Google+ Followers

niedziela, 19 października 2014

Marek Edelman - I była miłość w getcie

Kiedy czytam, że ktoś spodziewał się czegoś innego czytając I była miłość w getcie to zastanawiam się czego ten ktoś szukał w tej książce sięgając po nią i czego nie znalazł po lekturze.
Przeczytana kiedyś raz, choć bez wątpienia powinien być drugi i kolejny. Sięgnąłem po nią teraz, gdy sięgałem po inną na mej półce stojącą tuż obok. Bo z nią jest tak, jak z Małym Księciem, jakże mała objętość, a jakże wielkie, przeogromne bogactwo duchowe i emocjonalne. Wychowałem się w mieście, które przed wojną było w dużej części zamieszkane przez Żydów, od zawsze, jeśli tylko mam możliwość zanurzam się w Austerii i nie potrafię zrozumieć, że tej kultury już nie ma.
Teraz, gdy myślałem, co napisać pojawiły się trzy nazwiska, trzy symbole, trzy hasła - Korczak, Szpilman, Edelman. Żaden z nich nie może powiedzieć, że przyszło mu żyć w ciekawych czasach, bo choć dwóch przeżyło czasy to były koszmarne, czasy, które nam ludziom Facebooka zupełnie są nieprzystępne. A jednak historia, którą wspomina i opowiada autor budzi szczery podziw i na taki zasługuje.
Słowa, cóż one znaczą w tej glorii męki i cierpienia tych ludzi...

Marek Edelman, I była miłość w getcie, Świat Książki, Warszawa 2009
 
Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl