Google+ Followers

poniedziałek, 21 września 2015

Internetowa cela

XXXII
Sześć godzin różnicy, więc w Nowym Jorku był środek dnia. Cały czas miałam wątpliwości, jednak wiedziałam, że mogę zrobić to właśnie teraz albo wcale. Marta wyszła, byłam sama w mieszkaniu. Nikt mi nie przeszkadzał, celowo również wyłączyłam komórkę.
Wybrałam podany numer i przez chwilę czekałam na połączenie. Już miałam odłożyć słuchawkę, gdy usłyszałam gruby głos:

- Więzienie stanowe, słucham!
- Dzień dobry
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Chciałabym rozmawiać z Wiktorem Sobieskim, numer 188018 (tak w razie czego miałam go poprosić).
- A... Profesor. Proszę zaczekać, zajmie to dłuższą chwilę.
- Profesor?
- Tak go tu nazywają, proszę poczekać.
W słuchawce nie było żadnej muzyczki, więc mimowolnie słyszałam rozmowę.
- John, do Profesora dzwoni jakaś laska. Weź go tu sprowadź.
- Co za jedna? Nikt nigdy do niego nie dzwonił.
- Nie wiem, no już dawaj go!
Później przez jakiś czas słyszałam różne kroki, zamykanie, otwieranie krat. Jakieś szuranie, trzaski przez chwilę na linii. Przez kilka minut tylko to. Z zadumy wyrwał mnie spokojny głos.
- Słucham?
- Wiktor? Wiktor Sobieski?
- Tak, a kto mówi?
- Może nie uwierzysz, ale to Iwona z drugiej strony. Dzień dobry Wiktorze.
- Iwona? – Przez chwilę zapadła cisza. – To naprawdę ty?
- Tak Wiktorze, to ja. Podałeś numer telefonu, więc chciałam sprawić ci świąteczną niespodziankę. Czy może powinnam zwracać się do ciebie Panie Wiktorze?
- Daj spokój Iwonko. Przecież znamy się już tak dobrze. Zostań przy Wiktorze, dobrze? Szczerze mówiąc nie sądziłem, że zadzwonisz.
- Ja też chyba w to nie wierzyłam, jednak chciałam to zrobić? Chciałam w ten sposób złożyć również życzenia świąteczne. Miałam napisać, ale skoro podałeś swój numer, właściwe to nie twój numer, ale...
- Tak, rozumiem, dziękuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
- Możesz rozmawiać?
- Nikt mi nie przeszkadza, nikomu też nie blokuję linii, a strażnicy mimo wszystko mnie szanują. Wciąż nie mogę uwierzyć, że z tobą rozmawiam, po tym, co napisałem miałem wrażenie, że znikniesz. A tu proszę!
- Faktycznie, masz taki życiorys, że nie wiedziałam, co myśleć. Jednak, gdy czytałam twoje słowa moje emocje krążyły pomiędzy wzruszeniem, akceptacją, żalem, smutkiem i sama nie wiem, gdzie jeszcze dotarły. Jak się czujesz?
- Po tym, jak opisałem tobie swoją historię nastąpiła we mnie metamorfoza. Pękł klosz, który mnie otaczał, powróciłem do ludzi, do świata. Co prawda, tylko tego wewnętrznego, ale dawno się tak dobrze nie czułem i to wszystko dzięki tobie!
- Cieszę się, że moja obecność tak na ciebie wpłynęła. Ale mam jeszcze jedną nowinę, która może wywołać pewien szok. Jesteś przygotowany?
- Sam nie wiem. Co masz w rękawie?
- W rękawie w sumie nic, ale mam dla ciebie niespodziankę. Jakby to powiedzieć...
- Najlepiej chyba wprost. No już Iwonko, więcej odwagi!
- Wiktorze, czekałam tak długo, aby mieć całkowitą pewność. Miałam o tym napisać, ale dużo lepiej to zabrzmi, gdy to powiem. Czekałam do czasu, aż usłyszę całą twoją opowieść. Wiktorze, od blisko dwóch miesięcy spotykam się z twoim synem.
- !?
- Wiktorze, jesteś tam?
- Tak Iwonko, jestem. Przez chwilę zabrakło mi powietrza w płucach. A więc poznałaś Roberta? Myślałem, że może kiedyś, przypadkiem się spotkacie... Teraz, sam nie wiem. Czy on..?
- Jeszcze z nim nie rozmawiałam na ten temat. Obieram go z lotniska w pierwszy dzień Świąt, później jedziemy w rodzinne strony. Pamiętasz jeszcze Pustyszów, Wiśniowiec? Pamiętasz Szpulę?
- Wybacz, ale chyba się wzruszyłem. Zbyt wiele dobrych wspomnień... Jak wam jest? Jesteście szczęśliwi?
- Bardzo go kocham, on kocha mnie. Jeszcze nie wiem, jak mu powiem o tobie. Ma świadomość, że przed laty zginąłeś w wypadku.
- Klarysa?
- Tak, chyba tak, Wiktorze. Nie mam pewności, ale chyba na ten temat nie rozmawiają. Dziś jeszcze w poczcie znajdziesz ode mnie świąteczną niespodziankę... Przyjmij też ode mnie najlepsze życzenia, aby nawet tam, w tym szczególnym miejscu narodzony Jezus przyniósł tobie promyk nadziei, radości i miłości, ty zaś postaraj się nim opiekować i pielęgnować go.
- Życzę wam dużo szczęścia, radości, także miłości. Pozdrów go ode mnie, pozdrów ode mnie rodzinne strony, sam już nie wiem, muszę kończyć. Uważaj na siebie Iwonko.
- Ty również Wiktorze, dziękuję ci bardzo.
- Do widzenia, Iwonko.
Usłyszałam głuchy dźwięk i rozmowa dobiegła końca. Jeszcze nie wiedziałam, jak mam odnaleźć się w tej sytuacji. Łatwiejsza część tego, co miałam zrobić, została wykonana, pozostawała rozmowa z Wiktorem. Najlepiej chyba zrobić to w drodze do Białegostoku? A może wybrać inną porę, może już po świętach? Jednak intuicja mówiła mi, że powinnam zrobić to właśnie w Boże Narodzenie... 
Rozmyślając tak, przygotowałam do wysłania niespodziankę do Wiktora. 
„Mam nadzieję, że ten wiersz i to zdjęcie sprawią, że poczujesz się jeszcze lepiej. W nieszczęściu znajdziesz odrobinę szczęścia spoglądając na nasze uśmiechnięte twarze. Pozdrawiam Cię serdecznie, a ten wiersz napisałam kiedyś z przeznaczeniem na kartki świąteczne. 

Gdzieś tam 
gdzie stoi stajenka, 
gdzieś tam 
gdzie Bóg dziś się rodzi, 
niechaj każdy pamięta, 
że przyszły Białe Święta, 
że radość dzisiaj zagości 
wśród Twoich i naszych 
             gości 
przy wigilijnym stole 
przyjmij też dzisiaj 
            i mnie... 
Z najlepszymi życzeniami ode mnie i od Roberta, wierzę, że również się do nich przyłącza. Głowa do góry, będzie dobrze, mimo wszystko. Iwona” 

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.