Google+ Followers

środa, 8 października 2014

Graham Masterton - Imperium

Henry Carson i jego partner wygrali pierwszego gema. Kiedy zmieniali strony, rozmawiając ze sobą i ocierając twarze ręcznikami, Lucy wstała. W dalszym ciągu nie mogła złapać tchu – nie z powodu ciasnego gorsetu, ale dlatego, że właśnie przyszedł jej do głowy szalony pomysł, jak zwrócić na siebie uwagę Henry’ego Carsona. Zdawała sobie sprawę, że pani Harris tego nie zaakceptuje, nie wspominając już o Evelyn. Prawdopodobnie ojciec również nie będzie zachwycony.
(…)
Podeszła do słupka podtrzymującego siatkę i postawiła krzesło obok. Złapała za siatkę, aby sprawdzić jej napięcie, i obróciła trzy razy korbkę, żeby ją jeszcze podciągnąć.
- Co pani zamierza zrobić, panno Darling? – zapytał Barry Wentworth, idąc w jej stronę. – Takie sprawy pozostawimy obsłudze!
Lucy nic na to nie powiedziała, nawet nie odwróciła się w jego stronę. Weszła na krzesło i postawiła jedną stopę na słupku siatki.
- Chyba lepiej będzie, jeśli pani zejdzie! – zawołał Barry Wentworth.
Lucy wzięła głęboki wdech, po czym ostrożnie wysunęła drugą stopę i postawiła ją na siatce…

Słowa, po które sięgnąłem powyżej są szczególnym dowodem na to, iż Lucy lubiła stawiać wszystko na jedną kartę. Dla niej być miało znacznie większą wartość, niż obyć się smakiem, kiedy określona okazja pojawia się w zasięgu ręki. A takiej okazji nie można było przegapić, bez względu na to, jakie mogła w perspektywie przynieść okoliczności.
Oto dwie książki, które tak naprawdę nie różni wiele. Popełnił je ten sam autor, z dumą wydało to samo Wydawnictwo, nawet objętość nie stanowi większej różnicy. Choć jak już doskonale wiemy nie uciekając się do parafrazowania pewnej reklamy w tym jednym słowie mieści się wszystko.
Nie tak dawno miałem jedyną w swoim rodzaju przyjemność zmierzyć się ze Śpiączką Grahama Mastertona. Jednak wtedy nie zdawałem sobie sprawy, że to, co najlepsze w dokonaniach autora dopiero przede mną.
Gdyż Śpiączka przy Imperium to praktycznie „książeczka”. Skromna w swej treści i formie powieść. Imperium natomiast jest historią, która nie mieści się w żadnych ramach. I bardzo dobrze, bo dzięki temu jej wartość zaskakuje bardziej, niż można zdawać sobie z tego sprawę.
Na początku miałem pewien problem z interpretacją tytułu, Imperium, jednak kilka rozdziałów pozwoliło mi zrozumieć, dokąd zmierzam i jak pasjonująca przede mną podróż. Nikt, a tym bardziej Lucy, nie zdaje sobie sprawy, że jedno zdarzenie z jej życia nie tylko odmieni bieg życiowej rzeki, ale też wyrwie ją samą z zakurzonego i lodowatego Kansas do świata, o którym od zawsze marzyła. Jednak zanim otworzą się przed nią nieprzebrane dobra Imperium Brytyjskiego przez chwilę znajdzie się w blasku fleszy, aby dosłownie chwilę później spaść z łoskotem na ziemię.
Ten towarzyski upadek odczuła bardzo boleśnie, jednak nie dała po sobie tego w żaden sposób poznać. Przypadek sprawił, że zaznała luksusu, przeznaczenie pisało już dla niej jednak zupełnie inne karty.
Byłem i jestem pełen podziwu dla genialnego w swej treści i formie dzieła pióra Grahama Mastertona. Znam wiele jego powieści, ale żadna jak dotąd nawet w drobnym stopniu nie dorównywała Imperium. I dopiero ona rozlała w sercu tak rozległy ocean uczuć, iż musiałem usilnie szukać koła ratunkowego, aby pod wpływem emocji nie zatonąć.
Historia, którą się chłonie każdym zmysłem i porem skóry, historia, która zasysa i nie pozwala się zatrzymać, wreszcie historia rozległa w swej treści, jak rozległe przed laty było Imperium Brytyjskie. I nie bójmy się tego słowa – A r c y d z i e ł o, które nie trafia się często, które trafia się od czasu do czasu, które musi odmierzyć sto, a może znacznie więcej mniej lub bardziej udanych lektur.

Graham Masterton, Imperium, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2014
 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl