Google+ Followers

środa, 7 października 2015

Żółta karteczka

Beaux podał mi buteleczkę z numerem pięć. Ta cyfra była moim talizmanem, który dostrzegałam na kamiennych płytach w Aubazine i w symbolach gwiazd. Zamierzałam właśnie pochylić się nad kolejną próbą, kiedy usłyszałam w tyle głowy głos przeoryszy, tak głośny, jakby stała tuż przy mnie w swoim gabinecie:
'Wiatr, ziemia, ogień. woda i najważniejszy spośród nich: duch. Wszystko, co wokół siebie widzimy, składa się z tych pięciu żywiołów. Piątka na najświętsza cyfra na firmamencie.'
I wtedy wciągnęłam powietrze.
Trwało to dosłownie chwilę. Coś się we mnie poruszyło, rozbudziły się na nowo wspomnienia wykrochmalonej pościeli ułożonej w szafkach w Aubazine, ługowego mydła, którego nadal używałam, chłodnego lasu Compiègne, po którym jeździłam z Balsanem, charakterystyczną świeżość Emilienne. Nagle zadrżałam i gwałtownie przysunęłam dłoń do twarzy, żeby ukryć napływające mi od oczu łzy. Poczułam kuszący zapach skóry rozgrzanej pożądaniem - mój własny zapach w tamtych chwilach, gdy Boy wypełniał całe moje jestestwo.
- To właśnie to - wyszeptałam. - Ten zapach.

(...)

- To właśnie to. - Wylałam kilka kropel na nadgarstek, poczekałam, aż się wchłoną, po czym znowu przyłożyłam sobie do nosa. - Nie muszę już wąchać kolejnych próbek. To moje perfumy. Chanel No. 5.  [s. 313]

Zajrzyj przed Kominek i powalcz o trzy pachnące egzemplarzy tej pasjonującej książki.

C.W. Gortner, Mademoiselle Chanel, Wydawnictwo Między słowami, Kraków 2015