Google+ Followers

niedziela, 5 kwietnia 2015

Internetowa cela

--@- @ -@-- 

Za oknem padał pierwszy śnieg tego roku. Czarną połać ziemi zaczęły pokrywać białe płatki, na początku opadając niepewnie na drzewa, gałęzie, parkany, dachy, by po chwili przeistoczyć się w prawdziwą śnieżycę. W kilka minut zrobiło się na tyle biało, że noc nie była już czarna, Księżyc świecił bielą, odbijał się w niej. 
Chciałbym, abyś razem ze mną powędrowała szlakiem pewnego chłopca, który kiedyś miał bardzo dziwną przygodę. Chłopca, który tego dnia miał poznać swoją, przyszłą żonę, choć wtedy był to zupełnie wyimaginowany obraz. Twarz dziewczynki zapisała się w jego małej główce na zawsze, powracała jeszcze w jego dziecięcych snach, a jakiś czas później spotkał ją w pewnej wsi. 
Klarysa, ale wszyscy wołali na nią, Klaryska. Mieszkała tam od urodzenia i zapewne mieszka tam obecnie... 

Siedmioletni chłopiec lubił śnieg. Padające płatki wywoływały w jego małym serduszku przyjemne drganie, tak bardzo cieszył się na ich widok. Zawsze czekał na ten pierwszy, specjalny dzień. Tak naprawdę to pamiętał chyba dwa takie dni. 

Szedł przez las, szerokim duktem, po którym często jeździły wozy. Na tyle często, iż stworzyły wąski przesmyk, którym mógł kroczyć swobodnie mając śnieg tak po lewej, jak i swojej prawej stronie. Jego stary kożuszek sięgał mu aż do kostek, na nogach zniszczone buty, na głowie futrzana czapa. Na małych rączkach wytarte ze starości rękawice z jednym palcem. 
Wiedział, że gdzieś tam jest miasto, a właściwie mała osada. To do niego docierało, jednak nie był pewien, dlaczego znalazł się w tym lesie, na tej właśnie drodze. Czuł się bardzo zmęczony, zmarznięty, głodny. Grzązł w tym śniegu już dobre kilka godzin, bo tylko na początku udawało mu się iść tą wąską dróżką, którą wyrobiły koła wozów. Może nie były to wielkie zaspy, jednak dla niego wydawały się ogromne. Zaczęło zmierzchać, zaczął schodzić ze wzgórza i chyba właśnie wtedy dostrzegł pierwsze światełka. 
Dziś przyjechało kino, takie objazdowe, które odwiedzało Pustyszów raz w miesiącu. Tylko taka krótka, bajkowa chwila przez tak długi okres. Każde dziecko chciało zobaczyć film, każde z nich zastanawiało się, co też tym razem przywiózł ich Czarodziej. Nawet dorośli chcieli zobaczyć ten film, jeden film wyświetlany dwa razy, aby prawie wszyscy mogli go zobaczyć. Na plakacie mogli od kilku dni czytać ten tajemniczy tytuł >Huragan nad latarnią<. Co niósł ze sobą, tego nikt nie wiedział, jednak sobota była coraz bliżej.
Było już ciemno i wyjątkowo cicho, kiedy przekroczył pierwsze zabudowania. Zaczął się zastanawiać, gdzie poszukać odpoczynku, gdzie, choć przez chwilę się ogrzać, dlaczego panuje taka grobowa cisza. Psy pochowały się w budach, zwierzęta grzały się w oborach. Siedmioletni chłopiec był coraz bardziej zmęczony, nie czuł już prawie nic, jednak usłyszał charakterystyczny dźwięk. Bardzo niewyraźny, ale docierała do niego ulewa. Może to omamy, może mu się zdawało? Może to zmęczenie, ale słyszał padający deszcz.
Wszyscy czekali na pierwsze obrazy, które pojawią się na białym płótnie przyglądając się z ciekawością poczynaniom Czarodzieja. W sali robiło się coraz ciaśniej i jednocześnie coraz cieplej. Wreszcie światła zgasły i po chwili po krótkich napisach początkowych ujrzeli morze. Z początku spokojne, jednak z każdą chwilą jego coraz większe fale uderzały o wysoki brzeg. Białe grzywy tonęły w topieli, fala za falą, coraz szybciej. W tej strasznej, nasilającej się nawałnicy biegła mała dziewczynka. Choć do zmierzchu było jeszcze daleko, nagle zrobiło się wyjątkowo ciemno. Jednocześnie z tego czarnego, jak smoła nieba zaczął padać rzęsisty deszcz. Teraz jedynym drogowskazem było niknące w oddali światełko latarni, którą przezorny latarnik zapalił znacznie wcześniej. Dziewczynka nie wiedziała już, gdzie kończy się brzeg, a zaczyna morze. Nie widziała już zupełnie nic, jednak, co pewien czas upadając wspinała się na wysoki brzeg, aby znaleźć w pobliskiej szopie schronienie. 
Chłopiec był już pewien, że z całą pewnością słyszy deszcz. Zbliżył się do sali, w której widział dużo ludzi. Szybko otworzył drzwi i wszedł do środka. Nagle poczuł, jak wewnątrz jest ciepło. Wszędzie stali ludzie, a ci dalej siedzieli na wielu ustawionych ławach. Na wprost widział dziwne obrazy, jak mu się zdawało były to „ruchome obrazy”. Usłyszał i zobaczył padający deszcz, przeszywające salę błyskawice, słyszał grzmoty, widział piekło, jakie rozpętało się na morzu. Bardzo powoli przesuwał się do przodu, by móc jeszcze lepiej widzieć. Stał, jak zahipnotyzowany. Zrobiło mu się dużo cieplej, przez chwilę nie czuł zupełnie zmęczenia. Nagle zobaczył małą dziewczynkę. Biegła przez las w stronę szopy. Była taka mokra, chłopcu zrobiło się jej żal. Pioruny rozświetlały niebo, chłopiec podchodził coraz bliżej, nikt nie zwracał na niego uwagi, dziewczynka dobiegła do szopy. Tu mogła czuć się bezpiecznie. 
Już wiedział, skąd zna tę twarz, tę dziewczynkę. Stanął przez ekranem, teraz zaczął wzbudzać ogólne zainteresowanie, dotknął twarzy dziewczynki, siedmioletniej dziewczynki, dotknął płótna i upadł...

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.