Google+ Followers

czwartek, 15 stycznia 2015

Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec - Małgorzata idzie na wojnę

Zaiste, sięgając po książkę, Małgorzata idzie na wojnę nie zdawałem sobie sprawy, jak szczególna, niezwykła i niesamowita wręcz przyjemność czeka mnie w lekturze. Ale wystarczyło mi raptem kilka dosłownie stron, abym wiedział, że poruszy we mnie każdą, nawet najbardziej czułą strunę mojej duszy.
Książkę zawdzięczamy dwóm autorom – Wojciech Lubawski i Tomasz Natkaniec. Pierwszy z panów jest prezydentem Kielc, drugi natomiast dziennikarzem, a ich wielkiej i wspólnej pasji, jaką jest historia i zawiłości z nią związane zawdzięczamy tę przedziwną i doskonałą pod każdym względem powieść.
Pewien odkryty na portalu eBay list staje się zarzewiem opowieści, która rozpaliła umysły, ale zapewne też serca dwóch dorosłych mężczyzn. Ten jeden list sprawił, że postanowili w wyczerpujący sposób zbadać i w miarę możliwości prześledzić losy Małgorzaty Szczerbińskiej. Dzięki dokładnej kwerendzie archiwów, dotarciu do potomków rodziny Szczerbińskich z mroków historii wyłoniła się fascynująca opowieść pełna młodzieńczego uniesienia w walce o miłość bez względu na okoliczności.
Sierpień roku Pańskiego 1914 to okres wielkich zawirowań dziejowych, również dla rodzących się podwalin niepodległego po latach zaborów państwa polskiego. Historia zawieszona pomiędzy dwoma polskimi miastami – Krakowem i Kielcami, gdzie to drugie, jakże bliskie autorowi, na początku XX wieku było tak naprawdę dużą rozwijającą się osadą, choć wciąż już miastem.
Małgorzata Szczerbińska – młoda subtelna niewiasta, która w obliczu miłości i tego, że jej ukochany postanawia wstąpić do strzelców nikomu tak do końca jeszcze wtedy nieznanego Piłsudskiego stawia wszystko na jedną kartę. Ukochany rusza walczyć o wolną Polskę, znienawidzona stryjenka daje się na tyle Małgorzacie odczuć, że ucieczka od niej jest tylko wybawieniem, lekcje, jakich udzielił jej stryj mogą być bardzo pomocne. Nie pozostaje nic innego, jak spakować małą walizeczkę i ruszyć w Kraków, a jeśli będzie trzeba dalej i dalej.

(...) Kolaska tak jak wczoraj trzęsie okropnie.
Pierre klnie pod nosem i zmienia pozycję, najwyraźniej mając nadzieję, że skulony w rogu pojazdu będzie mniej narażony na wstrząsy. Małgorzata milczy. Myśli o Januarym. Musi przyznać sama przed sobą, że jej stosunek do narzeczonego zmienił się w ciągu tych kilku dni. Zaczyna się o niego… martwić. Gdzie jest? Co robi? Czy już doszedł do Kielc? Czy walczył?
I czy myśli o nie? Czy naprawdę ją kochał? Kocha? Może nie? Może nie kochał nigdy? A teraz znalazł już sobie jakąś inną? Co to dla przystojnego żołnierza? Może on do kobiet jest taki sam gagatek jak ten tutaj? Może w Paryżu zasmakował różnych przyjemności? Nigdy nie opowiadał, co tam robił. Licho wie, czy nie włóczył się z Długoszewskim i resztą po domach uciech. A tam się roi od kobiet wiadomego autoramentu…

(…)

Panna Szczerbińska kręci głową, nie dowierzając, że fizyk, który ponoć zna samego słynnego Alberta Einsteina, może być tak tępy.
- Czy pan nie rozumiesz, panie Szwajcar, że niedługo złożę przysięgę na wierność przed Bogiem? Jakże ja bym wyglądała, gdybym przyjęła sakrament w tak nieczystym stanie? Czy jakaś dziewka uliczna jestem, żeby tak przyszłego męża oszukiwać? I jedno panu powiem! Pan bardzo grzeszysz, mężatki do takich bezeceństw ciągnąć. To jest jeszcze gorsze, bo mężatka już przysięgę złożyła. A przez pana ją łamie. Jak do piekła pójdzie, to pan będziesz odpowiadał. Zresztą pan też do piekła trafisz!
- Sa co do piekła ja? No ja słego, co?
- Aaaaaaaa…. Nic pan nie pojmujesz! Nic!

Każdy, kto miał przyjemność, niebywałą przyjemność lat kilka wstecz poznać niezwykłą w swej treści i formie powieść, Nie ponaglaj rzeki Małgorzatą już od pierwszych stron będzie urzeczony, poruszony, zachwycony. Tam amerykański autor wyjątkowo barwnie pokazał Polskę w okresie kampanii napoleońskiej, tutaj zaskakujący koloryt postaci, jednak przede wszystkim portret młodej, urzekającej, niezwykłej, szalonej, niesamowitej Małgorzaty. Postać, która mnie ujęła od pierwszej chwili i którą żyłem przez całą lekturę nie mogąc cały czas wyjść z podziwu nad żarliwością jej ducha i tego, co sobie postanowiła.
Autorom udało się w niebywały sposób oddać ducha epoki, tchnąć w Małgorzatę tak wiele życia, iż wydawać by się mogło, że to nie jedynie karty książki, ale już coś więcej. Coś pięknego, realnego, ale jakby również metafizycznego. Dawka myśli i uczuć, którym nikt od dawna nie sprostał w formie pięknej, polskiej prozy. 

Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec, Małgorzata idzie na wojnę, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl