Google+ Followers

poniedziałek, 2 lutego 2015

Apocalypto (2006)

Kultura Majów to czterdzieści osiem wieków. Trzydzieści jeden przed naszą erą i siedemnaście naszej ery. Jednak to dwa ostatnie przyczyniły się do upadku tej wielkiej kultury. Zaawansowanej technologicznie, rozwiniętej pod względem naukowym i badawczym. Społeczeństwo wyedukowane, rozmiłowane w astrologii i astronomii.
Wszystkie te czynniki miały wpływ na wspaniały rozwój. Jednak wszystko, co piękne ma też swoje minusy. Niewolnictwo, nadmierny wyzysk, system kastowy. Klęska głodu, susza. W taki właśnie okres wprowadzają widza twórcy filmu Apocalypto. Klęski, które trzeba odkupić ofiarami.
Obraz to trudny, jednak oddaje kulturę, której dotyka. A ta sięgała nawet do takich praktyk, jak mordowanie setek niewolników, aby przebłagać bogów. To, że nie przynosiły praktyki te oczekiwanego skutku, to już inna sprawa. W związku z tym pewne sceny naprawdę mogą szokować.
Zanim doszło do realizacji, Mel Gibson i Farhad Safinia, panowie odpowiedzialni za scenariusz, poznali wszystko, co dotyczyło Majów. Dotarli wszędzie tam, gdzie kultura ta się rozwijała i rozmawiali ze wszystkimi, którzy na ten temat mają wiele do powiedzenia. Dzięki temu jest to wyjątkowe cofnięcie się wstecz o kilka wieków. Nad wyraz zaskakujące, piękne, ale i szokujące.
Rzadko, który twórca stawia przed sobą tak wielkie wyzwanie i potrafi mu sprostać. Praca nad Pasją wymagała nagrania filmu w języku aramejskim, martwym od dwóch tysięcy lat. Teraz należało sięgnąć po język Yucatec, używany jedynie na półwyspie Jukatan w Meksyku.
W tym właśnie języku porozumiewali się Majowie jeszcze pięć wieków wstecz. Choć nauczenie się go było jedynie punktem wyjścia do stworzenia Apocalypto. Jedynie zachowanie całkowitej naturalności mogło zaowocować filmem wyjątkowym. To już sprawdziło się w Pasji. Teraz wystarczyło jedynie ten manewr powtórzyć.
Jednak historia męki Jezusa Chrystusa nie była tak skomplikowana pod względem logistycznym, sytuacyjnym i scenograficznym, jak stworzenie Apocalypto. Największym problemem było znalezienie naturalnego, dużego pasa dżungli. Paradoksem jest fakt, iż nadmierne wykorzystywanie drewna na opał potrzebnego w misternych pracach budowlanych pięknych miast Majów przyczyniło się w dużej mierze do upadku wspaniałej cywilizacji. Czyżby historia miała się powtórzyć?
Na kanwie losów narodu rozgrywa się dramat kilku osób. W bardzo krótkim czasie rozsypuje się w proch uporządkowany świat Łapy Jaguara. Wioska płonie, większość rodziny zostaje zabita. W trakcie walk z najeźdźcą udaje się mu ukryć żonę w zaawansowanej ciąży i małego synka. Sam natomiast dostaje się do niewoli.
To, co przykuwa uwagę - pełne strachu spojrzenie Łapy Jaguara. Strachu, który na dobre zagościł, który był jego przewodnikiem i który w pewnym momencie pozwolił mu się wyzwolić z rąk oprawców. I ten sam strach pchnął go w długą, jakże trudną, pełną poświęceń ucieczkę. Okaleczony, ranny, musi nie tylko zmierzyć się z własnymi słabościami, ale i prześladowcami, których popycha zemsta. Wrogiem jest dżungla, ale chwilę później jest już sprzymierzeńcem.
Gdzieś po drodze ucieczka przed jaguarem, skok z wielkiego wodospadu i ciągła, bezustanna ucieczka. Jednak to nie przetrwanie jest najważniejsze. Ktoś jeszcze czeka na ratunek...
Pisałem ostatnio o kilku filmach, które miały około stu czterdziestu minut. Wcześniej był to problem, teraz czas nie ma żadnego znaczenia. Niesamowitość. Niezwykłość. Wyjątkowa praca kamery, piękne zdjęcia, które w połączeniu z dopracowaną scenografią i dobrą charakteryzacją bohaterów dają doskonałość godną uznania.
Mógłbym rozpływać się tu w zachwytach, pisać hymny pochwalne. Mógłbym, ale nie zrobię tego. Wszystko, co trzeba zrobić, to wybrać się do kina na ten film. Obraz dotykający siły miłości bez względu na okoliczności. Choć, jak wspomniałem wcześniej również krwawy i brutalny. Ale wszystko to ma tu swoje uzasadnienie i nic nie dzieje się bez przyczyny. Tylko usiąść wygodnie w fotelu i cofnąć się w czasie o blisko pięćset lat.
I jeszcze jedno. Majowie, jako wytrawni astronomowie i astrolodzy sami przepowiedzieli sobie bardzo dokładnie upadek własnej kultury. 22 grudnia 2012 roku kończy się kalendarz Majów. Według przepowiedni, świat spustoszy seria potężnych trzęsień ziemi. Miejmy nadzieję, że się mylą, bo to tylko albo aż za sześć lat. 


Zajrzyj do Grupy Ruchome obrazy... :)