Google+ Followers

czwartek, 1 stycznia 2015

Internetowa cela

VI
Wielka, obszerna sala dyskoteki. Z każdego miejsca słyszysz dobiegającą muzykę, mrok i światła, wirujące po ścianach, po sufitach, dotykające splecione na parkiecie pary. Docierające w każdy z jej zakamarków. Postacie giną w mroku, spowija ich gęsty, biały dym, jakby mgła zawisła nad salą. Z każdym sykiem nowe jej masy wydostają się na zewnątrz. Ludzi przybywa. Stoją, obserwują, pojedynczo i grupami, siedzą przy stolikach, przekrzykując się wzajemnie, gdyż głośna muzyka zagłusza wszystkie ich słowa. Wszędzie mnóstwo szklanek pełnych piwa, soków, drinków. Zabawa dopiero się rozkręca, czujesz wibracje sali, czujesz już je w sobie. Jeden drink i już jest znacznie lepiej. Zaczynasz wibrować w tak muzyki. Twoje nogi czują rytm, wtapiasz się w tłum, powoli przesuwasz się na parkiet. Czujesz, to, co lubisz. Powoli odlatujesz.
Może zabrzmi to głupio, ale przyszłam dziś tu w określonym celu. Poszukiwałam przygody, filtru, oczekiwałam zalotnych spojrzeń, może nawet pozwoliłabym się uwieść. Nie, nie byłam zdesperowana, nic złego się ze mną nie działo. Lubiłam imprezy w eleganckich lokalach, klubowych dyskotekach. 
Siedząc teraz przy barze i sącząc drinka obserwowałam panów, przyglądałam się im, odbierałam zalotne spojrzenia, prowokowałam wzrokiem, kusiłam. Wiedziałam, na co mnie stać, na co mogę sobie pozwolić. Kontrolowałam w pełni sytuację, jeśli nawet ktokolwiek myślał, że już mnie poderwał, już ma mnie w łóżku, prawie zawsze się mylił.
Prawie, gdyż czasami potrafiłam ulec. Poddawałam się nastrojowi chwili, zalotnym spojrzeniom, pięknym słowom, wyszukanym gestom. Czasem facet potrafił mnie zaczarować i nie wstydziłam się tego, czułam się dobrze. 
Rozmyślałam o kilku odpowiedziach na mój anons. Jak dotąd pojawiały się tylko same żałosne propozycje wygłodniałych samców. Nic więcej, no może jeden, na który chciałam odpisać.
- Przepraszam, mogę postawić ci drinka?
- Słucham?? – Wyrwana z mych rozmyślań powróciłam do świadomości obierając subtelne spojrzenie przystojnego chłopaka.
- Wybacz, że...
- W porządku, w takim razie dla mnie Dziki Szkot – muszę się przyznać, że podobał mi się, choć wydawał się starszy sprawiał bardzo miłe wrażenie. Gustownie ubrany, elegancki, zmysłowy, uwodzicielski, ale nie wulgarny. Pierwsze wrażenie zawsze miało istotne znaczenie, a to było jak najlepsze.
- Mam na imię Robert i chciałbym...
- Nie mów nic, jeszcze nie teraz. Chyba wiem, co chcesz powiedzieć, jednak odłóż to na później. Ja mam na imię Iwona i miło mi cię poznać.

Zapanowała między nami chwila takiego napięcia, jakby za chwilę miało dojść do wyładowań. Prawie słyszałam huk grzmotów i błysk piorunów, wszystko, co było wokół przestało się liczyć. Nasze spojrzenia przenikały nas na wylot, przyglądaliśmy się sobie z lekką dozą nieśmiałości mając wrażenie, że chyba myślimy o tym samym.

Robert – to imię jakiś czas temu przestało się dla mnie liczyć, pragnęłam o nim zapomnieć, pragnęłam nigdy już go nie usłyszeć, pragnęłam nie spotkać nigdy na swej drodze mężczyzny, który będzie miał tak właśnie na imię. A tu los sprawił mi miłą niespodzianką i byłam mu wdzięczna.
- Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz bosko! Ten strój, faktycznie robi wrażenie.
- Dziękuję, to miłe.
Systematycznie odwiedzane solarium, jednak z umiarem, bez szkody dla własnego zdrowia, pozwoliło wypieścić cudownie złoty odcień skóry, kosmetyczka, zadbane dłonie, paznokcie u nóg, jak też u rąk. Stopy w delikatnych pantoflach z kilkoma paseczkami. Białe spodnie zwężające się ku górze. U dołu szerokie, przy kolanach już lekko opinające zgrabne, szczupłe nogi. Płaski brzuch, a na biały, jedwabny staniczek, narzucony biały, przewiewny, ale i przejrzysty sweterek. Czarne, kruczoczarne włosy, długie sprężynki starannie uczesane specjalnie na tą okazję. Szminka w kolorze ciemnej wiśni w piękny sposób podkreślała kształt mych ust. Tak mniej więcej wyglądałam, sądzę, że chyba faktycznie robiłam duże wrażenie? Bez dwóch zdań, tak właśnie było i lubiłam to!
- Wiesz, może wyjdziemy stąd, – jeśli moja propozycja, choć trochę go zaskoczyła, to nie dał tego po sobie poznać. Ciekawe, czy spodziewał się takiego obrotu sprawy? Ja jednak miałam wielką ochotę dziś się z nim kochać!
- Twoja propozycja bardzo mi się podoba. Gdzie jedziemy – do mnie czy do ciebie?
- O tym pomyślimy po drodze.
W samochodzie daliśmy delikatnie upust naszemu napięciu. Jego pocałunki były delikatne, gorące, namiętne. Dawno już nie czułam się tak dobrze.

 Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.