Google+ Followers

środa, 21 października 2015

Mistrz kryminału James Oswald...

Wieść niesie, że trzecia powieść dotykająca spraw inspektora McLeana powinna ukazać się na początku 2016 roku. Jest to wieść z pierwszej ręki z bardzo pewnego źródła, więc jestem przekonany, że tak właśnie się stanie. Bo przyznać muszę, że polubiłem sposób w jaki rozwiązuje swoje sprawy inspektor McLean.
Swego czasu opowiadając o książce Z przyczyn naturalnych odniosłem się do niej w ten sposób:

Za sprawą Wydawnictwa Jaguar mamy niewątpliwą przyjemność poznawać i odkrywać doskonałe poczynania inspektora McLeana. Wystarczyło raptem kilka stron, aby rozsmakować się w tej opowieści, ale stać się też uważnym obserwatorem śledztwa, które prowadzi inspektor. Śledztwa, które do najłatwiejszych nie należy, gdyż brutalne rytualne morderstwo sprzed sześćdziesięciu lat nie ma żadnego priorytetu u jego przełożonych. Ma je natomiast śledztwo, które prowadzi nadinspektor Duguid. Z bliżej nieokreślonych powodów obaj panowie się nie lubią.  Pomijając ten zawodowy fakt braku wzajemnej sympatii i zależności służbowej oba niezależnie prowadzone śledztwa zaczynają mieć coraz więcej wspólnych cech, co zaczynają dostrzegać inspektor McLean i współpracujący z nim młody, ale już bystry posterunkowy MacBride. Trzeci z tego zespołu Bob Gburek raczej się nie przemęcza.  Jest wiele innych postaci, ale to wokół tych dwóch (Bob Gburek jakby czasem coś wtrąci) policjantów James Oswald buduje swoją fenomenalną intrygę.

Na tym etapie mieliśmy już niewątpliwą przyjemność poznać wszystkich bohaterów tej opowieści z nadzieją, że dalej będzie tylko lepiej. A kiedy pojawiło się Skradzione morderstwo nie tylko było lepiej, ale miałem już świadomość, że będę to mistrzowskie rozdania i doskonałe powieści.
James Oswald pisze w wyjątkowy dla czytelnika sposób. Historia, którą opowiada subtelnie rozwija się przed nim, z gracją prowadząc po czerwonym dywanie, choć tak naprawdę wszystko, co najlepsze zaczyna się rozstrzygać gdzieś poza nim. Gdzieś z boku, w innej przestrzeni, na innym chodniku. Taki tok rozumowania inspektora McLeana nie pozostawia złudzeń, co do tego, że właściwy człowiek jest na właściwym miejscu.
Nawet, gdy traci w pożarze dom, gdy świat mu się na głowę wali, gdy w domu, który odziedziczył po zmarłej babci pojawiają się dziwni ludzie, nawet wtedy prowadzone dochodzenia nie traci swojego rytmu. Choć można mieć powody do niepokoju, gdyż dosyć niedawno odbył się pogrzeb pewnego złoczyńcy, a jednak jakby wciąż żył, dzięki ofiarom, które zaczyna odkrywać policja.
Z doskonałym dla autora wyczuciem życie zawodowe odnajduje się w życiu osobistym, gdyż policjant jest również człowiekiem, który czasem mimo wszystko potrzebuje określonej ucieczki, odreagowania, uczucia, relacji. I choć nie chciał się przed nikim przyznać towarzystwo Emmy coraz bardziej było mu na ręku. Inspektorowi, rzecz jasna.
Zastanawiam się, jaka będzie ta trzecia książka i co dobrego tym razem nam przyniesie. Bo Skradzione morderstwo domknęło definitywnie pewne sprawy, tak zawodowe, jak też osobiste. Tony McLean zostawił za sobą coś więcej, niż tylko wspomnienia, które spłonęły w pożarze mieszkania. Choć nie jest wykluczone, że pani komendant odpowiednio się nim zaopiekuje, gdyż zawsze miała do niego pewną słabość.
Inspektorze McLean przybywaj...