Google+ Followers

sobota, 18 lipca 2015

Internetowa cela

XXVIII
Kraków jak zawsze tętnił życiem. To miasto działało na mnie w szczególny sposób. Cały czas się zastanawiam, dlaczego zatrzymałam się w stolicy, a nie zawędrowałam dalej, może właśnie do Grodu Kraka. Teraz, po kilku latach nie miało to znaczenia, jednak za każdym razem, kiedy się tu pojawiałam, czułam tę czarodziejską aurę. 
Przyjechałam ekspresem już w południe, aby mieć kilka godzin swobody. Przespacerować się po Starówce, zanurzyć się w ciche, wąskie uliczki. Po drodze odwiedziłam kilka sklepów, jakąś księgarnię, zjadłam dobry obiad. W ostatnich dniach powróciłam do formy, w mieszkaniu trochę ćwiczeń, wczoraj jeszcze długi spacer, a raczej marszobieg, tak, aby zmęczyć się maksymalnie. A jednocześnie odprężyć. 
Przez kilka dni nie zaglądałam do poczty, więc nie wiedziałam, czy Wiktor napisał do mnie. Zapewne tak było, ja jednak odsunęłam na bok laptop, a zajęłam się sobą. Chciałam ten ostatni raz wypaść jak najlepiej. Z Holendrami miałam się spotkać w moim ulubionym hotelu i co ciekawe, Anna zarezerwowała mój ulubiony apartament, 913. Mieli pojawić się, o 20:00, więc dałam sobie dobrą godzinkę na kąpiel, olejek, makijaż i ubiór. 
 
W pokoju panował mrok rozświetlany jedynie przez palący się ogień w kominku, było ciepło i bardzo miło. Muszę przyznać, że trochę zaskoczyła mnie przygotowana garderoba. Czarne rajstopy, pas do podwiązek, bardzo wysokie szpilki również w czarnym kolorze i to zasadniczo wszystko. Byłam zdziwiona, jednak robiłam już wiele dziwnych rzeczy, więc jeszcze jedna, czemu nie. 
Stałam, więc „ubrana”, choć w zasadzie naga. Panowała szczególna cisza, przez chwilę chyba się zamyśliłam. Nie słyszałam, kiedy weszli, nie słyszałam, kiedy jeden z nich się do mnie zbliżył. Zostałam poproszona o milczenie i odpowiadanie tylko na pytania. Poczułam na plecach delikatny dotyk dłoni, później jedna z nich powędrowała niżej i pieściła moje pośladki, a także uda. 
Nie wiedziałam, co robi drugi brat, kto właściwie teraz obok mnie stoi. Marc czy Max? Chyba nie miało to żadnego znaczenia, ktokolwiek to był, klęczał teraz z tyłu i całował moje pośladki, uda, nogi, drażnił delikatnie pączek róży. Po chwili przenikną do środka, jęknęłam z rozkoszy. Całkowicie się podporządkowałam, nawet wtedy, gdy wstał, wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko. Kątem oka dostrzegłam drugiego brata palącego cygaro i siedzącego w fotelu. Miałam wrażenie, że podobał się mu ten spektakl. 
Obaj ubrani byli w ciemne spodnie, jedwabne koszule, złote, delikatne zegarki, jakby robione na zamówienie. Cudowny zapach nieznanej mi wody toaletowej, pełna klasa. Leżałam na plecach, a Marc (to chyba był on?), całował moje piersi, brzuch, uda, nogi. Bawił się moimi stopami, po chwili leżał nagi tuż obok. Nasze pocałunki były gorące, namiętne, ale bardzo delikatne, jakbyśmy dopiero się poznawali.
Ukląkł na łóżku, a ja powędrowałam ku jego męskości drażniąc ją i pieszcząc językiem, ustami, zębami. Podobało mu się to, podobało się to również jego bratu, który zbliżył się teraz i całował moje ciało. Po chwili i on pozbył się ubrania i teraz obaj pieścili moje ciało, całowali je. Ja natomiast powędrowałam wzrokiem ku drugiej szabli dumnie wzniesionej i zajęłam się nią w sposób godny. Jednocześnie zostałam wzięta od tyłu, delikatnie, acz stanowczo. Zaczął się dziwny taniec, gdy poddałam się szabli przenikającej mnie od tyłu i odbierałam pocałunki, którymi obsypywał moje piersi drugi brat. 
Moje dłonie błądziły po ich ciałach. Zostałam wzięta z zaskoczenia, bo oto druga męskość przygotowana do boju przeszyła mnie od przodu. Cztery dłonie tak mnie ułożyły w ciągu sekundy, aby było to możliwe. Teraz więc ich ciała dotykały mojego, byliśmy jednością i poruszaliśmy się w jednym rytmie. 
Trwało to dobre kilka minut, czułam, że zaraz eksploduję, że zostanę rozerwana i odlecę, a jednak czułam się nakręcona. Miałam świadomość, że zaraz poczuję się tak, jak nigdy dotąd. W tej sekundzie mój partner, który był pierwszy w tej grze, osiągnął swój szczyt i wycofał się z placu boju. Nagi spoczął na fotelu i sięgnął po kieliszek z szampanem. Zostaliśmy we dwoje, razem we wspaniałym tańcu ognia i namiętności. 
Pierwsza zabawa trwała dobrą godzinę. Później przywieziono wspaniałą kolację i we troje raczyliśmy się pieczonym bażantem, czerwonym winem, owocami. Wciąż byłam tylko w rajstopach, a na mych biodrach spoczywał pasek od podwiązek. Oni natomiast wzięli prysznic i siedzieli w szlafrokach. Chcieli cały czas oglądać moje wspaniałe ciało, nawet teraz, gdy jedliśmy. Zadawali pytania, odpowiadałam, mogłam zadawać swoje, więc właściwe rozmawialiśmy. Mimo wszystko nie przeszkadzała mi moja nagość. 
Leżałam na plecach dumnie prezentując swoje ciało, oni natomiast po jedzeniu postanowili zapalić cygaro. Gdy się całowaliśmy czułam wtedy tylko specyficzny, słodki smak. Może była to wanilia, sama nie wiem. 
Później gorący seks trwał nadal, prawie do północy. Zasnęliśmy we troje, radośni, szczęśliwi i bardzo zmęczeni. Była to dziwna poza. Marc wtulił się w moje piersi, ja natomiast położyłam głowę na wspaniałym torsie Maxa. I tak przywitał nas słodki, zimowy poranek. 
Gdy się obudziliśmy, przez chwilę nic się nie działo. Na dzień dobry obcałowali ponownie moje całe ciało i dowiedziałam się, co mamy w planach na cały dzień. Dwie godziny na prysznic, makijaż, fryzurę, śniadanie, które w międzyczasie miało dotrzeć. Teraz z boskiej kochanki miałam przemienić się w piękną panią przewodnik i pokazać im Kraków. Czemu nie, to mi odpowiadało. 
Po długiej kąpieli odkryłam w pokoju dostarczoną garderobą dla mnie w kilku różnych opcjach. Bardzo elegancką, sportową, luźną, ale z klasą. Dużo tego było, futro, może kożuszek, mogłam również skorzystać ze wspaniałej kurtki z kapturem. Oprócz tego leżała cała masa zimowych dodatków. W pokoju czekało też na mnie wspaniałe śniadanie. 
Około jedenastej usłyszałam delikatne pukanie. Weszli obaj, ubrani w eleganckie, granatowe garnitury, obszerne płaszcze. Wybrany przeze mnie ubiór na szczęście ładnie się komponował, więc ruszyliśmy w miasto. 
Przed hotelem czekała limuzyna Volvo, która woziła nas zgodnie z moimi zaleceniami. Był Kazimierz, pełen wspaniałej, żydowskiej kultury. Pokazałam miejsca znane z filmu „Lista Schindlera”, zwiedziliśmy Wawel, Błonie, Starówkę, pojechaliśmy na Hutę. Gdzieś po drodze była możliwość, aby zjeść obiad. Pogoda dopisywała, świeciło piękne słońce. Moje ostatnie zlecenie, a wszystko było wprost idealne!
Ponownie zadawali pytania, tym razem dotyczące miasta, ja odpowiadałam, również pytałam, więc zasadniczo prowadziliśmy ożywioną rozmowę. Przebywając w ich towarzystwie miałam wrażenie, że nic nie może mi się stać. Muszę się przyznać, że zwracaliśmy uwagę wszystkich spacerując tak we trójkę. Ja, piękna brunetka po środku i dwóch wspaniałych bliźniaków. Świetnie się bawiłam i nawet nie zauważyłam, kiedy wróciliśmy pod hotel. Nastąpiło dyplomatyczne pożegnanie, jednak nikt nie ukrywał, że miło spędził czas. Jeśli chodzi o ciuchy, co mnie interesowało mogłam sobie zabrać, w pokoju miała też czekać na mnie niespodzianka. 
W kopercie znalazłam bilet do Holandii na dowolny termin dla dwóch osób, a także rezerwację do jednego z najlepszych hoteli w Amsterdamie na tydzień z możliwością wykorzystania przez cały najbliższy rok. Czegoś takiego chyba nie mogłam się spodziewać. Było to bardzo miłe zakończenie mojej kariery, choć Anna jeszcze o tym nie wiedziała. Miałam poinformować ją jeszcze przed świętami i nikt nie mógł już zmienić mojej decyzji. 
A Boże Narodzenie było już tak blisko. Spodziewałam się powrotu Roberta, zastanawiałam się też, czy nie zaprosić go na drugi dzień świąt do siebie i przedstawić rodzicom. Być może jednak jeszcze za wcześnie na to. Gdybym jednak dostała od niego zaproszenie do odwiedzenia jego mamy, tu zasadniczo nie było problemu, bo przecież już tak dobrze znałam jego tatę. Tak już myślałam o Wiktorze i ta myśl była mi bardzo bliska. 
Choć nie wiedziałam jeszcze, jak powiedzieć ojcu o synu, a przede wszystkim, co powiedzieć Robertowi o jego zmarłym ojcu. Jednak wiedziałam, że wierzy mocno, że on wciąż żyje. Tylko ja zareaguje na taką wiadomość? 
Czułam, że właśnie przed świętami ta życiowa układanka będzie gotowa. Nie zastanawiałam się wcale, jakie konsekwencje przyniesie spotkanie Roberta z jego mamą. Jednak na to nie miałam żadnego wpływu.

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury. 

--@--@- @ -@--@--