez okno, za którym widzi Wisłę. Niepokonana – tak o niej myśli. A potem zaczyna się zastanawiać, czy kiedyś znów Wisła będzie w Polsce, ale nie tej ludowej, lecz niepodległej. Rozmyślanie przerywa mu dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Czas wychodzić – trzeba odbudować to, co zostało zniszczone. Praca to dobre lekarstwo na wspomnienia. Ale one nadal wracają. Są obrazy, które mimo upływu czasu nie chcą odejść. Czasem nawet w głowie słychać dźwięk palącego się miasta i czuć ten swąd. Wspomnienie powstania wydaje się tak nierealne. To nie mogła być prawda. Gdy już zapadła cisza i nikt nie strzelał, w końcu można było się wyspać. Nie potrzebne było łóżko, czy koc. Wystarczył kawałek miejsca. A potem zaczęło się poszukiwanie, rozpaczliwe poszukiwanie znajomych twarzy. Żyło się nadzieją, że może jednak ktoś przeżył. Ktokolwiek. Mimo nakazu opuszczenia miasta Stefan postanowił zostać i przy pierwszej nadarzającej się okazji przedostać na Pragę. Nie mógł opuścić miasta, w gruzach którego leżały ciała jego towarzyszy broni. Bo przecież nie da się ich nazwać przyjaciółmi. To było tylko kilka wspólnych tygodni, które dziś wydają się złym snem. A Biedronka - kim ona była? Może to tylko zjawa, która pomogła mu przeżyć. Ale po co? 
Zima 1944/45 była surowa, brakowało wszystkiego. Stefan znalazł schronienie w podwarszawskim Józefowie. Tamtejszy piekarz dał mu prace i pozwolił spać na klepisku koło pieca. Nie zrobił tego z dobrego serca, ale z rozpaczy. Nie pytał Stefana o nic, ale domyślał się jego historii. Jego syn też był w Powstaniu. Nadal liczył, że wróci. Wiosna 1945 choć pełna nadziei na koniec wojny, przyniosła rozczarowanie. Stefan długo myślał, czy wrócić do broni, czy może jednak spróbować żyć normalnie. Wiedział, że nadchodzi rzeczywistość nowej okupacji. Ale miał w sobie poczucie winy wobec tych, którzy zostali w kanałach i pod gruzami. Zaciągnął się do sprzątania miasta. Starał się unikać miejsc, z którymi wiązały się wspomnienia. Miał nadzieje, że wśród gruzów spotka ludzi sobie podobnych – żywe trupy. Choć ciało Stefana przetrwało, czuł że w tych gruzach pozostała jego dusza. Nie liczył, że odnajdzie ciało Matki i brata. Był świadkiem chaosu, który nie pozwalał mu w to wierzyć. Nigdy nie znalazł ukojenia, nie nauczył się żyć w nowej rzeczywistości ani nie pogodził się z tym, że to akurat on żyje. Nadal żył w poczucie winy, ze nie umiał uratować dwóch najważniejszych kobiet w swoim życiu. Pogodzony z samotnością już nie tęsknił, ale bał się za każdym razem gdy musiał patrzeć w oczy rodzicom tych, którzy polegli i przepraszać, że przeżył. Tego dnia nie spodziewał się, że spotka go najgorsze. Pracował w okolicach Uniwersytetu. Choć na ulicach nadal leżał gruz, eleganccy ludzie spacerowali i podziwiali powstające z popiołów miasto. Podszedł do niego starszy Pan – Stefan poznał go, choć widzieli się tylko kilka razy. Człowiek ten miał oczy pełne nadziei i wzruszenia. W ręku trzymał dużą walizkę, jak gdyby dopiero wrócił do miast. Nie musiał nic mówić. Chciał już wydusić z siebie to pytanie. Ale Stefan spojrzał tylko na niego z tą przeraźliwą pustką w oczach i lekko zaprzeczył ruchem głowy. Elegant w jednej chwili rozpłakał się i odszedł – zgarbiony i jakby starszy o kolejne kilka lat. To był ojciec Biedronki - Anioła, który poświęcił życie, by ratować innych.

Praca finałowa biorąca udział w Konkursie literackim, Dalsze losy Stefana...