Google+ Followers

niedziela, 31 stycznia 2016

Anna Ficner-Ogonowska - Czas pokaże

Zanim ją poznałem już miałem świadomość, że została odebrana w bardzo dziwny i zaskakująco chłodny, zły sposób. Rzuciłem tylko okiem na mnogość negatywnych opinii na pewnym portalu w duchu zastanawiając się nad tym, „Dlaczego?”. Co takiego się wydarzyło, że najnowsza powieść Anny Ficner-Ogonowskiej została tak stłamszona tymi wszystkimi spojrzeniami, które w trakcie lektury mówiły, „Co to ma być!?”, „Co to za szmira, gniot nieprzeciętny?”.
Nie cytuję w tym momencie nikogo, bo nie jest to konieczne. Jestem na gorąco po lekturze i z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jest to najlepsza, najbardziej emocjonalna powieść autorki. Kiedy swego czasu odkrywałem Alibi na szczęście, a później pozostałe powieści ze szczęściem w tytule, łącznie z napisaną z potrzeby chwili świąteczną niespodzianką, Szczęście w cichą noc, miałem już wyrobioną opinię o tym, jak pięknie, delikatnie, urzekająco autorka potrafi opowiadać o otaczającym nas życiu. Ze wszystkimi radościami i smutkami, które je wypełnią i które mu towarzyszą. 
Historia Hani i Mikołaja nie pozostawiła złudzeń, co do tego, że oto w polskiej literaturze pojawił się autor (w zasadzie autorka), który nauczył nas patrzeć na uczucia w zupełnie inny, znacznie bardziej zaangażowany sposób. Jak to kiedyś ująłem:

(…) Przyznać się muszę, że zatrzymało mi się serce w lekturze. Gdzieś na półmetku przelała się czara mnogości uczuć, nadmiaru wrażeń, wrażliwości ducha, dawno niespotykana w lekturze, przenikająca me myśli historia prosta. A jednak nie taka prosta, gdyż zawiłości leżące w naturze człowieka nie dają możliwości, aby im sprostać.
Wszystko, co było wcześniej, było proste i piękne, wszystko, co jest teraz ma niewyobrażalną w swej potędze uczuć i miłości, siłę. Szczególna kompozycja dźwięków urzekającej muzyki Michała Lorenca i wyjątkowych w swej szczególnej nucie słów Anny Ficner-Ogonowskiej. Przypadkowe zestawienie w jakże trafny sposób nadało sens odkrywanej stopniowo historii.

Skromne wprowadzenie do Czas pokaże niczego nie odkrywało i niczego nie ułatwiało. Mam też w zwyczaju omijanie wzrokiem szerszych spojrzeń na interesujący mnie tytuł, choć mnogości negatywnych opinii nie dało się nie zauważyć przed lekturą. Co trochę deprymowało i wprowadzało pewne zakłopotanie, co będzie i jak będzie i czy faktycznie jest tak źle.
„Opinia 50 stron” stała się określoną koniecznością w momencie, gdy pewien portal zamkną mi możliwość spojrzenia na czytaną książkę jeszcze w trakcie czytania. Ktoś uznał, że jest to zbędne, do dziś nie wiem, dlaczego tak się stało. Stąd nieodzowne będzie na początek podzielenie się tym wszystkim, co napisałem na początku, gdy do końca było wciąż tak wiele stron.

A może raczej prawie 100, bo tak się miło złożyło, że dotarłem do strony 98, na której skończył się kolejny, dosyć obszerny rozdział. Jednym okiem przejrzałem kilka wcześniejszych opinii i przyznać muszę, że jestem zaskoczony tak skrajnymi spojrzeniami na najnowszą powieść Anny Ficner-Ogonowskiej.
Faktem jest, że jest zupełnie inna, niż jej wcześniejsza dokonania, co wcale nie oznacza, że gorsza. Dla wielu wypowiadających się poniżej osób obszerne przemyślenia Julki są wielką wadą tej książki, a także jej wyjątkowa obszerność, blisko 700 stron. A jednak ta inność narracji i opowieści zaczyna mieć swój urok, gdy powoli poznajemy Julkę, a także jej przyjaciółkę Nelę. I tak naprawdę o tej drugiej jak dotąd wiemy znacznie więcej, niż o głównej bohaterce.
Jakiś czas czekała, aby po nią sięgnąć, a skoro tak się stało zamierzam dać jej szansę i poznać całą opowieść. Czas pokaże, czy emocje wezmą górę i podobnie będę się czuł, jak bywało to wcześniej, czy też będzie to stan zgoła odmienny. Stan, którego nie lubię i na szczęście rzadko mam tę możliwość, aby czuć znudzenie w lekturze.
Czas pokaże, jak się rozwinie, czas, który choć nie nazywany po imieniu w wielu odniesieniach jakże subtelnie jest pokazywany. Z końcową oceną jeszcze się wstrzymam, bo długa podróż wciąż przede mną w lekturze.

Powieść, która stała się wyzwaniem. Uświadomiło mi to dwieście przeczytanych stron i świadomość, że wciąż tak wiele przede mną. I tutaj zaczynam rozumieć tych wszystkich, którzy nic z niej nie wynieśli uznając ją za nijaką, kiepską, nic nie znaczącą. Pozbawioną tych wszystkich wartości, których usilnie w niej szukali i w niej nie odnaleźli.
Tylko o przekoro, może nie czytali tej samej książki, co ja. Może nie czytali zbyt uważnie lub nie dali sobie szansy, aby poznać, poczuć i pokochać wszystko to, czego doświadczyła i co przeżywała Julka. Tak, „Szczęścia” były piękne, urzekające, wzruszające, ale dopiero Czas pokaże daje ten szczególny pod każdym względem czas na zanurzenie się w książce, na lekturę doskonałą i jedyną w swoim rodzaju. Na wyjątkowe w swej materii wyzwanie w lekturze.

Zwariowałam! – pomyślała i też się uśmiechnęła, a co tam… Uśmiech pomógł. Zawsze pomagał. Kochanowski otworzył usta, by coś powiedzieć. Na całowanie niestety się nie zanosiło. Było jej żal. Ale cóż, w życiu nie można mieć przecież wszystkiego…”
 Szczęście w pakiecie
Z każdą kolejną stroną zmagań Julki z matką, natrętną i upierdliwą do granic niemożliwości ciotką Klarą, cudowną ciocią Marianną, ale przed wszystkim poznawaniu i odkrywaniu pana ordynatora, a chwilę później już po prostu Łukasza emocje rosły, rosły i był taki moment, że trzeba było odłożyć książkę, aby im sprostać. Aby przemyśleć to i owo (poznawać i odkrywać bohatera w swoim wieku), aby poukładać sobie w głowie przepełniający ją, jak to onegdaj bywało, nadmiar wrażeń i uczuć.
Z tą tylko różnicą, że w tej właśnie książce jest ich znacznie więcej, są bogatsze, bardziej wyraziste, obszernie rozwinięte, pokazane i nakreślone. W dużej mierze przemyślenia, odczucia i uczucia Julki w relacji z Łukaszem, przyjaciółką Nelą, rodziną, siostrą Justyną, bratem Jankiem, którego powołaniem było dzielić się miłością do Boga.
I w formie puenty jeszcze jeden krótki fragment. Powiem jedno, warto dać jej szansę lub przeczytać raz jeszcze. Bo taka książka nie zdarza się często, zdarza się raz na wiele, wiele lat. I dziękuję za Ballady, koniecznie muszę je odszukać, jeśli faktycznie istnieją.

Chciała trwać w miłości. Chciała swym życiem udowodnić, że miłość nie patrzy na wiek, za nic ma daty urodzenia, bo dla niej nie istnieją żadne przeszkody. To nie miłość je tworzy. Piętrzą je ludzie, często jej nieżyczliwi, a nie ci, którzy są nią żywo zainteresowani.

Anna Ficner-Ogonowska, Czas pokaże, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl