Google+ Followers

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Lara - Rozdział VI

Po co mam dziś sięgnąć? Po które pudełko? Tysiąc pięćset części, a może jednak trzy tysiące. Tak, mam dziś ochotę na coś naprawdę dużego.
Dwa orły, jeden przy drugim, skrzydła rozpostarte szeroko, Słońce chylące się ku zachodowi. Poniżej czubki drzew sięgające po horyzont. Dumne, władcze, piękne.
To jest właśnie to. Która to już układanka? Kiedy przestanę dopasowywać kawałek po kawałku, kiedy skończą się te otaczające mnie wszędzie pudełka, właściwie to, co mnie to obchodzi? To, czy tamto pudełko, ten obrazek lub inny. Później tektura, klej, ramka. Jak wiele już zniknęło z tego pokoju?
Jak wiele historii znalazło już swój szczęśliwy koniec? Lecz, co głupka może to obchodzić. Czy jestem głupkiem? Trudne pytanie, czuję się, jak głupek, więc chyba nim jestem...
Sięgam po krem do rąk, wyciskam trochę na dłoń, później bez pośpiechu przez kilka minut wsmarowuję w obie dłonie.
Nie lubię stolików, wszystko, nawet posiłek jadam na podłodze. Tam też zawsze wysypuję zawartość pudełka, nigdy nie patrzę na obrazek. Z boku porządkuję wszystkie części puzzle obrazkami do góry. Czasem buduję ramkę, później wypełniam środek. Czasem zupełnie odwrotnie. Później patrzę na to, co leży przede mną i czekam. Dumam. Medytuję.
Na co czekam? Najczęściej na uśmiech dziewczyny z kalendarza. Prawda, że głupie? Jak już mówiłem, jestem głupkiem, więc dla mnie jest to normalne.
Nie pamiętam, jak mam na imię, nie pamiętam, kiedy ostatni raz stąd wyszedłem. Nie pamiętam, jak wygląda Słońce i czym właściwie jest. Moje życie to jedynie obrazy, które tworzę bez pośpiechu, jak malarz chyba.
Jak mam na imię? Już mówiłem, nie pamiętam. Jaki jest dzień tygodnia? Cholera, przestańcie mnie oto pytać, przestańcie mnie pytać o wszystko. Jestem głupkiem, wystarczy. Nic nie wiem.