Google+ Followers

niedziela, 10 maja 2015

Ann Brasheres - Nigdy i na zawsze

Miłość ponad wszystko!

Po raz pierwszy od czasu Jeźdźca Miedzianego pojawia się powieść, która odbiera mowę, wstrzymuje serce, burzy zmysły i sprawia, że nie jestem w stanie rozsądnie myśleć. Dawno już nie zdarzyło mi się z taką ochotą przekręcać każdej strony jednocześnie nie robiąc tego zbyt szybko, aby zbyt szybko nie dotrzeć do tej ostatniej. 
Czytam dużo, wręcz bardzo dużo, wiele książek wpada w moje dłonie, z reguły są to publikacje dobre, ciekawe, godne uwagi. Kilka w ostatnim czasie wzbudziło mój szczery podziw, teraz jednak historia, którą odmalowała wyjątkowo piękną gamą barw i kolorów Ann Brasheres zmiata z powierzchni ziemi wszystko, co dotąd mogliśmy znać, czytać, bądź jedynie przeglądać zastanawiając się, czy warto kupić i czy to, co ukrywa się w środku ma sens. 
Teraz nie tylko nie ma, nad czym się zastanawiać, ale jeśli chcemy raz w życiu poczuć, że z wrażenia zatrzymuje się nam serce to jest właściwy moment, odpowiednia chwila, tak, konkretna książka, dzięki której wszystko to może się wydarzyć. Gdzieś po drodze była jeszcze jedna magiczna powieść Droga do raju, w obu przypadkach popełniona przez tą samą autorkę. 
Teraz miłość biegnąca przez wieki nie ma sobie równych, teraz wszystko to, co dzieje się w życiu Lucy i sercu Daniela zaskakuje bardziej, niż możemy sobie wyobrazić, a może nawet wymarzyć. Teraz jest to miłość tak kojąca, piękna i niecodzienna, że patrząc na to, co jeszcze mnie czeka w miejscu, w którym jestem wiem, że serce zatrzyma się ponownie z wrażenia. 
Ann Brasheres pisze w sposób, który już od pierwszej strony przykuwa naszą uwagę i od tej pierwszej strony możemy być już świadomi, że poprowadzi nas w stronę światła, uraduje naszą duszę, zaskoczy sposobem opowieści, odkryje przed nami słowa i myśli, których nigdy wcześniej nie znaliśmy skomponowanych w formie właśnie tych, a nie innych zdań i akapitów. 
Nigdy i na zawsze, choć jeszcze przed finałem, już jest powieścią, do której z całą pewnością powrócę po raz kolejny i jeszcze jeden. Osoba Lucy, to, jaką jest kobietą, choć w zasadzie wciąż jeszcze młodą dziewczyną, która jeszcze nie przekroczyła tego magicznego progu przejścia w kobiecość, to, jak jest pokazana, stworzona ze słów, ubrana w słowa... ukształtowana z nich... 
To, jak poznajemy historię Daniela poszukującego przez wieki swojej ukochanej Sophii, gdzieś w tym wszystkim reinkarnacja ze wszystkimi swoimi prawidłami, w które wierząc lub nie, w trakcie lektury jesteśmy skłoni w wielu miejscach nie tylko uwierzyć, ale przyznać przed sobą, że tak właśnie może być. 

(...) Kiedy jednak natura oferuje komuś jeden ze swoich wielkich darów, przewiduje specjalną karę dla tych, którzy go odrzucają. Można w to wierzyć lub nie, ale matka, którą dostałem w następnym życiu, byłaby najlepszym powodem, że jednak to prawda.

Pozostaje jedynie sięgnąć po książkę i cieszyć się tym wszystkim, co ma nam do zaoferowania, a mogę obiecać, że bogactwo myśli i uczyć, które się w niej ukrywa masz większą moc, niż wszystko, co do tej pory znaliście, oglądaliście lub czytaliście. Liczy się impuls, intuicja i szczera chęć odkrycia miłości, która nie oparła się wiekom, wszystko inne już się nie liczy.

Ann Brasheres, Nigdy i na zawsze, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2012

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl