Google+ Followers

niedziela, 28 lutego 2016

Lara - Rozdział XI

Po nocnym deszczu powietrze o poranku było przesycone ozonem. Brzask dopiero niedawno obudził ptaki, szum wiatru w liściach drzew, a także chyba mnie. Choć spałam tylko krótką chwilę, nie czułam się sennie. Majowy poranek działał na mnie kojąco. Gdzieś daleko słyszałam szum morza rozbijającego swe fale o wysoki brzeg.
Myślałam o łzach mijającej nocy, o tym, co przynieść może dzisiejszy dzień, o tym również, co może mnie spotkać lub kogo ja spotkać mogę w tym, mam wrażenie, miłym miejscu...
- Dobrze się czujesz?
Wzdrygnęłam się, jak porażona prądem.
- Przepraszam, nie chciałem Cię przestraszyć.
- A jednak Ci się udało... – powiedziałam to spokojnie, tak, aby nie zabrzmiało, jak wyrzut.
- Raz jeszcze przepraszam. A tak poza tym, wszystko w porządku? Chcesz o tym pogadać?
- A jest, o czym Michał?
- Jesteś tu dopiero kilkadziesiąt godzin, chciałbym, abyś czuła się tu dobrze. Wiem, że Twoje życie nie było takie, jakie chciałabyś, aby było. Nie znam szczegółów, Rudobrody powiedział, że jeśli będziesz chciała, sama mi o tym powiesz.
Mówiąc to zszedł niżej, tak, aby stojąc patrzeć na mnie, siedzącą na schodach. Nasze spojrzenia się spotkały, lecz tu to ja musiałam uciec wzrokiem. Nie potrafiłam patrzeć mu w oczy przez dłuższy czas. Jeszcze nie dziś, nie teraz.
- Dobrze go znałeś?
- Rudobrodego?
- Tak.
- Spędziliśmy razem sporo czasu, więc myślę, że zdążyłem go dobrze poznać. Przynajmniej tak myślę. Sądzę, że wiem, o co chcesz teraz zapytać?
- O co Michał?
- Chcesz zapytać, jak miał, jak ma na imię? Prawda?
Popatrzył na mnie przez chwilę, ja na niego.
- Nie wiem i sądzę, że Ty też nie wiesz, widzę, że się nie mylę. Nie znam nikogo, kto poznałby jego imię.
Nie musiałam odpowiadać, moja mina mówiła sama za siebie.
- Wracając do tego, o co pytałeś...
- Tak?
- Jest coś, co mnie gryzie, co nie daje mi spać, co mnie otacza. Sądzę jednak, że sobie z tym poradzę sama. Mam taką nadzieję, nie jest to łatwe, ale chcę to zrobić sama. Jednak, gdybym nie dawała sobie rady dowiesz się o tym pierwszy.
- W porządku, nie znamy się, więc byłoby dziwne, gdybyś tak od razu chciała się przede mną otworzyć. Może kiedyś... Słyszysz morze?
- Tak, bardzo lubię go słuchać.
Milczeliśmy oboje, szum morza, a także jego walka z wysokim brzegiem, wdzierał się jedynie pomiędzy nas. To on ją przerwał.
- Przed nami piątek, będzie tak, jak wczoraj, w sobotę i niedzielę otwieramy dopiero po południu. Zobaczysz te same twarze, być może pojawią się inne, czasem mamy gości, którzy przypływają na wyspę. Zapomnieć. Odpocząć.
- To stąd ta nazwa, Wyspa Zapomnienia?
- Szczerze mówiąc, nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Robiło się coraz cieplej. Słońce już na dobre gościło na niebie.
- OK. Spotkamy się za godzinę, teraz Cię zostawiam.
- Michał...
- Tak?
- Dziękuję.
Spojrzał na mnie okiem sierżanta.
- Nie ma sprawy, być może z czasem będziemy mogli się lepiej poznać.
- Być może – ale to już odpowiedziałam sama do siebie. Jego już nie było. Drżenie poranka ustąpiło. Na sobie miałam jedynie szorty i bluzę. Słońce teraz w sposób miły ogrzewało moje stopy i nogi.
W tym jednym momencie czułam się dobrze, cudownie, wspaniale. Teraz jeszcze nie potrafiłam nazwać tego uczucia.
Sięgnęłam po leżącą na stopniu moją ulubioną książkę, otworzyłam tam, gdzie jeszcze czytałam wczoraj i ponownie znalazłam się w innej rzeczywistości.
Po chwili powrócił do mnie obraz, który nie miał nic wspólnego z książką. Obraz, który na dobre zagościł w moim umyśle.
Z morza wychodził mężczyzna, szedł w stronę małej dziewczynki, która siedziała na plaży. Nogi podciągnięte, mała główka oparta na kolanach. Z każdym jego krokiem jej niedowierzanie było jeszcze większe.
Znajoma sylwetka, dżinsy, luźna, flanelowa koszula, ciemne włosy, ładna twarz, teraz już widoczne bose stopy. Wychodził z morza, lecz był suchy. Oczami małej dziewczynki, tak to właśnie wyglądało. Wyglądał tak samo, jak w dniu, gdy...
Nie mówił nic, nie musiał. Mała dziewczynka zapamiętała ten obraz na zawsze. Patrzył na nią, wyciągnął dłoń, chciała podbiec, złapać ją, lecz ponownie było za późno...
- Tatusiu... – cichy szloch wdarł się w ciszę poranka. Książka spadła z kolana.
Wylądowała na stopniach, na pewnej stronie.
Lara poznawała życie Lary...