Google+ Followers

wtorek, 20 października 2015

Internetowa cela

XXXIV
Choć powinnam odczuwać wielką radość, w sercu mym gościł smutek. Miałam wrażenie, że ostatnie dwa miesiące były długim, cudownym snem, który już za chwilę się skończy i wszystko co dobre przeminie. Tak bardzo się bałam. 
Czekając na lotnisku na przylot Roberta myślałam o tym wszystkim. Na Wigilię pojechałam do domu, dzień wcześniej zrobiliśmy sobie z Martą, Wiktorią i Piotrem naszą, małą Wigilię. To było naprawdę miłe. W tygodniu miałam jeszcze w pracy Christmas Party. Tak to się teraz nazywa, nie Opłatek, ale właśnie tak. Nowy wiek, nowa moda. 
Tydzień przeminął zbyt szybko. Wolniejsze tempo w pracy, bo mimo wszystko w każdej firmie wszyscy myśleli już o świętach. Ostatnie prezenty, rozmowa z Wiktorem. Do niej wracałam w każdej wolnej chwili. Nawet teraz, wokół mnie lotnisko, w słuchawkach Ich Troje, a w myślach ta rozmowa. Wszystkie te rozmyślania sprowadzały się do jednego. Cały czas nie wiedziałam, w jaki sposób powiedzieć Robertowi, że jego ojciec żyje. Jak to zrobić, jakich słów użyć? 
Wczorajszy wieczór w domu upłynął w gorącej, rodzinnej atmosferze, jednak, gdzieś tam ciążyła nam świadomość, że ktoś bardzo nam bliski jest bardzo chory. Dlatego może nasza radość ze wspólnego świętowania nie była tak wielka. Jednocześnie podzieliłam się swoją radością i zostałam upoważniona przez rodziców do zaproszenia Roberta. Sama bym tego nie zrobiła, miałam pewne wątpliwości, ale decyzja rodziców ułatwiła mi sprawę. Miałam tylko nadzieję, że przyjmie zaproszenie. Chociaż, gdy dowie się o ojcu, nie wiedziałam, jak zareaguje. Nie wiedziałam, jak to odbierze. Co nastąpi później, w jego domu, gdy stanie twarzą w twarz ze swoją mamą? 
Pojawiła się wiadomość, która przywołała uśmiech na me usta, „Zaglądam już w okna Pałacu Kultury. Już wkrótce lądujemy, już za chwilę będziemy. Czy radość mego życia czeka na mnie?” Odpisałam w ten sposób, „Nawet nie wiesz, jak bardzo czekam na pewnego pana, który już za chwilę mnie obejmie i czule pocałuje. Pamiętasz jeszcze smak mych ust?”. Kilka minut później dotarła odpowiedź „Czy pamiętam? Jakże mógłbym zapomnieć tę wspaniałą słodycz, te delicje, ten smak truskawek. Ale to nie wszystko. Bardzo Cię kocham Księżniczko!!”. 
Czy po takich słowach mogłam się jeszcze martwić? Odrzuciłam na bok wszystkie czarne i szare myśli, pozwoliłam, by w moim sercu zagościł błogi spokój. Wiedziałam, że w odpowiednim momencie przyjdą właściwe słowa. Już nie musiałam się o nic martwić, wszystko było w porządku.

Sięgnij po Wprowadzenie do lektury.