Google+ Followers

czwartek, 14 kwietnia 2016

Adam Ubertowski - Kolekcja Ringelmanna

Z prozą Adama Ubertowskiego spotykam się po raz pierwszy, choć z całą pewnością warto będzie do twórczości autora wrócić, o ile tylko czas na to pozwoli.
Gdyż ten sam czas w powieści, Kolekcja Ringelmanna ma jakże ważne i istotne odniesienie. Wokół czasu wszystko tutaj się kręci, w określonej przestrzeni czasu autor w bardzo oryginalny sposób zawiesił czas przeszły, ale też wszystko to, co dzieje się w chwili bieżącej. Okładka tej książki mówi praktycznie wszystko, trudno o bardziej trafną, trafiającą w umysł podpowiedź.
Historia opowiedziana przez Adama Ubertowskiego miło zaskakuje już od pierwszej chwili, od pierwszego rozdziału, aby w tym drugim jeszcze bardziej przekonać nas do siebie. Zabieg przygotowywania się kobiety do wyjścia wieczorem ze swoim ukochanym jest wyjątkowym pod każdym względem literackim rozwiązaniem.
Na tyle oryginalnym, iż nie spotkałem się z nim nigdy wcześniej. Skrupulatne zabiegi Miriam, aby prezentować się doskonale trwają minut kilkanaście wydłużając się w materii czasu do nieskończoności. Tutaj dla doktora Figlona otwiera się zupełnie odrębna przestrzeń czasowa wspomnień i przemyśleń w przedłużającej się materii oczekiwania wyjścia z ukochaną w miasto.
Wobec niezrozumiałych do końca dla niego względów zostaje zaproszony do Sopotu, aby uczestniczyć w pewnym sympozjum. I choć nie jest to do końca to, czego on sam oczekiwał stawka za trzy wykłady na temat czasu diametralnie odmienia jego spojrzenie na życie z dnia na dzień, bez rozcieńczania soku 1:10 i wielu innych mniej lub bardziej zaskakujących przyjemności.

Nie mógł mieć świadomości - poruszając się wciąż w swoim subiektywnym świecie, gdzie tysiąc wart był co najwyżej dziesięć - że doktor Figlon nadal tkwi w mentalnej epoce Zaporożca, jednego garnituru i soku rozcieńczonego w skali 1:10. A takich realiach dodatkowy wydatek na rachunek telefoniczny nie mieścił się w miesięcznym budżecie.

Gdyż doktor Figlon to nie byle kto. Naukowiec, mistrz metateorii, których w kraju policzyć można na palcach jednej dłoni, a i tak kilka palców zostaje, trafia do świata, o którym nawet nie marzył. Kolekcjonerzy zegarków różnej maści i rodzaju z najwyższej od zawsze półki, nie mówiąc już o samym Ringelmannie. Wszyscy go lubią i prawie wszyscy mają go za łotra. Ktoś jednak w zamkniętej przestrzeni hotelu w remoncie widać nie lubi tak bardzo, że ma czelność pozbawić go życia.
Okazuje się również, że wszyscy, dosłownie wszyscy mają żelazne alibi, a co najgorsze bezcenna kolekcja była i zniknęła. W kontekście zaistniałych wypadków do akcji wkracza inspektor Frank van Graaf i w zupełnie nieprzewidywalny dla siebie sposób jest w tym pozornie prostym śledztwie zupełnie bezsilny. Tutaj doktor Figlon będzie miał coś od siebie do powiedzenia.
Ta niewielkich rozmiarów książka zawiera w sobie wyjątkowy pod każdym względem ładunek emocjonalny, kryminalną historię, która wymyka się wszelkim szablonom, a przekręcając każdą kolejną stronę tak, jak byliśmy daleko od rozwiązania tak wciąż jesteśmy. Tutaj zbieżność miejsca i czasu w tej umysłowej podróży bohatera leżącego wciąż w swoim łóżku jakże dobrze wróży całej opowiadanej historii. Choć jej premiera już dawno za nami.
Każdy chciałby poznać i pozyskać kolekcję Ringelmanna, jednak jakże niewielu z wielu będzie miało choć cień szansy, aby się o nią otrzeć. 

Adam Ubertowski, Kolekcja Ringelmanna, Wydawnictwo Oficynka, Gdańsk 2016 

Więcej o książce na Lubimyczytac.pl