Google+ Followers

czwartek, 21 kwietnia 2016

Joël Dicker - Ostatnie dni naszych ojców

(…) Piętnastoletnia Nola i o dziewiętnaście lat starszy Harry Quebert, w określonym miejscu i czasie poruszyła ich miłość niezwykła, niesamowita, urzekająca, miłość niemożliwa, choć, czy dla miłości jest coś niemożliwego? I wreszcie zbrodnia, która po ponad trzech dekadach nagle wychodzi na światło dzienne burząc piękne, uporządkowane życie Harry’ego Queberta. To wciąż tylko półmetek, to recenzja, która nie jest jeszcze recenzją, to książka, która już mnie przyciąga ku sobie, to opowieść, której nie można się oprzeć.

Moje pierwsze spotkanie z jego prozą miało efekt niezwykły, ujmujący, ponadczasowy. Joël Dicker, Prawdą o sprawie Harry’ego Queberta przesunął horyzont w literackiej galaktyce zdarzeń bez cienia nieśmiałości opowiadając historię, która przez długi czas nie miała i nadal nie ma sobie równych.
Ostatnie dni naszych ojców, choć wydane w tym samym 2012 roku pozostawały, jakby w cieniu tej pierwszej powieści, która chwilę po wydaniu stała się wielkim hitem. Jednak w żaden sposób nie ujmuje to siły i wartości powieści opowiadającej o dzielnych agentach SOE o jakże odmiennym spojrzeniu na ten temat, niż to, co poznaliśmy dzięki Czasowi honoru. Przyznać też trzeba, że Joël Dicker nie poszedł na skróty upraszczając i chyba w jakiś sposób zakłamując faktyczny wizerunek agentów SOE i tego w jaki sposób i w jakich okolicznościach byli zrzucani nad obszar swojego kraju.
Zastosowane rozwiązanie bez wątpienia bliskie jest temu, jak miało to miejsce w wojennej rzeczywistości. I nie mam tu na myśli tego, co już doskonale znamy z serialu. Autor bez wątpienia przygotował się do pisania, zadbał o staranny materiał źródłowy, sięgnął do archiwum. Wszystkie te zabiegi zaowocowały historią, z której może być dumny, gdyż Ostatnie dni naszych ojców są szczególną relacją ojca i syna, ich wzajemnej miłości, ale też, a może przede wszystkim kształtowania w pocie i znoju ducha walki w elitarnych strukturach SOE.
Paul-Émile, z czasem po prostu Pal, nie czuł się bojownikiem za sprawę. Wystarczały mu drobne działania ruchu oporu nie mające nic wspólnego z walką z okupantem. Chciał przetrwać, być blisko ojca i opiekować się nim. O niczym innym nie myślał, gdy trwała wojna.
Jednak jego talent, kreatywność, kształtująca się osobowość młodego odważnego człowieka nie mogły zostać niezauważone przez przełożonych, a także przez SOE. Szkolenie, któremu został poddany na Wyspach Brytyjskich wzmocniło jego charakter, wydobyło na światło dzienne szeroki wachlarz jego możliwości, ale w żaden sposób nie zachwiało jego wiary i miłości do ojca. Miłości, która w określonym momencie miała być dla niego zgubna. Jedno pozornie błahe zdarzenie poruszyło kostki domina i nikt nie zdawał sobie sprawy, jak tragiczne w konsekwencji przyniesienie z czasem skutki.
Joël Dicker odmalował fascynujący wachlarz ludzkich charakterów i osobowości. Nie byli to jedynie piękni i smukli młodzi ludzie, jakich znamy z kilku sezonów serialu, byli to ludzie z krwi i kości. Pełni wad, słabości, ułomności, świadomi swojej tuszy, wiary, swojego zbyt mocno wybujałego ego. W grupie kilkunastu ludzi poddanych wieloetapowemu morderczemu szkoleniu znalazła się również kobieta, Laura. 
I to ona staje się buforem bezpieczeństwa wszędzie tam, gdy brakuje już cierpliwości, siły i wiary we własne coraz słabsze możliwości. Ją dostrzega Pal, a może to ona daje mu nieśmiałe sygnały, aby znaleźć dla siebie drobne ułamki minut. Faktem jest, że ich wzajemna relacja nie będzie bez znaczenia dla przebiegu tej wojny, a także ich wielu akcji na terenach okupowanej Francji. Laura stanie się towarzyszką walki, siostrą dla tych wszystkich, którzy siostry nigdy nie mieli, a także córką dla tych, którzy swoje córki pozostawili w odległej Francji. Jednak przede wszystkim zagości na dobre w sercu Pala.

Objęli się mocno, tak mocno, jak nigdy nie sądził, że potrafią się obejmować. Co za radość, co za szczęście, że tak niespodziewanie mogli znowu się zobaczyć. Śmiali się, szczęśliwi, obsypując się pocałunkami tak, jakby nigdy nie mieli ich dosyć; długimi pocałunkami, krótszymi pocałunkami, pocałunkami namiętnymi i skradzionymi. Czuli, że znowu żyją.

Ostatnie dni naszych ojców są powieścią dla każdego. Tutaj nie trzeba lubić lub nie lubić wojny. Tutaj kunszt autorski nie ma sobie równych, tutaj ta niesamowita proza nie pozostawia obojętnym na to, co czytamy, przeżywamy, czego jesteśmy świadkami.
Tutaj SOE ma swój autorytatywny wyraz, tutaj Laura, Pal, Faron, Key, z czasem też oficer Abwehry Kunszer, a także inni wnoszą do świadomości czytelnika ogrom emocji wobec, których nie pozostajemy obojętni aż do końca. Bo koniec, także wojny, bez wątpienia kiedyś musi nadejść…

Joël Dicker, Ostatnie dni naszych ojców, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2016

Artur G. Kamiński
Więcej o książce na Lubimyczytac.pl