Google+ Followers

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Michael Russell - Miasto cieni

Przy ujściu Tote Weichsel, gdzie rzeka łączyła się z Bałtykiem, znajdowała się wąska piaszczysta mierzeja, która z czasem stawała się coraz mniejsza i mniejsza, aż w końcu zniknie pod wodą. To było Westerplatte. W środku lata plaże były tu bardziej oblegane niż w Zoppocie. Właśnie tutaj, rozsiane wśród drzew, znajdowały się bunkry, które były jedynymi polskimi obiektami militarnymi w całym Gdańsku. Stacjonowały tu setki żołnierzy. Bez specjalnego powodu, chyba tylko dlatego, że mogli. Kiedy Liga Narodów powołała do życia Wolne Miasto, ten skrawek ziemi miał złagodzić gniew Polaków wynikający z tego, że miasto będące częścią Polski, przestało być polskie.(...)

Na kilka stron przed końcem, kiedy wszystko jest już prawie jasne, a do powiedzenia została jedynie ostania mowa bez cienia wątpliwości przyznać muszę, że lepszego kryminału nie czytałem od lat. I jestem pełen podziwu wyważonego, dobrego, czy raczej doskonałego pióra Michaela Russella.
Bo to dzięki niemu mogłem powędrować z Dublina, który starał się wyjść z chaosu po braterskich walkach ku mrokom Danzing, który dopiero ocierał się o chaos. Miasto, nad którym zawisły czarno-brunatne chmury faszyzmu, wreszcie miasto, które było solą w oku Hitlera.
Miasto cieni, bardziej chyba Danzing, Wolne Miasto Gdańsk, niż Dublin, zostało wyjątkowo dobrze odmalowane przez autora, któremu jednak z racji pochodzenia bliższe były dzieje Wolnego Państwa Irlandzkiego. Pomost pomiędzy dwoma miastami z rozlewającą się stopniowo po kontynencie supremacją hitlerowskich Niemiec dał wyjątkową w swej formie możliwość opowiedzenia historii, która przyciąga uwagę czytelnika od samego początku, od pierwszych stron tej opowieści.
Zaginięcie przypadkowej kobiety, której zaczyna poszukiwać jej przyjaciółka w określonym momencie sprawia, że to, co mogło wydawać się proste już takowym nie jest, a zgłoszenie tego faktu na policję staje się przyczynkiem do otwarcia puszki Pandory. Nikt teraz nie może czuć się bezpiecznie, jednak Hannah Rosen nie daje za wygraną i za wszelką cenę stara się dowiedzieć, dlaczego listy od jej przyjaciółki Susan Field nagle przestały przychodzić. Kiedy na drodze poszukiwań Hannah pojawi się detektyw sierżant Stefan Gillespie żadne z nich nie podejrzewa, jak wiele czeka ich działań, aby dotrzeć do sedna sprawy. Niezależnie od tego te same poszukiwania zbliżają ich ku sobie, choć związek irlandzkiego protestanta i Żydówki dla wielu trudny jest do zaakceptowania.
Kiedy w określonym miejscu i czasie zostają odnalezione dwa ludzkie szkielety sprawy przebierają jeszcze gorszy obrót, niż mogłoby się to komukolwiek wydawać, a Stefan ma już świadomość, jak wiele drzwi będzie musiał wyważyć, aby choć odrobinę zbliżyć się do prawdy.
Na początku stwierdziłem, że lepszego kryminału nie czytałem od lat, jednak powieść, którą z pełną świadomością napisał Michael Russell bliższa jest jednak thrillerowi, w którym tło historyczne ma niebagatelne znaczenie. Dzięki temu zabiegowi powstał klimat mrocznej, ponurej, rozświetlanej sporadycznie jasnymi promieniami relacji Hannah i Stefana, czy też Stefana z jego synem, opowieści. Z nieukrywaną przyjemnością przekręcałem kolejne kartki tym samym poznając kolejne rozdziały, Miasta cieni.
Czasem jest tak, że szorstkość języka drażni bardzo niekorzystnie nasze zmysły. Tutaj one same wchodząc w mrok tej skomplikowanej opowieści nie miały nic przeciwko, aby zgłębiać ją coraz mocniej, aby w finale, jeśli się to uda wyjść ku światłu. Nie mając jednak pewności, co finalnie w świetle dnia uda się zastać i co uda się rozpisać po stronie zysków i strat.

Michael Russell, Miasto cieni, Wydawnictwo SQN, Kraków 2015 

Artur G. Kamiński 
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl