Google+ Followers

sobota, 8 sierpnia 2015

Ałbena Grabowska - Coraz mniej olśnień

Paradoksalnie tytuł książki współgra z moim umysłem. Brakuje olśnień, świeżych spojrzeń, wyważonych myśli, które w konsekwencji przybiorą kształt dobrych i mądrych słów.
Każdy, kto choć przez chwilę zatrzymał się przed gankiem domu Winnych ma już świadomość, jak doskonałe literackie spojrzenie zawdzięczamy Ałbenie Grabowskiej. Stopniowanie napięć w opowiadanej historii, wyrazistość postaci, wreszcie współistnienie wszystkich trzech części wprowadziło w annały polskiego rynku wydawniczego dzieło bez precedensu, którego próżno szukać w minionych latach. Stulecie Winnych zburzyło spokój nie tylko mojej duszy wnosząc do świadomości niezatarte wrażenie realnego obcowania z literackimi bohaterami.
Ten obszerny wstęp nie jest bez powodu i nie bez przyczyny się pojawia. Myślę, że nie jestem jedynym, który debiut literacki Ałbeny Grabowskiej w jego wznowieniu poznaje właśnie w tej, a nie innej kolejności. Dobrze się też stało, że Coraz mniej olśnień wydano ponownie, gdyż jest to książka, która ma w sobie kumulację emocji trzech części sagi Winnych.
Historia trzech kobiet ma swój początek, ma swoje niesamowite rozwinięcie i ma finał, którego się nie spodziewałem. A jednak zaskoczył mnie bardziej, niż mógłbym przypuszczać. Oto Lena, Marysia i Alina. Trzy kobiety, które wydawać by się mogło nie mają ze sobą nic wspólnego. Żyją w zupełnie odmiennych galaktykach, ale z każdą kolejną stroną nie jesteśmy już tego tacy pewni. Tego, że może łączy coś Lenę z Marią, a może Marysię z Aliną. Może też Alina miała lub ma coś do Leny.
Dzięki doskonałemu zarysowaniu postaci stopniowo poznajemy życie każdej z nich zdając sobie sprawę, że ludzkie galaktyki nie są na tyle samotne, na ile może nam się to wydawać, że ocieramy się o siebie, wymieniamy spojrzenia, a rozpoznani na ulicy wiemy już, że dobre chwile w ukryciu bezpowrotnie przeminęły. Przychodzi pora, aby podjąć męską decyzję, choć podjąć musi ją kobieta. Jednak mężczyźni w życiu pań też nie są bez winy,  gdyż w określonym miejscu i czasie ten, który uważał się za ojca Leny nigdy nim nie był.
W niezwykły sposób olśnień przybywa, gdy ewoluuje wraz z nimi życie bohaterek. Właśnie wtedy uświadamiamy sobie, że emocji nie należy odrzucać, gdyż tylko wtedy przyjemność z lektury Coraz mniej olśnień będzie trudna do ogarnięcia umysłem, ale też wzrokiem.
Historia podarowana przez Ałbenę Grabowską potrzebowała czasu, aby myśli odnalazły te najbardziej właściwe słowa. By proste słowa pozwoliły dotknąć tych wszystkich myśli, wrażeń, odczuć i olśnień, które pozostały we mnie tuż po lekturze. I nadal nie jestem pewien, czy są to te najbardziej właściwie słowa, ale mimo wszystko wiem i czuję, że są dobre, choć boję się, że nie przekazałem do końca tego wszystkiego, o czym chciałem powiedzieć. Sprawić, by dzięki moim słowom coś właśnie teraz drgnęło w Tobie...

Ałbena Grabowska, Coraz mniej olśnień, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2015 


Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl