Google+ Followers

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Opinia 50 stron...

A może raczej prawie 100, bo tak się miło złożyło, że dotarłem do strony 98, na której skończył się kolejny, dosyć obszerny rozdział. Jednym okiem przejrzałem kilka wcześniejszych opinii i przyznać muszę, że jestem zaskoczony tak skrajnymi spojrzeniami na najnowszą powieść Anny Ficner-Ogonowskiej.
Faktem jest, że jest zupełnie inna, niż jej wcześniejsza dokonania, co wcale nie oznacza, że gorsza. Dla wielu wypowiadających się poniżej osób obszerne przemyślenia Julki są wielką wadą tej książki, a także jej wyjątkowa obszerność, blisko 700 stron. A jednak ta inność narracji i opowieści zaczyna mieć swój urok, gdy powoli poznajemy Julkę, a także jej przyjaciółkę Nelę. I tak naprawdę o tej drugiej jak dotąd wiemy znacznie więcej, niż o głównej bohaterce.
Jakiś czas czekała, aby po nią sięgnąć, a skoro tak się stało zamierzam dać jej szansę i poznać całą opowieść. Czas pokaże, czy emocje wezmą górę i podobnie będę się czuł, jak bywało to wcześniej, czy też będzie to stan zgoła odmienny. Stan, którego nie lubię i na szczęście rzadko mam tę możliwość, aby czuć znudzenie w lekturze.
Czas pokaże, jak się rozwinie, czas, który choć nie nazywany po imieniu w wielu odniesieniach jakże subtelnie jest pokazywany. Z końcową oceną jeszcze się wstrzymam, bo długa podróż wciąż przede mną w lekturze.


http://koominek.blogspot.com - siedemdziesiąt dziewięć tematycznych szufladek i zapewne na nich się nie skończy, 
zapraszam w odwiedziny do bloga, aby klimat Kominka oczarował Cię bez reszty...