Google+ Followers

środa, 18 lutego 2015

Internetowa cela

XIII
Jadąc pożyczonym samochodem w stronę Białegostoku, w stronę rodzinnego miasteczka leżącego na pograniczu, zastanawiałem się nad pytaniem Iwony. „Znasz jakiegoś Wiktora?”. Muszę się przyznać, że było to dosyć dziwne. Choć faktycznie odpowiedziałem twierdząco, pewnie i bez cienia wątpliwości można było przyjąć moje słowa, to jednak skłamałem. Uświadomiłem sobie to dużo później, gdy imię to w czasie drogi zakłócało spokój moich myśli.
Czy faktycznie znałem jakiegoś Wiktora? Czy zdążyłem go poznać? Kim dla mnie był, jeśli rzeczywiście istniał? Teraz sam nie potrafiłem odpowiedzieć na te pytania, może kiedyś, może właśnie z pomocą Iwony uda mi się odnaleźć właściwą drogę do mego serca. Dawno temu zgubiłem klucz i właśnie jej zawdzięczam odnalezienie pewnej szczeliny, przez którą przeniknęła do mego środka. 
Dom rodzinny odwiedzałem chyba zbyt rzadko, czasami, gdy czułem się pewnie jechałem do mamy, aby spędzić z nią trochę czasu. Aby przypomnieć sobie widok z mojego, małego okienka na niebo, które niejednokrotnie płonęło podpalone tysiącami pochodni. Również te cztery samotne, stare brzozy, na których mój wzrok często się zatrzymywał. Gdzieś dalej na horyzoncie dostrzegałem mały, stary kościółek, cały z drewna, z wysoką wieżą, na której dawno temu zagościł równie mały dzwon ufundowany przez jednego z królów Polski, chyba tego, który walczył pod Wiedniem.
Kiedyś brukowane, teraz asfaltowe ulice, jak zawsze ciche i spokojne, jednocześnie zadbane i wysprzątane. Mały rynek, wokół niego niskie kamienice, karczma, remiza strażacka. Jedno z tych miasteczek, które pojawiało się tylko na bardziej szczegółowych mapach. Mrok nocy rozświetlały światła samochodu, odkrywając stojące po bokach drogi drzewa. Wąskie, kręte drogi wśród pól i lasów. Pomimo chłodnej, listopadowej aury uchyliłem okno, aby rozkoszować się tym szczególnym, jedynym w swoim rodzaju zapachem polskiej wsi. 
Pomimo licznych podróży, wielu spotykanych osób, sporej liczby kobiet, które mnie otaczały byłem sam i chyba samotny. Pochłaniała mnie praca, nowe projekty, nowe przedsięwzięcia, nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Ostatni mój związek trwał raptem trzy miesiące. Miałem trzydzieści cztery lata i gdzieś po drodze zatraciłem swój urok oraz szczególne podejście do kobiet. Daleko było mi jednak do prawdziwego romantyka, byłem raczej chłodny. Pewne zdarzenie sprawiło, że oto coś drgnęło w mej duszy, w sposób szczególny zadrgał jej kamerton. Od tamtej pory byłem już zupełnie innym człowiekiem. 
Pojawienie się Iwony mogło odmienić moje życie mogło wnieść do niego tak wiele radości, uświadomiłem sobie, że jest dla mnie bardzo ważna. Nie mogłem pozwolić na zniszczenie tych dobrych fundamentów naszej znajomości, które razem zaczęliśmy stawiać. 
Ostatnio dni mają inny wymiar, ostatnio czas inaczej płynie, ostatnio właśnie ten czas odmierzam od naszego spotkania do każdego następnego, ostatnio świat stał się taki mały, ostatnio... Zaczynam się dusić, a ty jesteś mym powietrzem, sprawiasz, że mój świat ma teraz zupełnie inny wymiar, jesteś cudowną radością, jesteś azylem na wzburzonym morzu, jesteś Wspaniałą Istotą, jesteś... Wszystko to prawda, pragnę każdej minuty w twoim towarzystwie, pragnę tych minut w każdej formie, pragnę wspierać i pomagać, pragnę być oparciem, pragnę twego, pięknego uśmiechu, pragnę...
Te wszystkie myśli tak bardzo mnie zaskakiwały, a jednocześnie tak bardzo mi się podobały. Była w nich szczególna lekkość. W tym radosnym uniesieniu dotarłem do rodzinnego domu, a witając się z mamą rozpłakałem się, jak małe dziecko. Choć ciążyła mi pewna sprawa, to jednak pierwszy raz od bardzo długiego czasu poczułem się szczęśliwy, spokojny. Na twarzy kochanej mamy dostrzegłem konsternację, jednak mój dziwny stan trwał tylko kilka minut. 
Umyłem się, a na stole w kuchni czekała przygotowana kolacja. Jedząc opowiedziałem o wszystkim, przekazując również pozdrowienia od Iwony. Znane mi sprzęty, kąty przywróciły pewne wspomnienia z dzieciństwa, od których tak bardzo chciałbym się uwolnić. Może wkrótce się to uda? Wierzyłem w to bardzo, niczego bardziej nie pragnąłem, jak zbliżające się święta spędzić bez tego wielkiego ciężaru. 
Jeszcze przed snem zadzwoniłem do Iwonki, mając świadomość, że bardzo za nią tęsknię, a minęło dopiero kilkanaście godzin. 

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.