Google+ Followers

niedziela, 17 kwietnia 2016

Lara - Rozdział XV

Nowy, kolejny dzień był już lepszy. Początki zawsze są trudne, jeśli nie znamy, nie ufamy, nie wiemy, czego się spodziewać. Jedynie od nas zależy, ode mnie, od ciebie, na ile nasza adaptacja będzie przebiegała szybko i sprawnie. I czy potrafię poczuć grunt pod nogami tam, gdzie zaprowadzi mnie przychylny los.
A moje miejsce pracy sprawiało dobre wrażenie. Byłam pewna, że odnajdę się tu szybciej, niż z początku mi się wydawało. Pełna uprzedzeń, do siebie, do Michała, do całego świata zaczynałam topnieć. Bardzo wolno, ale jednak topnieć. Coś w środku zaczynało bić mocniej, raźniej, bardziej przyjaźnie. Może jeszcze nie wszystko jest stracone? Może jednak są na tym świecie dobrzy ludzie? Te kilkadziesiąt godzin wystarczyło, aby Wyspa Zapomnienia stała się jakby moją wyspą. Upłynie jeszcze wiele czasu i wiele promów przypłynie i odpłynie, zanim potraktuję ją, jak swoje miejsce na ziemi. Byłam jednak na dobrej drodze do pełni szczęścia lub do pojęcia, które w ten sposób potocznie nazywamy, gdyż tak naprawdę nie wiem, czym to szczęście się objawia.
Wschodem i zachodem Słońca? Uśmiechem mijających mnie dzieci? Przyjaznym pozdrowieniem obcego człowieka, a może świadomością, że otaczający mnie ludzie w pełni mnie akceptują? Myślę, iż chciałam, aby tak właśnie się stało, aby było to możliwe. 
Patrząc prawie na ten same twarze drugiego dnia myślałam o tym wszystkim. Kawę nalewałam pewniej, konwersacja przebiegała swobodniej, nie czułam się już tak bardzo spięta. Wymiana spojrzeń z Michałem sprawiała, iż potwierdzało się to, do czego zmierzałam, do czego chciałam dotrzeć. Pełna swoboda, uśmiech na ustach, odprężona, zrelaksowana, Lara, jakiej jeszcze nie znacie. Ale to nie dziś, nie jutro, może na Gwiazdkę? Być może właśnie tak się stanie.
Ponownie:
- Dzień dobry, co podać?
- Czy mogę dolać kawy?
- Jajecznica będzie za chwilę..
I w tym wszystkim duże zaskoczenie, gdy usłyszałam:
- Cześć, Laro.
Przez chwilę nie zwróciłam uwagi na to powitanie. Później odważyłam się nieśmiało spojrzeć na rozmówcę, a raczej rozmówczynię. Spoglądałam w oczy kobiety, której wiek, w tym momencie był dla mnie zagadką.
- Dzień dobry. Skąd pani zna moje imię?
- Dzień dobry, wczoraj sama mi je podałaś, nie pamiętasz?
- Wczoraj? A tak, to pani? Przepraszam, to mój drugi dzień pracy.
- Nic nie szkodzi, rozumiem. Jestem Kamila.
- Miło mi, Lara, ale to już chyba wiesz. Wybacz, muszę znikać, może później będę miała chwilkę.
- W porządku.
Kamila? Ładne imię, tylko przez chwilę się nad tym zastanawiałam. Wir pracy sprawił, iż odsunęłam je od siebie, nie myślałam ani o nim, ani o osobie, którą właśnie przed chwilą poznałam. Na dobrą sprawę chyba nie mogła być dużo starsza ode mnie. Jednak, co pewien czas powracała do mnie, przez moment wymieniłam z nią spojrzenia, później wyszła.
Piątek był męczący, mieliśmy i stałych klientów, kilka twarzy zdążyłam już rozpoznać, kilka osób odpowiedziało również na moje pozdrowienie, byli zapewne też nowi. Zresztą, jakie to miało dla mnie znaczenie. Daleko było mi jeszcze do pewności, o tym będę mogła myśleć być może dwudziestego, trzydziestego, a może każdego innego dnia.
Ludzie przychodzili i wychodzili, Michał praktycznie był dla mnie niewidoczny. Widziałam go, ale nie było wymiany spojrzeń, każdy robił swoje. Ładnie powiedziane, „każdy robił swoje”, jakbym to ja była właścicielką, a on dla mnie pracował. Tak jednak było bez względu na to, jak to nazwę. I właśnie, dlatego, iż nie nadążałam z przyjmowaniem zamówień, podawaniem dań i tym wszystkim, co działo się wokół, nic nie leciało mi z rąk, nie czułam się spięta, stremowana.
Choć jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej sądziłam, iż każdy napotkany człowiek będzie moim wrogiem, to teraz te obawy, jakby uleciały. A może jedynie gdzieś się schowały i przyczaiły, aby w najbardziej nieodpowiednim momencie dopaść mnie z ukrycia. Czy tak będzie? Czy pozwolę na to? Czy będę jednak na tyle silna, by nie dać się demonom przeszłości? Wszystko wszak zależało tylko ode mnie, tylko ja mogłam sobie pomóc, nie wiem, czy mogłaby znaleźć kogoś, kto chciałby mnie wysłuchać, pocieszyć, poradzić to lub tamto. Zresztą, czy miało to sens?
- Laro...
- Tak, Michał..
- Wszystko w porządku?
- Chyba tak, czuję się dobrze, czemu pytasz?
- Miałem wrażenie, jakbyś patrzyła na kogoś, a nikogo przed tobą nie było.
- Chyba się zamyśliłam..
- OK., wracaj do pracy, Laro..
- Tak, Michał.
- Dobrze ci idzie..
Spojrzeliśmy na siebie przez chwilę.
- Dziękuję.
- Bardzo proszę. Szybko się uczysz, nawet nie wiem, czy nie za szybko?
- A to źle?
- Nie, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze, jestem pod wrażeniem.
- To się cieszę.
„Dobrze ci idzie”. To było miłe, biorąc pod uwagę fakt, iż kończył się mój drugi dzień pracy, dopiero drugi dzień. A Michał? Nie był chyba takim człowiekiem, za jakiego go uważałam. Moje nastawianie do ludzi sprawiło, iż nie potrafiłam dla każdego być serdeczna, otwarta. Życie sprawiło, iż do każdego musiałam podchodzić z dużą rezerwą dając sobie czas na poznanie go. Mniej lub bardziej gruntownie, ale poznanie, bez tego nie mogłam się czuć bezpiecznie. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
Sprzątałam salę, myłam podłogi, kończyłam wszystko powoli. Wyszłam na zewnątrz, aby odpocząć, odetchnąć cudownym, majowym powietrzem, przyjrzeć się niebu. Poszukać rozbieganych myśli, poszukać jednej, szczególnej o imieniu Kamila. A może Camille, nie wiedziałam, jak o niej myśleć.
Kim była ta osoba i dlaczego zwróciła moją uwagę? Kim jestem dla niej? Co o mnie myśli? Dlaczego mnie zaczepiła? Szczupła, raczej ładna blondynka, z chłopięcą fryzurą, włosami przyciętymi krótko, jednak nie za krótko. Przyciętymi w zaskakująco twarzowy sposób, pasujący do jej urody. Zadbane dłonie obejmujące kufel piwa, paznokcie pomalowane na czarno, delikatnie podkreślone usta. We włosach okulary, choć nie słoneczne. Zadziwiające, jak wiele zapamiętałam przez tak krótki czas.
Siedząc tak i dumając nie miałam wrażenia, iż ktoś z daleka mi się przygląda. Tym razem okulary tkwiły na kształtnym nosie, ramię oparte o otwarte okno, druga ręka na kierownicy i miły uśmiech na twarzy dziewczyny, która co pewien czas spoglądała w lusterko wsteczne własnego samochodu.