Google+ Followers

poniedziałek, 20 października 2014

Dalsze losy Stefana... by Setka

Stefan pogodził się już z samotnością. Warszawa płonie, przyjaciele i rodzina zostali zamordowani. Czuł narastającą bezradność. Wiedział, że nic już nie zależy od niego. Żółty piasek chrzęścił mu w zębach, wchodził do oczu, nosa, pod ubranie. Na twarzy odbijała się łuna ognia dogorywającego miasta. Nagle poczuł, że musi wstać i coś zrobić. Zerwał się na równe nogi i rzucił się w toń otaczającej go wody. Niech ona zdecyduje, co ma się stać.
Woda płynęła, wyrzucając po drodze wszystko to, czego nie potrzebowała. Między mokrymi gałęziami przy brzegu, dało się dostrzec zakrwawioną, pokrytą mułem rzecznym rękę. Ten widok zainteresował przechodzącego obok młodego chłopaka z karabinem na ramieniu, w znoszonych butach i połatanej kurtce. Podszedł do brzegu, odsunął gałęzie i zobaczył półżywego mężczyznę. Był przekonany, że topielec nie żyje, ale usłyszał cichy świst wciąganego powietrza. Udało mu się dowlec Stefana do obozu. Kąpiel w zimnej Wiśle wychłodziła jego organizm do granic możliwości, powstańcza dieta również mu nie służyła, a ponadto jedna z rzeczy dryfujących w wodzie zraniła go w rękę. Według lekarza wyglądało to na zderzenie z ostrym kamieniem. Rana była dość głęboka i wolno się goiła. Stefan leżał w namiocie próbując pokonać gorączkę. Cały czas znajdował się pod troskliwym okiem sanitariuszki, która nie odstępowała go na krok. Malina czuwała przy nim nawet w nocy. To od niej dowiedział się, że życie zawdzięcza żołnierzom NSZ pod dowództwem Konara, którzy szli na pomoc Warszawie. Po dwóch tygodniach Stefan odzyskał sprawność na tyle żeby wstać z łóżka i wykonywać lekkie prace jak na przykład zbieranie drewna na opał. Noce były coraz chłodniejsze a dni coraz krótsze. W okolicy nie było prawie Niemców. Stefan był bardzo nieufny, co do swoich „przyjaciół” z lasu. Pytany o przeszłość mówił tylko, że walczył w powstaniu i odłączył się od oddziału na Czerniakowie. Potem szukał kontaktu ze swoimi, ale byli tam sami Niemcy, więc postanowił przeprawić się przez Wisłę, ale prąd był za silny i nie pamięta nic więcej bo obudził się dopiero tutaj. Pewnej nocy w obozie zapanował straszny hałas. Żołnierze biegali, przekrzykiwali jeden drugiego, wydawali jakieś pośpieszne rozkazy. W namiocie Konara było pełno ludzi. Z przejęciem studiowali mapę rozłożoną na stole a radiotelegrafista ciągle podawał im jakieś karteczki. Wśród biegających, przepychających się ludzi Stefan ujrzał Malinę pakującą bandaże do torby. 
- Rosjanie nacierają ze wszystkich stron! Nie damy rady walczyć. Musimy jak najszybciej ewakuować rannych, bo Ruscy są coraz bliżej! Szybko ubierz się i pomóż nam!
Chwilę później zapadła decyzja, że ewakuowani zostają wszyscy. Wozy z rannymi, żywnością i radiostacją ruszyły w stronę Wisły do przeprawy. Za nimi poszły sanitariuszki i część żołnierzy. W obozie zostali tylko ci, którzy zgłosili się do osłony przeprawy uzbrojeni w RKMy. Zajęli swoje stanowiska, z których mieli ostrzeliwać nacierającego nieprzyjaciela by inni mogli przedostać się na druga stronę rzeki. Stefan postanowił, że chce walczyć. Początkowo jego prośba o przyłączenie do ochotników nie spotkała się z aprobatą. Dowódca kazał mu dołączyć do przeprawy. Stefan jednak nie dał za wygraną. Chwycił dowódcę za rękaw i krzyknął:
- Wszyscy, których kocham zginęli! Nie mam już nikogo, dla kogo mógłbym żyć. Widziałem jak wykrwawiają się na moich oczach i nie mogłem nic z tym zrobić. Nie chcę już być bezradny, więc jeżeli mogę się na coś przydać to weźcie mnie ze sobą! Nie chcę uciekać, chce znowu walczyć! Umiem strzelać dajcie mi broń! Proszę!
Konar patrzył na niego chłodnym wzrokiem. Wyciągnął zza pasa Visa i podał go Stefanowi. Wypolerowana broń błyszczała w jego ręku. Nie mógł się nacieszyć faktem, że znowu będzie walczył, że pomści swoich bliskich. Z zamyślenia wyrwał go odgłos zbliżających się radzieckich czołgów i rozkaz dowódcy. 
- Panowie. Zaczynamy…

Praca finałowa biorąca udział w Konkursie literackim, Dalsze losy Stefana...