Google+ Followers

czwartek, 3 grudnia 2015

Żółta karteczka

Chloe wzrusza ramionami. Nie wie, zresztą ma słabe wyczucie czasu.
- Za godziny i godziny.
Tak naprawdę jej matka stoi właśnie na przystanku autobusowym w Chipping Norton i będzie w domu za trzydzieści pięć minut. Chloe jednak nie ma pojęcia, co to czas, nie zna się na zegarku. Wie tylko, że kiedy mama wraca do domu autobusem, zawsze jest długo po obiedzie. A ponieważ jeszcze nie dostała jeść, to muszą być „godziny i godziny”. A rzeka wzywa: jej pluskająca głębina i pełne wodorostów miejsca do brodzenia, pikniki, lizaki i napoje, które ludzie przynoszą w chłodziarkach i czasami nimi częstują. Jeździła nad rzekę tylko samochodem. Nie ma pojęcia, co to znaczy przejść pięć kilometrów pieszo tak samo, jak nie wie, ile czasu został do lunchu.
- Godziny – powtarza i czeka.
- I twoja siostra na pewno tam jest?
- Tak – odpowiada z przekonaniem Chloe.
- Pójdziemy przez łąki – decyduje Jade.
- Łąki? - pyta Bel. - Ale tam chyba nie ma ścieżki, co?
- O, tam, damy radę – mówi Jade. - Rusz się. [s. 374] 

Alex Marwood, Dziewczyny, które zabiły Chloe, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2015