Google+ Followers

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Internetowa cela

 XXI

Leżałam jeszcze w łóżku, choć byłam już przygotowana do opuszczenia tego miejsca. Cała seria dziwnych badań, które na szczęście, na moje szczęście, nie wykazały żadnych odchyleń od normy, żadnych niedoborów, nadwyżek i sama nie wiem, czego jeszcze. Choć Ziółko cierpliwie wszystko mi tłumaczył do mnie dotarła tylko jedna, pozytywna wiadomość: 
- Musisz dbać o siebie, poza tym jest OK!. 
Czego pragnąć więcej? Za godzinkę miał się pojawić Robert i zabrać mnie do mieszkania, gdzie Marta na powitanie czekała z uroczystym obiadem. Leżałam patrząc jak zawsze w sufit, kiedy zadzwonił telefon. Tego głosu już dawno nie słyszałam, a niósł ze sobą zapewne nowe zlecenie i kolejne, duże pieniądze. Czy jestem na to gotowa? Jeśli nie będzie to jutro lub pojutrze, czemu nie, świeżej gotówki nigdy dość.
- Witaj Sandro.
- Witaj Anno. Dawno cię nie słyszałam – tylko ona używała tego imienia i tylko ona wiedziała o moim drugim wcieleniu.
- Cóż, ostatnio nic interesującego dla ciebie nie miałam. Ale jest coś. Jesteś zainteresowana?
- Jeśli nie w ciągu najbliższych trzech dni to bardzo chętnie – zlecenia ekspresowe oczywiście były płatne ekstra, jednak istniała między nami umowa, że nie mogło być wcześniej niż tydzień od naszej rozmowy. Musiałam się do każdego odpowiednio przygotować, ustawić wszystko tak, aby tego konkretnego dnia nic nieprzewidzianego nie wypadło. W wyjątkowych przypadkach miałam możliwość odwołania zlecenia dwadzieścia cztery godziny wcześniej, jednak wtedy ponosiłam koszty, zamiast zysków. Również dwadzieścia cztery godziny wcześniej odpowiednia kwota miała pojawić się na moim koncie, dwadzieścia procent z tej sumy przelewałam na konto Anny. Nie wiem, kto jeszcze dla niej pracował, ale każda z nas wychodziła z tego z dużym zyskiem.
- W przyszły czwartek przylatuje dwóch biznesmenów z Holandii na jakieś sympozjum do Krakowa. Ciebie chciałabym umówić z nimi w piątek wieczorem, jeśli wszystko będzie w porządku w sobotę wieczorem przylecisz do Warszawy. Koszty przelotów, pobytu w hotelu itd. oczywiście biorą na siebie. Od każdego wpadnie ci po trzy tysiące dolarów. Co ty na to?
- Dasz mi chwilkę – przeprowadziłam szybką kalkulację – oczywiście, wchodzę w to Aniu. Czy dodatkowe informacje i bilety będą czekały na mnie w starym miejscu?
- Tak, ta sama skrytka na Poczcie Głównej. Powiedźmy we wtorek będą do odbioru.
- Dzięki.
- To ja dziękuję, jesteś jedną z moich najlepszych dziewczyn. Pamiętasz, od czego się zaczęło? U ciebie wszystko w porządku?
- Tak, Aniu. Ostatnio kogoś poznałam i jestem bardzo szczęśliwa. Być może przyjdzie taki dzień, że wycofam się z tego, złotego interesu. Może już wkrótce, lecz jeszcze nie teraz.
- To dobrze, liczę na ciebie, wiem, że mnie nie zawiedziesz. Cześć.
- Cześć.
Muszę się przyznać, że Anna dawała mi tylko najlepsze kąski. Byłam wyjątkową „damą do towarzystwa”. W końcu zwerbowała mnie do siebie jako pierwszą już blisko rok temu. Poznałam ją właśnie w Krakowie w ubiegłe wakacje. Wtedy byłam zupełnie inną osobą, pracowałam w innej firmie... 

Pokoje hotelowe od pewnego czasu wpisały się w harmonogram mojego życia za sprawą konferencji, spotkań seminaryjnych, targów przemysłowych. Co pewien czas podróżowałam do innego miasta, aby tam wygłosić prelekcję na tematy socjologiczne, społeczne, mniej lub bardziej związane z rozwijającym się prężnie rynkiem elektronicznym. 
Poruszam się z wdziękiem, wokół siebie roznoszę zawsze zapach wyszukanych perfum. Lubię stroje w delikatny lecz subtelny sposób opinające moje zgrabne i zmysłowe ciało. Spokój zielonych, nieprzeniknionych oczu, delikatnie zarysowany kształt nosa, który czasami chciałabym zmienić. Spięte w kucyk lub opadające luźno na ramiona kruczoczarne włosy dopełniają obrazu tej pięknej kobiety. Często, gdy pracuję nad laptopem można mnie spotkać z okularami, które spoczywają na czubku nosa. To one dodają splendoru, tworzą obraz jakby wyrwany z okładki jednego z kilku renomowanych pism dla kobiet. 
Ta właśnie praca odsunęła mnie od życia prywatnego. Zapomniałam już, jaką radość dawała noc spędzona w dyskotece, na dobrej imprezie w gronie znajomych lub w ramionach oddanego kochanka. Tego ostatniego zaczynało mi coraz bardziej brakować. Czułam ten specyficzny głód, który w pewne, szczególnie upalne noce rozdzierał moje ciało. 
Tym razem na konferencji dotyczącej nowych mikroprocesorów dzieliłam pokój z Anną. Tak się nazywała ta kobieta i imię to w szczególny sposób pasowało do niej. Nigdy nie pociągała mnie ta sama płeć, jednak teraz działo się ze mną coś dziwnego. Czy to jej uśmiech, czy zgrabna sylwetka, czy też piękne blond włosy, znacznie dłuższe od tych, którymi sama się szczyciłam? W osobie Anny była jakaś zagadka i przynajmniej teraz nie potrafiłam jej rozwiązać. 
Siedząc przed laptopem przygotowywałam swoją prelekcję w pokoju hotelowym. Obszerne wnętrze, bogato wyposażone, z klasą lecz bez przesady, zawsze mi się podobało. Zawsze też będąc w Krakowie starałam się o ten sam pokój 913. Teraz powoli zachodzące słońce, przenikając przez szybę okna, uderzało w szkła okularów drażniąc oczy, sprawiając, że musiałam się przesiąść. 
W pokoju unosiły się dźwięki muzyki latynoamerykańskiej, gdzieś z daleka można było usłyszeć delikatne nutki żyjącego miasta, a znacznie bliżej do mych uszu docierała muzyka z łazienki, prysznic, który właśnie teraz brała Anna. Lecący strumień wody w pewien sposób mnie rozpraszał. Literki na ekranie laptopa układały się w coś, co przestało przypominać materiał na prelekcję. Po zmianie miejsca nareszcie przestało dokuczać mi słońce i właśnie wtedy kątem oka ujrzałam obraz, który z jednej strony bardzo mnie zadziwił, z drugiej jednak bardzo mi się spodobał, a jednocześnie w pewien sposób podniecił. 
Kątem oka w lustrze olbrzymiej szały dostrzegłam uchylone drzwi łazienki, dalej biorącą kąpiel Annę. Starałam się na nią nie patrzeć jednak, co pewien czas głowa, a nawet oczy robiły niezauważalny unik, aby choć przez chwilę nacieszyć wzrok tym szczególnym widokiem.
W delikatnych obłokach pary stała wysoka kobieta. Jej nagie, śniade ciało był już zaróżowione od panującej wokół temperatury, mokre włosy opadały na ramiona dotykając nieznacznie wspaniale zarysowanych pośladków. Nie mogłam oderwać oczu. Długie, zgrabne nogi, płaski brzuch, w szczególny sposób króciutko przystrzyżone włosy na jej łonie zgodnie z nową modą przyciągały wzrok. Usta w kolorze ciemnych malin, takie też sutki na wspaniale zarysowanych piersiach dopełniały reszty... 

Tylko przez chwilę się namyślałam. Już wiedziałam, co mogę zrobić, choć pomysł ten wydawał się bardzo absurdalny. Jeśli ta kobieta mnie wyśmieje lub poczuje się urażona, to, co wtedy? Ale z drugiej strony chciałam zaryzykować. Materiał na prelekcję przestał się liczyć, zresztą znałam go już na pamięć. Powoli i spokojnie uwolniłam swe ciało z kilku ciuszków i stojąc nago oparłam się delikatnie o otwarte drzwi. Przez chwilę przyglądałam się jeszcze Annie, chwilę później zrobiłam dwa kroki do przodu aż poczułam gorące strumienie wody na swoim ciele, poczułam też dotykiem ciało Anny i jej wspaniały zapach...
- Mogę umyć ci plecy? – Usłyszała Anna, a chwilę później poczuła na swych plecach dotykające jej delikatnie ciało drugiej kobiety.
- Jeśli już tu jesteś, czemu nie, twoja pomoc bardzo się przyda.
Anna lubiła takie igraszki, jednak nie dawała tego po sobie poznać. Nie żeby była kobietą mającą inne preferencje seksualne, jednak zawsze zabawy z drugą kobietą bardzo się jej podobały. Poczuła rękę Iwony, która wraz z gąbką zaczęła krążyć po jej plecach, delikatne ruchy, po jakimś czasie jeszcze niżej i niżej. W pewnym momencie gąbka była już zbędna, bo oto dłonie dotarły do pośladków i w subtelny sposób zaczęły je pieścić pozwalając paluszkom dotrzeć do zmysłowego miejsca. Opuszkami palców przeniknęła do wewnątrz wywołując na ciele Anny spazm rozkoszy. Poddała się mu w delikatny sposób opierając obie dłonie o ścianę, pozwalając, aby dłoń Iwony docierała coraz głębiej. Lecąca woda z natrysku opadała na plecy Anny, aby powoli sączyć się niżej, wpadając pomiędzy pośladki i drażniąc dodatkowo pączek róży, który pięknie rozkwitł... 

Jeszcze przez dłuższy czas oddawałyśmy się miłosnym igraszkom stojąc pod prysznicem, pieszcząc się i całując. Później razem wytarłyśmy się, pomogłam Annie w ułożeniu fryzury i przygotowaniu makijażu. Bez zbytecznego pośpiechu ubrałyśmy się i przygotowałyśmy do wyjścia. 
Zamykając drzwi pokoju, Anna stwierdziła: - Wiedziałam, że to lustro ma czarodziejską moc. - Na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec, jednak nie dałam poznać po sobie chwilowego zmieszania. - Podobasz mi się. Wkrótce zamierzam ruszyć z pewnym przedsięwzięciem. Zostaw mi swój telefon, oddzwonię za jakiś czas, umówimy się na kawę i opowiem o wszystkim. 
Mogłam dać swoją wizytówkę, jednak zapisałam tylko numer. Miesiąc później zadzwonił telefon, spotkałyśmy się w Warszawie skąd pochodziła Anna, a gdzie ja mieszkałam od pewnego czasu. W ciągu dwóch godzin opowiedziała mi o wszystkim, no może prawie wszystkim. Na tyle wydawało się to interesujące, iż postanowiłam zaryzykować. 
Moim sprawdzianem była doba z dwiema uroczymi Szwedkami.
 
W schowku na Poczcie Głównej, w miejscu, z którego miałam korzystać jeszcze wielokrotnie, czekała na mnie szara koperta. Nigdy nie pytałam Anny, w jaki sposób zbierała informacje, zresztą nie interesowało mnie to. Gdy po raz pierwszym zajrzałam do koperty znalazłam tam bilet lotniczy do Sztokholmu oraz bilet powrotny. Były tam również zdjęcia obu Szwedek, a także pełne portfolio o każdej osobie. Jej zainteresowania, pasje, wykształcenie, wykonywany zawód, kilka danych osobowych. Również preferencje seksualne i upodobania, co ją podnieca i co szczególnie lubi. 
Ingrid, 36 lat, była Miss Skandynawii, a jednocześnie mistrzyni fitness sprzed dwóch lat oraz Monic, 32 lata, sportsmenka, była mistrzyni w kulturystyce, jednocześnie prezes wielkiego konsorcjum finansowego. Obie panie były w stałym związku od ponad pięciu lat. To tylko kilka informacji z obszernego raportu. 
O 9:30 wylądowałam w Sztokholmie i z lotniska odebrała mnie wspaniała limuzyna Mercedes 600 SL w kolorze złotym. W środku czekały na mnie obie kobiety. Przywitanie było bardzo gorące i muszę przyznać, że wyglądały znacznie lepiej niż na załączonych fotografiach. 
Zabrały mnie na zakupy, w bardzo ekskluzywne miejsca, do najdroższych sklepów, gdzie miałam wybrać sobie kilka kompletów bielizny, sukien wieczorowych, kosmetyków i co jeszcze mi się spodobało. Mieszkały w wielkim domu na obrzeżach miasta, otoczonym równie wielkim parkiem, pełnym egzotycznych drzew i krzewów, całymi połaciami trawników, które zasadniczo mogły pełnić rolę pola golfowego, co, jak się później dowiedziałam, miało miejsce. Wszystko było jeszcze tak pełne zieleni, choć lato nieuchronni chyliło się ku zachodowi. 
Po wspaniałym obiedzie podanym w obszernej jadalni, który jadłyśmy w trzy przy stole na trzydzieści osób, zabrały mnie na basen, a później do sauny. W każdym z tych miejsc, a także w wielkim łożu z baldachimem, oddawałyśmy się erotycznym igraszkom. Trzy kobiety spragnione ciał kochanek, raczące się nimi jak wcześniej obiadem. Przez chwilę czułam się skrępowana ich nagością, a także chyba swoją, jednak kilka minut później dostrzegłam piękno ich ciał, wspaniałe kształty wysportowanych kobiet. Jednak główny punkt programu miał nadejść jakiś czas później. 
Na kilka godzin miałam się stać żywym elementem ich wielkiej kuchni. Wykąpały mnie biorąc jednocześnie kąpiel. Z ręcznikami na biodrach i na głowach, z odsłoniętymi pięknymi piersiami wytarły mnie delikatnie i zaprowadziły nagą do kuchni. Na stole leżało rozłożone czerwone, atłasowe prześcieradło. Położyły mnie na nim, pod kark i głowę podłożyły podgłówek i poduszkę. Druga poduszka spoczęła pod moją pupą. Wcześniej zadbały o moje łono, strzygąc włosy tak, aby pozostał wąski pasek po środku. 
Gdy leżałam już wygodnie, pomalowały mi paznokcie tak u rąk, jak też u nóg. Ułożyły moje włosy. Praktycznie, kiedy Ingrid zajmowała się włosami, Monic klęczała na podłodze u moich stóp i malowała mi paznokcie. Na koniec pozostał makijaż. I jeśli chodzi o przygotowania prawie był koniec. Później na moim ciele spoczęły dwa wąskie paski płótna, chyba jako ozdoba. Na finał z koszy stojących pod stołem wyłożyły owoce. Banany, winogrona, jabłka, czereśnie, śliwki, gruszki, ananasy. Wszystko to zostało ułożone, jeśli nie na moim ciele, to wokół niego, tak, iż na koniec był to kolorowy półmisek owoców z moją osobą w roli głównej. Dziś miało odbyć się przyjęcie dla znajomych i przyjaciół obu kobiet. 
Przez jakiś czas nic się nie działo, przyglądałam się tylko wiszącym nade mną garnkom i patelniom. Po około godzinie pojawiły się obie w eleganckich sukniach, aby zapytać, jak się czuję. W sumie jeszcze było OK. Po kolejnej godzinie zaczęli pojawiać się pierwsi goście i pomijając całą masę innych pomieszczeń przez cały czas obserwowało mnie tak wielu widzów. Nie pamiętam, kiedy się rozeszli, kiedy skończyło się przyjęcie.
Ranek przywitał mnie w łóżku. Gdy otworzyłam jedno oko, tak na próbę, ujrzałam obie ubrane tylko w fartuszki. Nagość nie była dla nich w żaden sposób krępująca. Mając świadomość, że jeszcze śpię, pieściły się i całowały. Czuły się ze sobą wspaniale. Lekkie poruszenie w łóżku sprawiło, że nagle stanęły na baczność, jak pokorne służące w oczekiwaniu na rozkazy swojej pani. 
Czekała na mnie kąpiel w złotej wannie pełnej piany, cała poranna toaleta. Ponownie zajęły się moimi włosami, makijażem, pomogły mi się ubrać i zaprowadziły do jadalni. Tam wciąż tylko w samych fartuszkach stały jedna po mojej lewej stronie, druga po prawej i czekały na skinienie mojej dłoni, na gest. Ja natomiast, jak wielka księżniczka w pięknej sukni jadłam spokojnie śniadanie. 
Tą samą limuzyną odwiozły mnie na lotnisko i czule ze mną pożegnały. Oczywiście dużo wcześniej okrągła sumka trafiła na moje konto, miałam także całą masę zakupów do zabrania. Choć lekko ekscentryczne, to jednak bardzo mi się spodobały. W ciągu roku jeszcze jeden raz byłam ich gościem i ponownie świetnie się bawiłam zarabiające kolejne dolary.


Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.