Google+ Followers

czwartek, 18 czerwca 2015

Z przyczyn naturalnych & Krew na śniegu

(…) Była niczym tama gotowa zaraz pęknąć, a Maria zdawała sobie sprawę z tego, jak niewiele dzieli skąpanie kogoś w miłości od utopienia w niej.*

Od zawsze byłem zdania, że największym literackim wyzwaniem jest napisać doskonały kryminał. Taki, który od pierwszych chwil, aż po ostatnie słowa jest wyjątkową pod każdym względem kwintesencją gatunku. I przyznać również trzeba, że ostatnio mam do nich wyjątkowe szczęście.
O Wyznaniu Agaty pisałem nie tak dawno, gdyż tak się akurat składa, że trzecia powieść Moniki Siuda właśnie ukazała się na rynku. O dwóch pozostałych w drodze wyjątku zamierzam opowiedzieć w jednym ujęciu.
Za sprawą Wydawnictwa Jaguar mamy niewątpliwą przyjemność poznawać i odkrywać doskonałe poczynania inspektora McLeana. Wystarczyło raptem kilka stron, aby rozsmakować się w tej opowieści, ale stać się też uważnym obserwatorem śledztwa, które prowadzi inspektor. Śledztwa, które do najłatwiejszych nie należy, gdyż brutalne rytualne morderstwo sprzed sześćdziesięciu lat nie ma żadnego priorytetu u jego przełożonych. Ma je natomiast śledztwo, które prowadzi nadinspektor Duguid. Z bliżej nieokreślonych powodów obaj panowie się nie lubią.
Pomijając ten zawodowy fakt braku wzajemnej sympatii i zależności służbowej oba niezależnie prowadzone śledztwa zaczynają mieć coraz więcej wspólnych cech, co zaczynają dostrzegać inspektor McLean i współpracujący z nim młody, ale już bystry posterunkowy MacBride. Trzeci z tego zespołu Bob Gburek raczej się nie przemęcza.
Jest wiele innych postaci, ale to wokół tych dwóch (Bob Gburek jakby czasem coś wtrąci) policjantów James Oswald buduje swoją fenomenalną intrygę.
Na odległym planie jest babcia inspektora McLeana i choć właśnie ten plan na pierwszy rzut oka nie wydaje się istotny, to z czasem może się okazać, że jest zupełnie inaczej, a to, co mogła mieć do powiedzenia babcia zanim we śnie odeszła mogło wnieść wiele światła do śledztwa.
Wszystko do początku do końca jest na swoim miejscu, a Z przyczyn naturalnych już wskoczyło bardzo wysoko do moich osobistych literackich notowań. Teraz warto jedynie poczekać na kolejne spotkanie z inspektorem McLeanem, gdyż jest to początek określonego cyklu.

Na zupełnie innym kryminalnym biegunie znajduje się powieść Jo Nesbø Krew na śniegu, która dziś 17 czerwca ma swoją literacką premierę i została wydana nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.
168 stron to prawie nowelka, fakt, objętość nie jest wielka. Taka mała, niepozorna książeczka, ale nawet taka „nowelka” pióra Jo Nesbø to historia, której długo się nie zapomina. Nazwisko autora to już marka sama w sobie. Tym bardziej dodatkowa zachęta do sięgnięcia po Krew na śniegu myślę, że nie będzie konieczna.
Te 168 stron to kumulacja emocji, doznań, myśli i zbrodni. To kryminał z najwyższej półki. To wreszcie, Olav, który prawie jak Leon (zawodowiec) wszystko, co umie to zabijać, a przy tym ma dobre, wrażliwe serce. Nie ma u jego boku małej Matildy, ale jest żona szefa, na którą on sam dostał zlecenie.
I tu sprawy zaczynają się komplikować, a przy tym jest koszmarnie zimno, ciągle pada śnieg i już za chwilę będzie Wigilia, ale co ja tam wiem. Olav ma pragnienia i bardzo chciałby, aby znalazło się w nich miejsce dla kobiety, dla której postawił wszystko na jedną kartę. Jo Nesbø tak, czy inaczej rozegrał to po mistrzowsku, ale co ja tam wiem.
Wiem jedno, 17 czerwca to Dzień Doskonałego Kryminału.

(…) Nikt tego chyba nie zauważył. Spojrzała w to miejsce, w którym koperta przed chwilą leżała. Na śnieg i na krew. Taki biały. Taka czerwona. Niezwykle piękne połączenie. Jak królewski płaszcz.*

Cytowane fragmenty pochodzą z: Jo Nesbø, Krew na śniegu, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2015
Druga z książek: James Oswald, Z przyczyn naturalnych, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2015

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl