Google+ Followers

środa, 30 września 2015

Juli Zeh - Corpus Delicti

Sante, Panie i Panowie. Zanim zaprezentuję ofertę waszego życia, ze wszech miar zaskakującą w każdej postaci sięgnę po słowa, które sprawią, że jeszcze uważniej będziecie rozważać to, o czym wspomnę za moment:

(…) Największe przekleństwo człowieka polega na tym, że najszczęśliwsze chwile życia rozpoznaje dopiero po niewczasie.

Tylko jedno zdanie Panie i Panowie, a jak głębia. Jakie bogactwo myśli i uczuć, jakie pragnienie sięgnięcia po to, co było i przeminęło. Ale to, co ma się pojawić będzie niezwykłe w swojej postaci, będzie zaskakujące w każdy, możliwy sposób.
Otóż wyobraźcie sobie, że nie ma bakterii i zarazków, nie ma raka, białaczki, innych chorób, które sprawiają ból i cierpienie. Życie w pełnym radości błogostanie, życie pozbawione problemów, życie w zgodzie z METODĄ. Umysł jest czysty, przejrzysty, pozbawiony dymu tytoniowego, kofeiny, innych używek, które tam nie są nikomu do niczego potrzebne. Raj na ziemi. Wizja szklanych domów, gdzie określone zasady życia i współżycia pozwalają żyć długo i szczęśliwie. Ale, czy na pewno? Czy to, co widzimy i to, co nas otacza jest lepsze od tego, czego nie znaliśmy lub co może nam ograniczono wmawiające, że jest to złe, zdradliwe, skażone i całkowicie zakazane.
Juli Zeh sięga w niezbyt odległą przyszłość, budując powieść, której mądrość przenika nas do głębi i zaskakuje prawie na każdej stronie. Jej Corpus Delicti jest śmiałym i odważnym manifestem życia, które w zderzeniu z METODĄ traci swój szczególny blask. To jakby powrót do inkubatora, gdzie plastikowa skorupa chroni nas od wszelkich zagrożeń, jakie niesie ze sobą życie samo w sobie.

Życie – mówi Mia od niechcenia – zaczyna się w momencie jego najwyższej mocy, a potem od tego momentu zniża się coraz bardziej, chyląc się ku końcowi.

Mia Holl burzy swoją osobą porządek świata, ale tak naprawdę dopiero świadomość straty brata otwiera jej oczy na to, czym jest świat wokół niej i jak wiele traci podporządkowując się biernie tajemniczo brzmiącej METODZIE. Przez chwilę stara się jej podporządkować, przez jedną chwilę próbuje być posłuszna woli Wysokiego Sądu, jednak chwilę później jest już inną Mią Holl.
To, co poznała dzięki bratu pozwoliło jej wybrać lepsze zło, a może przeciwstawić się temu, w co wszyscy święcie wierzyli. Z podniesionym czołem stanęła do walki, a może raczej do konfrontacji z METODĄ w jej cielesnej postaci, Heinricha Kramera. Ta konfrontacja nie ma sobie równych i tak naprawdę jest esencją tej powieści, jest tym wszystkim, co dobra powieść może nam ofiarować, a Juli Zeh stworzyła historię, która stawia wielki znak zapytania przyszłości, przy założeniu, „Kim jestem? Kim będę?”.
Trudno tak naprawdę za pierwszym podejściem zrozumieć przesłanie jakie niesie ze sobą Corpus Delicti. Bez wątpienia gruntowana analiza tego objętościowo małego dzieła literackiego może być równa mierzeniu się z obszerną ilością mądrych tomów w uczelnianej bibliotece. Tu te wszystkie życiowe mądrości zamykają się w 260 stronach pasjonującej lektury.
Mia Holl prosi o głos na zakończenie:

(…) – Świetnie Kramer. – Mia uśmiecha się milutko jak kotka i małymi łykami popija gorącą wodę. – Gdybym miała wolne ręce, zaczęłabym klaskać. Kramer numer jeden jest błyskotliwym demagogiem. Ale Kramer numer dwa naprawdę wierzy, że jeden system jest równie dobry, jak drugi. Najpierw nazwaliśmy go chrześcijaństwem, potem demokracją. Dzisiaj nazywamy go METODĄ. Zawsze absolutna prawda, zawsze czyste dobro, zawsze zniewalająca potrzeba uszczęśliwienia całego świata. Wszystko to religia.

Sante, Panie i Panowie, miejcie oczy otwarte i zawsze świeży, jasny umysł, bo nieznana jest godzina, w której przyjdzie do Was METODA. 

Juli Zeh, Corpus Delicti, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011 

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl