Google+ Followers

sobota, 13 czerwca 2015

Internetowa cela

XXV
Dni mijały tak wolno. Nie było Roberta, nie odpisałam jeszcze do Wiktora, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Po tym zdarzeniu związanym z lotem Roberta jeszcze się nie otrząsnęłam. Wiedziałam jednak, że muszę wziąć się w garść, gdyż piątek nieuchronnie się zbliżał, a wraz z nim moja podróż do Krakowa. 
Jutro miałam poznać tożsamość dwóch Holendrów, poznać ich twarze. Zastanawiałam się, co przyniesie ze sobą to spotkanie, jednocześnie miałam już pewność, że jest to moje ostatnie zlecenie. Może była to forma postanowienia noworocznego, jednak chyba przede wszystkim leżało mi na sercu dobro naszego związku. Dotychczas moje drugie życie było bardzo wygodne, a żaden związek z facetem nie zasługiwał na to, aby się z nim rozstawać. W żaden z tych związków nie byłam zaangażowana emocjonalnie, nikogo wcześniej nie kochałam i nikt jak dotąd nie odwzajemniał tego uczucia. Były zauroczenia, gorące słowa, był seks, namiętność, poza tym pustka. 
Teraz jednak pojawił się Robert i jego osoba zmieniła wszystko, był też jego ojciec. Tak myślałam już o Wiktorze. Wciąż nie wiedziałam, co do niego napisać, więc postanowiłam poddać się własnym myślom, które akurat przyjdą do głowy. Myślom wypływającym prosto z serca i chciałam wierzyć, że wpadają wprost do serca. 
Uruchomiłam Outlook, nową wiadomość, wprowadziłam z książki adresowej imię „Wiktor”. W tym momencie myśli przybrały kształt konkretnych słów.


Drogi Wiktorze, 

Dziękuję serdecznie za dzielenie się ze mną Twoim życiem, pełnym pozytywnych aspektów. Nawet nie wiesz, ile Twoje słowa wywołały we mnie radości i wzruszenia. Niby nic wielkiego, ale gdy zaczęłam czytać o Szpuli, łzy pojawiły się w moich oczach, gdyż jest to mój kochany tata, Wiesław Miciński. 
Tak wiele nas łączy. W pewien sposób znam miejsca, o których piszesz, pewne sprawy kojarzę z opowiadań rodziców. To wszystko jest tak niesamowite, iż mam wrażenie, że chyba śnię. Uszczypnij mnie, aby się przekonała, że to jednak nie jest sen. 
Brakuje mi słów, aby wyrazić pełną aprobatę dla tego, co robisz. Jest jeszcze jeden istotny aspekt, ale nie będę go wspominać do czasu, aż nabiorę całkowitej pewności. Czekam na Twój list, a wraz z nim na dalszy ciąg Twojej historii. Mam jednak wrażenie, że skończył się czas sielanki i radości, a w kolejnym Twoim wejściu pojawią się znacznie trudniejsze sprawy. Jestem na to przygotowana, pisz o wszystkim i nie pomijaj niczego, proszę. 
Już wkrótce święta. Widać to w sklepowych wystawach, widać w ich wnętrzu. Kolorowe girlandy, bąbki, wiele kolorowych ozdób. Repertuar radiowy również poszerzył się o pewne, typowo świąteczne utwory. Powoli wchodzimy w ten, jakże szczególny klimat. Kocham i jestem kochana, ten człowiek tak wiele dla mnie znaczy. Po jego powrocie z Kanady zapewne zamieszkamy razem. Jestem tak bardzo szczęśliwa Wiktorze.
Tej radości i szczęścia również Tobie życzę. Wierzę, że Mikołaj i Tobie przyniesie prezent, który szczególnie Cię ucieszy. Wierzę, że spełni się jeszcze w tym roku Twoje największe marzenie. Zapewne masz takie. Pozdrawiam Cię gorąco, uważaj na Siebie.
Pamiętająca o Tobie. 
                                                                                                                   Iwona.” 

Podobało mi się to, co napisałam i w takiej postaci wysłałam wiadomość do Wiktora. Odetchnęłam z ulgą, odprężyłam się, poczułam się znacznie lepiej. Przygotowując sobie pierożki na obiad powróciłam myślami do wczorajszego dnia. Spędziłyśmy miły wieczór z Wiktorią i Martą. Rozmawiałyśmy o zbliżających się świętach, o pracy, o facetach. Skończyła się jedna butelka wina, sięgnęłam po drugą. Było nam tak lekko i wesoło. Później przyszła pora na dziwne opowieści. Tu pojawił się bardzo zmysłowy, erotyczny sen Wiktorii. Muszę się przyznać, że bardzo mi się podobał. Marta podzieliła się również swoim snem, na mój było już jednak za późno. Zbyt mocno wino uderzyło nam do głowy. 
Jedząc powoli pierożki i popijając herbatą malinową powróciłam do snu Wiktorii. Gdyby tylko wiedziała, że swego czasu była to prawie moja rola w trakcie jednego zlecenia, sądzę, że nie uwierzyłaby w to. Oczywiście pozostawało to moją, słodką tajemnicą... 
W tym śnie byłam zarówno obserwatorem, jak też uczestnikiem erotycznej zabawy. 
Jeśli próbujecie mnie sobie wyobrazić, to spróbuje wam pomóc. Zapewne wielu panów utożsamia mnie z piękną, zmysłową blondynką. Tak jest w istocie. Natura obdarzyła mnie pięknym ciałem, które sprawia, że wielu się za mną ogląda, choć nie tylko panów. Nigdy nie musiałam uciekać się do pomocy wszelkiej maści specjalistów, którzy potrafią poprawić to i owo, jednak równie często potrafią coś sknocić. Więc czemu kusić los? Macie rację, myślę racjonalnie, a że podobam się sobie, a przede wszystkim innym, dlatego w każdym calu tego zmysłowego ciała pozostałam sobą. 
Wszystko zaczęło się od karafki, którą trzymałam w dłoni. Bardzo powoli napełniałam kieliszek. Płynące wino zaczęło mi się w dziwny sposób kojarzyć ze spadającą wprost na kobiecą pierś wodą, na delikatny, różowy sutek. Obraz był tak realny, że z kieliszkiem w dłoni oparłam się o ścianę i przymknęłam oczy... 
W pięknej, czerwonej sukni podkreślającej w delikatny sposób moje zmysłowe kształty stałam w ogrodzie. Z przodu delikatny dekolt, natomiast z tyłu mocno wycięte plecy. Włosy spięte w misternie przygotowany kok, do tego delikatny naszyjnik z pięknym opalem. Czułam się wspaniale stojąc tam i grając na flecie. Stojąc i obserwując siebie tuż obok, za oknem. W trakcie jakże frywolnej zabawy. 
Czułam się dziwnie marząc o tym, widząc jednocześnie siebie w dwóch, różnych wcieleniach. Oczy zamknięte, na ustach pojawił się delikatny uśmiech przyzwolenia i akceptacji. Chciałam, aby ta erotyczna chwila trwała jak najdłużej. Podświadomie myślałam o tym, aby nie pojawił się ktoś, kto przeszkodzi mi w tym, jakże żywym seansie mojego osobistego, prawie wirtualnego kina. 
Ja klęcząca w wannie nie widziałam, nie dostrzegałam samej siebie stojącej tuż obok, za oknem i grającej na flecie. Ja stojąca nocą, w pięknym ogrodzie słuchałam dźwięków wydawanych przez flet, słyszałam szmer drzew delikatnie poruszanych przez powiew wiatru, słyszałam przyśpieszone bicie własnego serca. Czułam się pobudzona obrazami, jakie rejestrował mój wzrok. Pobudzona, to coś o stopień mniej, niż podniecona, choć stan ten był mi bardzo bliski. 
Mojego nagie ciało było piękne i mokre, było tak zmysłowe, jak można tylko to sobie wyobrazić. Klęczałam w wielkie wannie, pełnej piany i gorącej wody. Nie widziałam swego odbicia, gdyż lustrzana ściana była zaparowana. Nie byłam sama, pewien przystojniak, nagi, siedział okrakiem na wannie i przyglądał się moim igraszkom. A bawiłam się przednio. 
W swej dłoni trzymałam gąbkę, z której po wyciśnięciu woda spływała po mych piersiach, brzuchu, udach. Podobałam się sobie, podobałam się jemu, czułam się wyzwolona, daleka od trosk i problemów. Widziałam błysk w jego oczach, widziałam jego piękne ciało, widziałam męskość czekającą z niecierpliwieniem na mój dotyk. Jeszcze chwilę mój boski. 
Po chwili zaproponowałam, aby usiadł wyżej, abym mogła klęcząc pieścić jego brzuch, jego męskość, abym mogła poznać jego moc. Delikatnie i bez pośpiechu wzięłam go w usta czując jednocześnie, jak przez jego ciało przeszedł wspaniały dreszcz rozkoszy. Pieściłam go ustami, końcem języka, drażniłam paznokciami. Starałam się zadowolić go w sposób maksymalny, wiedząc, że już za chwilę posadzi mnie na nim, przeniknie do wewnątrz, rozpali we mnie ogień. 
Stałam tam i z uśmiechem na ustach obserwowałam przez okno, jak wprawiam go w zachwyt, jak moje dłonie błądzą po jego nad wyraz rozbudowanej klatce piersiowej, szerokich ramionach. Widziałam, jak pozwolił mi wstać, aby rozkoszować się widokiem mego ciała, aby całować i pieścić moje piersi, aby po chwili, jakbym ważyła tylko kilka gramów, unieść mnie i posadzić na swojej męskości. Widziałam wyraz własnej twarzy, czułam się pobudzona zarówno w ogrodzie, jak też w wannie. 
Czułam się podniecona obserwując siebie w dwóch wcieleniach, pozwalając dłoniom błądzić po ciele, pozwalając na ukryte spojrzenia służby. W tej jednej chwili było mi to zupełnie obojętne... 
Czyż nie był to piękny sen? Mi bardzo się podobał. Jednak jest różnica między śnić, a przeżyć coś tak wspaniałego osobiście i tylko ja właśnie w trakcie opowieści Wiktorii mogłam o tym wiedzieć. 


Sięgnij po Wprowadzenie do lektury. 

--@--@- @ -@--@--