Google+ Followers

niedziela, 1 lutego 2015

Jak w niebie (2004)

Nie spodziewałem się, iż oglądając ten film poruszy się we mnie wszystko, co tylko mogło się poruszyć. Nie sądziłem, iż dotknie mej duszy i serca grając symfonię na mej wrażliwości, przynosząc wzruszenie, oczyszczenie, przynosząc radość. Tego wszystkiego nie byłem świadomy oglądając film Jak w niebie.
Coraz częściej zdarza się tak, iż właśnie kino „skandynawskie” niesie ze sobą jakże wiele życiowej magii, niesamowitości, wszystkiego, co najlepsze w kinie obyczajowym. Przynosząc nam doznania jedyne w swoim rodzaju, bez pomocy efektów specjalnych, licznych eksplozji, samochodowych pościgów. Jedynie za sprawą ludzkich radości i wzruszeń, dramatów i tragedii, bez ubarwiania i koloryzowania.
Pojawia się film, który po raz kolejny jest tego najlepszym świadectwem. Potwierdzeniem mych słów, a także wielu myśli, które zapewne nie uda mi się ubrać w słowa, gdyż czasem trudno o takie. Właściwe i odpowiednie do przekazania uczuć, które nas dotykają, które nam towarzyszą również w trakcie oglądania filmu.
Jak w niebie zasłużenie zbiera uznanie w rodzinnej Szwecji, jak też na całym świecie. Tam, gdzie dotarł wzbudził furorę, radość, podziw, tam gdzie jest już grany, bije rekordy popularności. I co ciekawe, nie dziwię się temu, a jedynie pełen uznania, przyklaskuję.
W przewrotny sposób akcja filmu rozpoczyna się zimą, mroźną i śnieżną. Daniel Dareus, światowej sławy kompozytor, po przebytym zawale serca, w momencie, kiedy ma dosyć otaczającego go wielkiego świata, powraca do rodzinnego miasteczka, które opuścił w wieku siedmiu lat. Jest zamknięty, zimny, wyobcowany i pozbawiony uczuć. Panująca zima jest najlepszym odzwierciedleniem jego stanu uczuciowego i emocjonalnego.
Swoim pojawieniem się stopniowo zaczyna wprowadzać wiele zamieszania w życie zagubionego gdzieś na odległej prowincji, miasteczka. W pewnym momencie postanawia zająć się parafialnym chórem. Od teraz zacznie być przez wielu kochany i ubóstwiany, przez innych znienawidzony, budzący odrazę. Jednak na jego szczęście przewaga pierwszych nad drugimi rośnie każdego dnia.
Wiosną jest to już zupełnie inny człowiek, w zupełnie innej, lecz wciąż zmieniającej się społeczności. Ewoluuje, tak wszystko wokół niego, jak też on sam. Zmienia się, zaczyna odczuwać radość, uśmiechać się, stopniowo i powoli dotyka miłości.
Ktoś mógłby pomyśleć, że nie jest to historia na dobry, ciekawy, interesujący film i bez wątpienia nie miałby racji. Nie ma w tym filmie zgrzytów, nic nie jest przypadkowe, przemiana Daniela jest jedyna w swoim rodzaju, jest pełna tego, wszystkiego, na co nas tak rzadko stać. Nie brakuje mu odwagi, aby wcielić w życie swoje marzenie. Do dnia tragicznej śmierci.
Film nie kończy się pozytywnym zakończeniem, jednak finał sprawia, iż wybuchają w nas wszystkie nagromadzone emocje, przez czas trwania filmu Jak w niebie. Emocje, których jest wiele, emocje, których nie należy się wstydzić, pod każdym względem pozytywne, szczere i radosne, bez względu na to, ile łez popłynie z waszych oczu.
Obraz nominowany do Oscara w 2005 roku w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny, a także jeden z najbardziej kasowych filmów w historii szwedzkiej kinematografii. 


Zajrzyj do Grupy Ruchome obrazy... :)