Google+ Followers

niedziela, 15 lutego 2015

Jabłka Adama (2005)

Nie dziwię się, że tak wyjątkowy film wygrał Warszawski Festiwal Filmowy, bo choć nie dzieje się w nim wiele, to jednak dzieje się tak dużo, iż nadmiar wrażeń przepełnia widza i nie pozwala mu na chwilę oddechu. Ta prosta z pozoru historia jest bardziej skomplikowana, niż nam się zdaje.
Jabłka Adama to film, który burzy wszystkie konwenanse, nie trzyma się żadnych zasad, rzekłbym, iż jest odrobinę wywrotowy, ale ma w sobie potężną, emocjonalną głębię. Tak potężną, iż z każdą, kolejną sceną obserwując zmagania Adama zastanawiałem się, jak ja zachowałbym się na jego miejscu.
Ta szczególna pod każdym względem tragikomedia to przede wszystkim zmaganie Adama z samym sobą, to jego walka, aby przypadkiem nie stać się dobrym, aby on zatwardziały neonazista nie skalał się dobrym uczynkiem. To także ciągła konfrontacja z jego opiekunem, pastorem Ivanem, dla którego wszystko, każde zło, każdy znak, to znak od Szatana. To także ciągła chęć i potrzeba nawracania jego owieczek, choć jest ich tylko kilka.
Dlaczego jabłka? Adam za punkt honoru po pojawieniu się w tej oazie spokoju stawia sobie upieczenie szarlotki. Niby nic wielkiego, jabłek nie brakuje drzewko obrodziło, ale wokół dzieje się tak wiele, iż ciągle to proste postanowienie zaczyna być coraz trudniejsze.
Metamorfoza głównego bohatera, znaki, które go dotykają, lub tylko takie, które dzieją się gdzieś obok to koncepcja niezwykła. Ta spadająca ciągle Biblia otwierająca się na Księdze Hioba, ciągle ubywające jabłka, których z każdym dniem jest coraz mniej, plaga robactwa, natrętne kruki...
Muszę się przyznać, iż nie potrafię wydobyć z siebie wszystkich uczuć i odczuć, wrażeń i doznań, a może inaczej, nie potrafię wszystkim nadać określonego imienia. Nie jest to film, obok, którego można przejść obojętnie i choć może brzmi to, jak nadużywany slogan, to jednak tak jest w istocie. Piękno i prostota, potężna symbolika, uśmiech pojawiający się czasem prowadzący do głębokiej refleksji, wzruszenie i konsternacja. Muszę, a może jedynie chciałbym podkreślić fakt, iż można za niewielkie pieniądze, przy skromnej scenografii, bez wyszukanych środków stworzyć dzieło doskonałe.
Nie jest to film rozrywkowy, nie jest to kino lekkie, łatwe i przyjemne i dobrze, że tak jest, bo wtedy obraz Jabłka Adama nie miałby takiego rezonansu emocjonalnego, jaki właśnie ma. I dzięki temu jest to film, który śmiało mogę wyróżnić tej wiosny, która jak dotąd nie była zbyt obfita w dobre, ciekawe, interesujące obrazy, takie, które dotkną do żywego. 

Zajrzyj do Grupy Ruchome obrazy... :)