Google+ Followers

niedziela, 8 lutego 2015

Internetowa cela

XI
Dotarliśmy do Parku Saskiego. O tej porze, wczesnym wieczorem, mijaliśmy jeszcze innych spacerowiczów, słuchaliśmy miasta, jego muzyki. Szliśmy w milczeniu, uśmiechaliśmy się do siebie. 
Miał w sobie ten szczególny dar, który sprawiał, iż mogłam czuć się bezpiecznie, jednocześnie dobrze się bawić. Byłam szczęśliwa i tylko to się liczyło, jak również jego obecność obok mnie. Gdzieś tam uleciały wszystkie smutki, od środka rozpierała mnie szczególna radość, cieszyło się serce, radowała dusza. 
Jednak było coś jeszcze, myśl, która nagle się pojawiła. Miałam wrażenie, że pod płaszczykiem zadowolenia i spokoju ukrywa się jakaś tajemnica. Nie odczuwałam zagrożenia ze strony Roberta, jednak gdzieś tam głęboko zaległa się pewna sprawa, zapewne natury osobistej, która mąciła spokój jego duszy. Wiedziałam, że nie mogę oto zapytać, nie dziś i jeszcze przez jakiś czas również musiałam milczeć. Wypadało jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać na odpowiedni moment. Znaliśmy się jeszcze zbyt słabo, być może był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i tylko ja miałam jakieś zwidy. Zapewne tak było, lecz...
- Halo, tu Ziemia, czy ktoś mnie słyszy?
- Przepraszam, zamyśliłam się...
- Coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku, chodźmy już, bo zaraz się zacznie.
Przypadek zrządził, że pewien szczególny film pojawił się w szczególnym kinie, akurat dziś. Bardzo chciałam mu go pokazać, zamierzałam częściej to robić, odkrywać przed Robertem filmy, które miały swój wspaniały klimat. 
Tym razem w kinie „Paradiso” miał się pojawić film Cinema Paradiso niesamowitego reżysera, jakim był Giuseppe Tornatore. Czując jego delikatny, ale jednocześnie pewny uścisk dłoni dotarliśmy do Pałacyku. Na szczęście z parku było bardzo blisko.
Wieczór pełen miłych wrażeń sprawił, iż zamierzałam skierować swoje kroki prosto do łóżka, no może z pewnym odstępstwem, na mycie zębów i szybką wycieczkę na stronę w Internecie, bardzo szybką. 
Gdy w piżamie, praktycznie gotowa do snu zaczęłam czytać jego słowa, (nareszcie wiedziałam, jak ma na imię!), już wiedziałam, że nie zasnę tak szybko. (...) Zajmuję się pracami wykończeniowymi obiektów sportowych w Edmonton, te słowa padły dziś z ust Roberta. 
Czy znał Wiktora? Czy Wiktor znał Roberta? Czy był to tylko zbieg okoliczności, czy coś więcej? Zganiłam się sama siebie, (Jaka ty jesteś głupia!). Fakt, to samo miasto, ale być może budowany jest cały kompleks, przez różne firmy. Akurat się znają! Zapomnij o tym! 
Jednak zamierzałam zapytać przy najbliższej okazji Roberta, a Wiktorowi powiedziałam „dobranoc” wyłączając komputer. Musi poczekać na moją odpowiedź, dziś jestem zbyt zmęczona.

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.