Google+ Followers

wtorek, 27 stycznia 2015

K-PAX (2001)

Rzeka zapomnienia, rzeka oczyszczenia, rzeka odrodzenia...

Promieniem Słońca zaczarowanym przeniknę dzisiaj, tuż nad ranem, na dłużej na Ziemi zatrzymam się, może na zawsze tu zostanę, może sprawię, że świat wasz szary nabierze blasku, a sprawy wasze staną się prostsze, znajdą dobre rozwiązanie, przywołam uśmiech na usta wasze, sprawię, że dzięki mnie, poczujecie się lepiej, odetchniecie pełną piersią, w promieniu Słońca, w tym małym refleksie światła odnajdziecie siebie...
Przybysz z tajemniczej planety K-PAX, o wdzięcznie brzmiącym imieniu Prot, pewnego dnia sprawia, że to, co do tej pory można było uchwycić w pewne, określone ramy, podporządkować konkretnym regułom, już na zawsze będzie się z nich wymykało. Swoją prostolinijnością, radością ducha, swoim przyporządkowaniem do „innego świata” wprowadza chaos w życie doktora Powella, a co ciekawe również pensjonariuszy kliniki psychiatrycznej, w której, tak się dziwnie składa, sam przebywa.
Niby normalny „inaczej”, zupełnie inny od swoich pozostałych towarzyszy, jest jednak bardziej normalny i trzeźwo myślący, niż ludzie, którzy powinni go leczyć. Jego sposób bycia, postępowania, właśnie niewciśnięty w żadne ramy, pozwala mu się wyzwolić na maksa, albo, jak to Wy ludzie mówicie, „Wyluzować”. I choć podobny do człowieka, choć niby jest człowiekiem, to jednak jego przekonanie o swoim pochodzeniu sprawia, że zasadniczo każdy, łącznie z doktorem, jest przekonany, że chyba jednak przebył tą podróż międzygalaktyczną.
Blisko sześć lat scenariusz czekał na „zielone światło” i gdyby nie zainteresował się nim Kevin Spacey, zapewne czekałby na swoją szansę kolejne sześć, jeśli nie dłużej. Tak się złożyło, że nikt nie był zainteresowany historią dziwnego przybysza z planety K-PAX, nikt nie widział w tym materiale szansy na sukces kasowy. A jednak, właśnie dzięki wspaniałej kreacji Kevina Spacey, na równie dobrym poziomie emocjonalnym, jak w Kronikach portowych, postać Prota nabrała niebywałego blasku, sam aktor w trakcie pracy nad filmem bardzo się z nią utożsamiał. Do tego stopnia, iż gotów był na wszelkie poświęcenia, aby to, co miał zagrać wypadło jak najlepiej. Jego determinacja sprawiła, że w jednej ze scen zjada banana, tyle, że ze skórką! Ile musiał ich zjeść, w trakcie zdjęć, tego niestety nie zdradził.
Przeciwwagą w tej wspaniałej, filmowej konkurencji, jest wspomniany już dr Mark Powell, który w pewnym momencie uzależnia się od Prota, poddaje jego sugestiom, jego pracy, jaką wniósł w uleczenie jego pacjentów. I choć głośno gani go za jego poczynania, w głębi ducha uświadamia sobie, że został również uzdrowiony, on, psychiatra, doktor, normalny człowiek. Ze swoim talentem i charyzmą Jeff Bridges stworzył rolę, która w stopniu doskonałym nawiązuje do roli jego kolegi, czyli Kevina Spacey.
I jeszcze jeden aspekt techniczny wypada tu podkreślić, bardzo pogodne, pełne kolorów „tęczy” – zdjęcia. Właśnie dzięki nim podziwiamy w każdy możliwy sposób refleksy świetlne i całą masę cudów, które jest w stanie wyzwolić zwykły promień Słońca. Wirtuozem obrazu jest John Mathieson – twórca zdjęć do Gladiatora i Hannibala.
Punktem zwrotnym w poszukiwaniu właściwej tożsamości Prota jest z pozoru banalne zdarzenie z wodą na podwórku i niesamowity wprost lęk przed nią. Właśnie rzeka, zapomnienia, oczyszczenia i odrodzenia pozwala zniknąć jednej osobowości, a pojawić się drugiej, takiej, która spróbuje się wyzwolić z arkanów ziemskiego świata, aby zapomnieć...


Zajrzyj do Grupy Ruchome obrazy... :)