Google+ Followers

środa, 4 lutego 2015

Sabina Berman - Dziewczyna, która pływała z delfinami

Rain Man, Foresst Gump, a teraz Dziewczyna, która pływała z delfinami. Wspólny mianownik łączący wszystkie trzy tytuły to Zdolny Inaczej, a może Zdolna Inaczej w wypadku bohaterki książki Sabiny Berman. Książki, która sprawiła mi nie tylko miłą niespodziankę w trakcie lektury, ale podarowała też wiele niesamowitych doznań.
Autyzm - inne, szczególne postrzegania świata, inna wrażliwość, choroba, która kształtuje geniuszy. Umysł, który jest zagadką, który sprawia, że choć uważani za imbecyli, umysłowo chorych w znaczniej mierze niejednokrotnie są bardziej normalni, niż cały otaczający ich świat.
I taka właśnie jest ‘Ja’. Aby zobrazować, czym podyktowane jest nazywanie się właśnie w ten, a nie inny sposób warto sięgnąć po określone słowa:

(…) Ktoś prowadzi za rękę chudą i niezgrabną dziewczynkę w białej koszulce do pół uda, pod wiatr, rozkłada na piasku czerwony koc, sadza ją i mówi, co ma mówić. Powtarzać.
- Ja.
- Ja.
I tak wiele razy, każdego popołudnia, każdego dnia. To zjawisko siedzące na piasku, kołyszące się, mówiące „Ja”, i to stworzenie stłumione przez ryk fali, która spada z hukiem, rozbija się i ślizga po piasku.

I w żaden sposób nie dziwi mnie fakt tak wielkiego zainteresowania książką Sabiny Berman na całym świecie, bo stworzyła dzieło wybitne. Pojawia się powieść, która już od pierwszych stron wprowadza czytelnika w tak zaskakującą, piękną i zjawiskową historię Ja zwanej później Karen, iż dopiero poznanie jej osobiście da ten niezwykły w każdym aspekcie wyraz, jaki pojawi się po lekturze na twarzy zaskoczonego czytelnika.
Każdy, kto na niego spojrzy będzie miał świadomość, że zaniemówił z wrażenia. Przejęty czymś niezwykłym nie dostrzega otaczającego go świata i długo jeszcze nie potrafi się otrząsnąć z wrażenia po podróży do Mazatlan i spotkania z Karen. Tak właśnie jest, bo każdy, kto spotka na początku tę niepozorną dziewczynkę, z czasem młodą dziewczynę, obcując finalnie z dojrzałą kobietą, nigdy nie będzie już taki sam.
Jej niezwykła osobowość, choć przecież autystyczna, 90% debila i 10% geniusza, jej praktyczny umysł, jej wizja chłonienia świata, odkrywania go od podstaw, rozkładania na atomy, wszystko to sprawia, że nasz podziw dla Karen nie ma końca. Jednocześnie jesteśmy momentami onieśmieleni jej zadziwiającą wyrazistością myśli, jej krystalicznie czystym umysłem, który nie odrzuca niczego, bo wszystko tak naprawdę ma sens, trzeba tylko spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.
Najlepiej tej podwodnej, w okularach i kombinezonie nurka, w którym Karen czuje się wyjątkowo bezpiecznie, tak w wodzie, jak też poza nią, w każdym innym, dowolnym miejscu. I co ważne, ta podwodna rzeczywistość oddana jest w sposób, któremu może tylko dorównać kolorowy film i to wersji 3D.
Celowo nie dotykam treści książki, nie nawiązuję do historii Karen, bo tą trzeba i warto poznać strona po stronie od samego początku. Warto sięgnąć po ‘Dziewczynę, która pływała z delfinami’ ze względu historię, która wyprzedza bieg czasu, poraża swą niezwykłą bezwzględnością obnażania pozornej tylko normalności, która nas otacza.
Sabina Berman nie zawahała się nawet przez chwilę, ręka jej nie drgnęła na klawiaturze. Od pierwszej do ostatniej strony historia Ja, zwanej później Karen, jej ciotki Isabelle, wreszcie Grubaski, to historia, która nie ma sobie równych, jest zarówno piękna, jak i wzruszająca, ale jest też mądra mądrością wielu najbardziej okazałych bibliotek świata. Jest mądra mądrością Karen, 90% debila, a może raczej imbecyla i 10% geniusza.
I jeszcze mała puenta, krótka myśl, która najlepiej odda to, co mógłbym jeszcze ująć na dwóch kolejnych stronach:

(…) Kartezjusz pisał nie tylko o ludzkim sposobie myślenia. Napisał inne książki o sposobie uprawiania nauki, których na szczęście nigdy nie przeczytałam. Pod koniec życia napisał także cieniutką książkę o szczęściu, którą owszem, przeczytałam, i która niestety jest mniej znana niż pozostałe.
Po licznych słowach i 25 stronach Kartezjusz napisał, że szczęście to kwestia zmysłów. Widzieć, słyszeć, dotykać, czuć, smakować językiem – oto jest szczęście. Potem zapisał jeszcze wiele kartek pełnych słów, a szkoda, bo dotarł do prawdy już na stronie 25.
Tak, najprostsze i najszczęśliwsze szczęście to postrzeganie zmysłami. Myślenie oczami, skórą, językiem, nosem i uszami.

Sabina Berman, Dziewczyna, która pływała z delfinami, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl