Google+ Followers

piątek, 4 marca 2016

Anna Litwinek - Czarownica

Czarownice są wśród nas…

Wydawać by się mogło, że zamierzchłe czasy Inkwizycji, palenia na stosie tylko dlatego, że ktoś miał odrobinę bardziej światły umysł, niż gnuśny sąsiad, dawno przeminęły. Tak czarownice, jak też płonące stosy. O ile tych drugich na szczęście spotkać już nie można, to w wypadku czarownic i ich obecności wśród nas nic nigdy nie wiadomo.
Ziarenko do przemyśleń zasiała w moim, bo jeszcze nie w waszym, umyśle Anna Litwinek i jestem również przekonany, iż czytając jej powieść Czarownica poczujecie się podobnie. O autorce nie wiadomo zbyt wiele, ale jak to czasem bywa nic nie mówiące debiuty mogę stać się nagle wielkiego formatu wydarzeniem. Czasem z prostych słów wieszcz potrafi upleść zaczarowaną opowieść, gdzie kamienice, krypty kościelne i zamki stare. Tutaj, jak karta z Tarota na drodze stanie Archeolog i choć nie zapała do Soni sympatią z pierwszego spojrzenia drugie może mieć zupełnie inne odniesienie.
Choć jest to tylko książka, pięknie i sugestywnie odmalowana historia, to jednak otwiera się przed czytelnikiem pewien, wcześniej zupełnie nieznany horyzont myśli i zdarzeń, który skłania do refleksji nad otaczającym nas światem, a także zjawiskami czasem trudnymi do przyswojenia na zdrowy chłopski rozum. 46 stron wystarczyło, aby polubić Sonię, poczuć się zaintrygowanym historią mającą swój początek w Boże Narodzenie, a przy tym uświadomić sobie, że ta zimowa opowieść nie bez powodu może stać się wyjątkowa.
Spływa z tych kart przekaz jakby żywcem wyjęty z pradawnych podań, średniowiecznych baśni, a jednak współczesna otoczka zaskakuje bardziej, niż mogłoby się nam jedynie wydawać. I ponownie okładka nie jest bez znaczenia dla istoty odkrywania, zgłębiania i dotykania świadomego zmagania się Soni z rosnącą w niej mocą. A moc to nie byle jaka, moc to wyjątkowa, przekazana z krwią i w genach, po matce, babce i przodkach. Sonia Hunamska, dziennikarka lokalnej gazety, w ciągu niespełna trzynastu dni odmieni swoje życie na zawsze. Wsparcie ciotki i cichych sprzymierzeńców nie będzie bez znaczenia dla zmagań z siłami równie potężnymi, jak rodząca się w niej moc, pragnąca przeistoczenia, ukształtowania, okiełznania. 
Proza Anny Litwinek ma w sobie coś delikatnego, niebanalnego, tchnącego znajomą nutą tych wszystkich książek, w których w ułamku sekundy, a może czasem kilku minut dotyka nas bodziec doskonałej lektury. Słowa nie tworzą przypadkowo zebranych ze sobą zdań, słowa tworzą w naszym umyśle urzekające i pogodne obrazy, choć początek zimy, koniec roku, śnieg pod nogami może zgoła odmiennie nastrajać. Jednak z każdym kolejnym dniem emocje rosną, to, co wydawać się może wyjęte z bajek staje się coraz bardziej oczywiste, dziwne sny nabierają sensu, a nieliczni członkowie rodziny są w stanie choć trochę pokierować Sonię na właściwe tory. A namacalna prawda zupełnie przypadkiem objawia się w najmniej ku temu odpowiednim miejscu.

Sonia przebudziła się z uczuciem sytości i pełna optymizmu. Dopiero po chwili dopadły ją przygnębiające myśli. Jest sama. Chcą z niej zrobić wiedźmę. Ciotka już nią jest. Do tego zima, mróz i krótkie dni. Ma na karku Kościół i męczącego naczelnego. No i Tytus. Wspaniale, ale nic mu nie można powiedzieć, bo przecież ucieknie. Nawet jeśli nie, to potraktuje ją jak buddyjskiego szamana i stanie się kolejną anegdotką w jego życiorysie. Na pewno się dużo między nimi zmieni.

Jednym słowem – przechlapane. I tak faktycznie można pomyśleć prze chwilę. Dwie chwile później szybko zmienimy zdanie. Cieszę się tą prozą, bawię się słowami, zaintrygowany dalszego oczekując rozwoju wypadków umyślnego pod zamek posyłam, by nie tracić chwili, gdy Sonia z wampirem się mierzy, choć nie horror to i nie księga diabelska również, choć Czarownica, zołza ruda, może zmylić również twoje oko.
Baw się dobrze w lekturze! Premiera „Czarownicy” już 16 marca Roku Pańskiego 2016. 

Anna Litwinek, Czarownica, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016 

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl