Google+ Followers

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Lara - Rozdział III

Zgodnie z rozkazem rosyjskiego sierżanta, tak go nazywałam i tak o nim myślałam, wysiadłam z furgonetki. Zarzuciłam worek na plecy, w jednej dłoni spoczywała roślinka, w drugą wzięłam tekturowe pudełko.
Nikt mnie nie witał, nikt nie śpieszył z pomocą, aby odebrać ode mnie bagaże. Tak więc stałam przez chwilę w słońcu i przyglądałam się mojemu nowemu domowi. W końcu miał to być mój nowy dom, być może taki, jakiego nigdy tak naprawdę nie miałam, a który już dawno pragnęłam mieć. Było coś takiego, jednak był to tylko „dom”. Sama nazwa, mieszkanie, ładny domek, a ja w nim, jak element, jak pośpiesznie kupiony mebel. Chwilę później odstawiony w kąt i zapomniany. Taki, na który po dwóch dniach nikt już nie patrzy.
Duży, drewniany budynek sprawiający wrażenie starego, a jednocześnie bardzo solidnego. Część centralna, a także dwa, symetryczne skrzydła. Obszerny ganek, na który można było dostać się po pokonaniu kilkunastu stopni, przed nim okrągły podjazd oraz miejsca parkingowe. W środku podjazdu wieki klomb pełen tulipanów ułożonych w misternie zaprojektowany wzór, do złudzenia przypominający pewną flagę. A może tak mi się jedynie zdawało. Doliczyłam się wszystkich kolorów tęczy. Ktoś musiał się solidnie napracować. Wszędzie wokół porządek, przystrzyżona trawa, wszystko zadbane, schludne. Zabrakło może jedynie, właściwie, czego? Wszystko jakby było na swoim miejscu. Miałam tak wiele czasu, aby kiedyś się nad tym zastanowić. Chciałam być złośliwa, chciałam coś powiedzieć, jednak to on się odezwał:
- Chyba wystarczy tego oglądania, będziesz miała jeszcze okazję, aby przyjrzeć się każdemu kwiatkowi z osobna. Teraz chodź do środka. Pokażę Ci pokój, powiem też o tym, co przynajmniej na początku będzie istotne. No wiesz, bar, kuchnia, Twoje obowiązki.
- Tak, Michał.
- I nie mów wciąż, „Tak, Michał”. Chyba stać Cię na coś więcej, niż tylko „Tak, Michał”.
- Tak, Michał. To znaczy, znam oczywiście znacznie więcej słów, ale rozumiesz, trudno tak z marszu zacząć rozmowę, jak ze starym kumplem. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam.
Popatrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu i weszliśmy do środka. Wewnątrz zasadniczo nic mnie nie zaskoczyło, jednak musiałam przyznać, że spodziewałam się czegoś znacznie gorszego. A tu miła niespodzianka. Równie elegancko i estetycznie, jak na zewnątrz, w powietrzu unosił się jeszcze zapach lakieru, choć dom nie był nowy. Tchnęło od niego starością, jednak nie była to wiekowa starość. Drewno ma w sobie szczególny urok, jest pełne życia. Materiał ten, jak żaden inny sprawia, że dom ma swoją duszę, sprawia, iż w jakiś określony sposób żyje i funkcjonuje.