Google+ Followers

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Internetowa cela

--@- @ -@-- 

Jest takie miejsce w Hiroszimie, gdzie docierają zapewne wszystkie wycieczki. Miasto unicestwione aktem złej woli pewnej grupy ludzi. Choć zostało odbudowane, pozostał symbol tamtej tragedii, zwęglony i powyginany szkielet Izby Handlowej. Jest też drugie miasto, Nagasaki. 
Po 11 września zacząłem rozmyślać o tych dwóch metropoliach coraz częściej. Uzmysłowiłem sobie, że dotknęło je coś znacznie większego niż akt terroru fanatycznej grupy ludzi. Wstyd się przyznać, ale była to całkowicie przemyślana decyzja, zasadniczo nawet dwie. Akt złej woli to tylko delikatne nazwanie zbrodni, która nigdy nie została rozliczona. 
Mówi się też, że był to odwet za Pearl Harbor. Dziś właśnie minęła sześćdziesiąta rocznica tych dramatycznych wydarzeń. 7 grudnia o poranku, lotnictwo japońskie zaatakowało flotę Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Przeprowadziło zaskakującą, przemyślaną operację strategiczną robiąc wielki wyłom w strukturze floty Marynarki Wojennej. Czy można jednak akcję militarną przyrównać do masowego ludobójstwa? Z całą pewnością nie. 
Jeszcze rok wcześniej był to tylko 11 września. Teraz, trzy miesiące później, data ta na zawsze wyryła się smakiem łez i bólem serc w granicie pamięci narodów, szczególnie tego jednego, z którym moje życie związało się chyba na zawsze. Tego dnia tysiące ton stali i betonu pogrzebało blisko pięć tysięcy ofiar, matek, ojców, wujków, dziadków, ukochanych, którzy w ten „czarny wtorek” nie wrócili już z pracy do swoich domów. Jak się ma jedna zbrodnia do drugiej? Można się tłumaczyć, że wtedy trwała wojna i wszystkie działania były usprawiedliwione - obozy koncentracyjne również? Miałem wrażenie, że nigdy nie będzie tej właściwej odpowiedzi... 
Jednak atak na Światowe Centrum Finansów dotknął również mnie i przez pewien czas nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Tam rozpoczęła się moja kariera, może nie aż tak wspaniała, jakby można było sobie ją wymarzyć, jednak miałem uznanie i szacunek wielu ludzi. Tam też nastąpił mój wielki upadek, choć nie był to skok z trzydziestego piętra, to jednak skutki były identyczne. Praktycznie byłem martwy, lecz wciąż jeszcze żywy. Gdybym mógł zapewne cofnąłbym tę jedną, straszną chwilę. 
Zastanawiałem się, czy pisać o tym wszystkim Iwonie. Zastanawiałem się, jak odebrała moje słowa. W mej opowieści dotarłem do szczególnego etapu mojego życia. Skończył się czas radości i zabawy, nastała pora ciężkiej pracy, bólu i cierpienia. Jednak, aby być fair wobec siebie, musiałem również być fair wobec niej. Choć dzielił nas ocean, a także inne bariery, mimo wszystko była mi bardzo bliska. Tak wiele nas łączyło. Nie mogłem i nie chciałem przemilczeć niczego. Choć kiedyś byłem bardzo wierzącym człowiekiem, z czasem odsunąłem się od Kościoła. Wierząc bardzo w otwarte i szczere serce drugiego człowieka, pragnąłem podzielić się z nią swoim życiem, pragnąłem zrzucić ten ciężar z duszy, który od wielu lat coraz mocniej mnie przygniatał.
Przyjdzie takie dzień, w którym zakończę swoją opowieść. Czy wtedy będę mógł po raz pierwszy spokojnie odetchnąć? Miałem wrażenie, że nastąpi to jeszcze w tym roku, może jeszcze przed świętami. Zapomniałem już, jak wygląda to tradycyjne Boże Narodzenie w moim, rodzinnym kraju. Zapomniałem, jak pachnie świeży świerk ustawiony w kącie, jak smakuje wigilijny karp, barszcz z uszkami. Próbowałem policzyć dwanaście tradycyjnych, wigilijnych potraw. Wymieniałem kilka i na tym zasadniczo wszystko się kończyło. Zapomniałem, jaką szczególną moc miała Pasterka, a później powrót zimową nocą do domu, bez pośpiechu, powoli, ciesząc się tą szczególną chwilą. 
Pamiętałem o tym wszystkim, jednak nie miałem pewności, czy będzie mi dane przynajmniej jeszcze jeden raz przeżyć te wspaniałe święta w kraju...

--@--@- @ -@--@--

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.