Google+ Followers

niedziela, 1 marca 2015

Powtórnie narodzony (2012)

Powtórnie narodzony jest filmem, który nie tylko warto, ale trzeba zobaczyć. Zatrzymać się przed nim na 129 minut bez względu na towarzyszące nam okoliczności, na dwie godziny zanurzyć się w tą bolesną, a jakże życiową historię.
Potrzebowałem czasu, aby ułożyć sobie moje uczucia i odczucia po seansie. Nadal nie jestem przekonany, czy jest to właściwy moment, odpowiednia chwila, aby przemówić na ten temat, gdyż wciąż jest we mnie wielka emocjonalna burza, a warto byłoby, aby morze przybrało spokojną toń. Nie miałem wreszcie okazji poznać wcześniej książki Margaret Mazzantini pod tym samym tytułem, która posłużyła za kanwę scenariusza tej fascynującej opowieści. A to oznacza, że nie mam punktu odniesienia. Nie bez znaczenia też jest fakt, iż reżyser Sergio Castellitto sięgnął po książkę swojej żony, więc jest to bardzo osobista adaptacja.
Nie zmienia to jednak faktu, że twórcom filmu udało się w niesamowity sposób pokazać losy Gemmy, która wraz z kilkunastoletnim synem wyrusza w podróż do Sarajewa, w podróż, która na zawsze odmieni ich życie. Nie wiem również, czy właśnie taką aktorkę wymarzyłaby sobie autorka książki, ale świadomość oglądania na ekranie Penelope Cruz dawała wyjątkowe miłe uczucie. Myślę jednak, że ufała wyborom męża, który z Penelope Cruz nakręcił wcześniej inny film, Namiętność, kiedy jeszcze gwiazda aktorki nie świeciła tak jasno. Wraz z rozwojem akcji widać było w niej przemianę i to, jak mocno utożsamiała się z losami swojej bohaterki. Jej Gemma mogłaby być nią samą.
Nie zdawałem sobie sprawy, gdy rozpoczynał się seans, że ten niepozorny film obyczajowy finalnie przemieni się w gorzki, brutalny dramat wojenny. Tej najbliższej nam wojny w Jugosławii. Gemma i Diego, dwoje radosnych, młodych ludzi, którzy tylko przez chwilę byli szczęśliwi ze świadomości, że mogą zostać rodzicami. Wybuch wojny zmusza do powrotu na bezpieczny Półwysep Apeniński, jednak los ma dla nich zupełnie inne karty, a świadomość posiadania dziecka staje się dla Gemmy obsesją. Wybawieniem z opresji może być surogatka, która niestety mieszka w ogarniętym już krwawą wojną Sarajewie…
Cieszę się, iż wciąż powstają tak głęboko refleksyjne filmy, gdy wychodząc po seansie zamroczeni historią nie odzywamy się do nikogo z emocjonalną burzą, która targa nami od środka. Gdyż na tym właśnie polega urok kina, aby nawet boleśnie dotykało widza wprowadzając zamęt w jego umyśle i dając do myślenia.
Zajrzyj do Grupy Ruchome obrazy... :)