Google+ Followers

sobota, 6 lutego 2016

Lara - Rozdział IX

Moim wyznacznikiem nowego dnia było stuknięcie w drzwi i taca, która chwilę później pojawiała się pod nimi. Taca ze śniadaniem, później obiadem, kolacją. Zawsze było śniadanie, dwa kolejne posiłki, no cóż, bywało różnie. Bywało tak, iż pojawiał się jeden z nich. Były też dni, iż czasem, choć było ich jedynie kilka słyszałem jedynie pukanie w drzwi, które mnie budziło. Choć na ogół już dużo wcześniej nie spałem, na ogół, ale to może kiedyś...
Ojciec, tak o nim myślałem, choć moje myślenie, to, co reprezentuje sobą głupek, często było właściwie, jakie? W sumie wiedziałem, że osoba, która stawia tacę pod drzwiami, nigdy nie wchodząc do pokoju, to on – mój ojciec. Tak go nazwałem, lecz co o nim myślałem, dla mnie było to przede wszystkim zagadką.
Byłem głupkiem, więc nie potrafiłem nazwać swych uczuć. Co to właściwie są uczucia? Czym są? Jak się objawiają? Kolejnymi nowymi książkami i pudełkami puzzle?
Tak mam to rozumieć do cholery?! Właściwie, dlaczego się denerwuję? Może, dlatego, że siedzę od godziny i nie potrafię zdecydować, czy zacząć od ramki, czy od środka.
- I to jest twój powód głupku do irytacji? Nie masz większych zmartwień?
Czy rozmawianie sam ze sobą jest mądre? Kolejne pytanie, które właściwie prowadzi donikąd. Kolejne pytanie w bałaganie mojego umysłu.
To pudełko i następne, wstawiam ostatnią część i ktoś szczęśliwie dotrze do domu po długiej podróży. Stawiam inną i powstaje piękny wieżowiec w miejscu, w którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej było szczere pole.
Stawiam inny, ostatni kawałek układanki i oto jestem na torze Formuły 1. Słyszę tę nieopisaną wrzawę, potężny hałas silników. Wiwaty, oklaski, owacje.
Zamykając każdy obrazek, kończąc go, wiem, że to, co widzę jedynie umysłem jest realne. Wiem, że nie jest to jedynie jego wymysł. Wiem, a może jedynie czuję, iż zamykając kolejny przyciągnąłem kogoś do tego domu...