Google+ Followers

wtorek, 11 listopada 2014

Paullina Simons - Czerwone liście

Kristino, jak bardzo cierpiałaś?

Na długo przed Jeźdźcem Miedzianym, zanim historia Tatiany i Aleksandra rozpaliła serca milionów czytelników w Polsce i na świecie, Paullina Simons stworzyła, wyczarowała, choć można rzecz jedynie, że napisała swoje, Czerwone liście. I nie można nie zgodzić się z tym, co opublikowało wydawnictwo na okładce tej książki -  Pełna napięcia, klaustrofobiczna i wciągająca bez reszty. Można powiedzieć, że rozpoczynając lekturę Czerwonych liści stopniowo i powoli wchodzimy na ruchome piaski. Z każdą kolejną stroną grzęźniemy, zapadamy się w tę historię coraz bardziej i coraz mocniej przenika ona nasz umysł.
Wydawać by się mogło, że czwórka przyjaciół otacza się troską i nie ma przed sobą żadnych tajemnic. Wydawać by się również mogło, że Jim z Kristriną oraz Connie z Albertem tworzą dwie szczęśliwe i kochające się pary. A jednak podróż przez ruchome piaski sprawia, że to, co na zewnątrz można brać za radosną harmonię po bliższym przyjrzeniu się już takową nie jest.
Kristina Kim – piękna, radosna, zadowolona z życia młoda kobieta na progu swoich dwudziestych pierwszych urodzin. Gwiazda studenckiej drużyny koszykówki, podpora nastolatek spodziewających się dziecka w domu, „Czerwone Liście”. Jednocześnie szalona, zmagająca się nieustannie z demonami przeszłości zagubiona dziewczyna. Jedynym dobrym akcentem w tym pozornie tylko uporządkowanym świecie jest poznany przypadkiem detektyw Spencer O’Malley. Przy nim od niepamiętnych czasów po raz pierwszy czuje się swobodna i szczęśliwa. Do spotkania, które wyznaczają sobie tydzień później nigdy jednak nie dojdzie…
Tragiczna śmierć Kristiny jest chyba największym szokiem dla detektywa, z którym chwilę wcześniej ta piękna, radosna dziewczyna siedziała w barze przy jednym stole. W małym, spokojnym, uniwersyteckim miasteczku, w którym taka zbrodnia zdarza się jakże rzadko jej śmierć poruszyła chyba tylko jego, gdyż okazuje się, że dla jej przyjaciół w sumie nic wielkiego się nie stało. Nikt szczerze nie uronił nad nią ani jednej łzy. Jasna gwiazda Kristiny zgasła nagle i nikt się tym nie przejął.
Od tego momentu grzęźniemy w tę historię jeszcze bardziej. Lektura, Czerwonych liści przenika do szpiku kości, a detektyw O’Malley nie zdaje sobie sprawy z jak skomplikowanym śledztwem przyjdzie mu się zmierzyć, aby i on mógł kiedyś zasnąć spokojnie zapominając o swoich demonach przeszłości.
Znam chyba wszystkie wydane na rynku polskim powieści Paulliny Simons i mam wrażenie, że nic wcześniej tak mnie nie poruszyło, jak właśnie ta powieść. Nawet napisane rok później, Jedenaście godzin nie miały tak wyjątkowej siły przekazu, jak stało się to za sprawą, Czerwonych liści. I co ważne, obie powieści łączy sekretny klucz, choć znajomość dwóch powieści nie pozwala do końca dostrzec jego istoty. Być może kolejna rzuci znacznie więcej światła na ten temat.
Faktem jednak jest, że odkrywana stopniowo i bez pośpiechu lektura sprawi czytelnikowi wyjątkową przyjemność. Choć nie będzie to lektura łatwa. Mogą pojawić się również momenty zwątpienia, w których powie sobie – Ale to nie dla mnie! 

Nic jednak bardziej mylnego i nad rzuceniem jej w kąt zastanowiłbym się dwukrotnie, gdyż historia Kristiny bez dwóch zdań zasługuje na to, aby poznać ją do samego końca.
 
Paullina Simons, Czerwone liście, Świat Książki, Warszawa 2014 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl