Google+ Followers

poniedziałek, 16 maja 2016

Lara - Rozdział XVII

Kufel piwa, po który sięgam coraz częściej. Piwa, które dosyć długo było mi zupełnie obce, nigdy go nie lubiłem, nigdy się w nim nie smakowałem, lecz do czasu. Teraz sięgam po nie, pisząc o tym ojcu na kartkach, które zostawiam na tacy.
Środek majowej nocy, ciepło, może nawet parno. Czas, kiedy wychodzę z ukrycia, przemykam cicho korytarzem, schodzę po schodach, wydostaję się na zewnątrz. Mogę się ukrywać, ale noce są moje. To właśnie wtedy dotleniam się, czasem chodzę po lesie, po wyspie, raz na jakiś czas docieram do miasteczka. Moje odosobnienie trwa już tak długo, lecz tu na dobrą sprawę niewiele się zmieniło. Te same drogi, ulice, drzewa i domy. Zapewne ci sami ludzie śpiący teraz za tą i za tamtą ścianą.
Coraz dłuższe dni, coraz krótsze noce. Łapię się na tym, iż nie wiem, kiedy pojawia się brzask. Nie zdążę poczekać, aż zrobi się cicho, gdy będę mógł niezauważony wydostać się na zewnątrz, a później równie niezauważony wrócić. Czuję w sobie nadmiar emocji, me serce dudni, dusza się wyrywa, czuję się dziwnie, czuję czyjeś przyciąganie. Chodzę po lesie w jasną, księżycową noc nie mogąc uspokoić pędzących myśli, tych samych, które popychają mnie ku temu, do czego już wcześniej doszedłem. Przyszła pora, aby z nim porozmawiać, aby przestać robić z siebie głupka, aby zacząć żyć normalnie. Jeśli nie tu, to w zupełnie innym miejscu.

Przyszła pora, aby spojrzeć sobie w oczy, wciąż czuję gniew do niego, ale on przemija. Teraz po pewnym czasie pragnę złość wyrzucić z siebie, pragnę spokoju, pojednania, pragnę stanąć przy grobie matki. Pragnień jest zbyt wiele, abym potrafił je wszystkie nazwać. Jestem w stanie dotrzeć do nich, lecz nie potrafię ich zdefiniować. Jedno prowadzi do drugiego, to do następnego. Pora odrzucić puzzle, wyzwolić się z pod jego uroku, pora skończyć z tą farsą, lecz, czy mi się to uda. Czy stać mnie na to?
Znajome ścieżki, drzewa, krzewy, zakręty, uderzania fal o wysoki brzeg. Morze odbiera mój nastrój, równie wzburzone i niespokojne, lecz przecież jest cicho. Nie słychać wiatru, tylko jego szum. Morska bryza dociera, aż tutaj, słony smak powietrza odczuwam, wokół, choć brzeg jest tak daleko ode mnie. Dziwne to, ale jakże realne.
Robię krok w stronę lasu i nagle cofam się gwałtownie. Na schodach siedzi dziewczyna!
Na szczęście pozostaję niezauważony, gdyż jej spojrzenie dotyka czubków drzew w przeciwnym kierunku. Co ona tu robi? Zapewne pracuje, to jasne. Trudno samemu prowadzić tak duży lokal, a jak dobrze wiem, klientów mu nie brakuje. Często docieram do mnie ten zgiełk, rozmowy, hałas, czasem, aż mnie kusi, aby zejść, pomóc, włączyć się. Czasem tego chcę, lecz jeszcze nie teraz.
Robię krok do przodu, opieram głowę o pień sosny i przyglądam się jej. Jest ładna, naprawdę ładna. I to chyba za mało. Brak seksu, jak dotąd niezbyt odczuwalny, teraz mocno dał o sobie znać. Czuję wzwód, czuję podniecenie przyglądając się jej. Siedzi spokojnie, choć jest tak wcześnie, jakby była już gotowa do pracy. Ciemne włosy związane z tyłu, spodnie bojówki, luźno rozpięta czerwona, flanelowa koszula. Ręce oparte o kolana, stoję dosyć daleko, ale mogę się jej przyjrzeć dokładnie.
Podniecenie mija powoli, ale i tak czuję się wciąż pobudzony. Pozostaje czekać, aż zniknie ze schodów, aby niezauważonym przedostać się na górę, tylko, jak długo? Zapewne mieszka w ostatnim pokoju, w tym małym, w którym mieszkała kiedyś... Nie to, nie ma znaczenia.
Minuty mijają bardzo wolno, Słońce natomiast jest coraz wyżej. Jestem w pułapce, z której nie potrafię się wydostać. Wreszcie wstaje, przeciąga się delikatnie, spogląda w moją stronę, lecz rzecz jasna mnie nie widzi i wchodzi do środka.
Biegiem pędzę ku schodom i w ich cieniu nasłuchuję. Cisza, nikt się nie rusza.
Powoli dochodzę do środka i otwieram drzwi, cisza. Zapewne weszła do pokoju, to moja szansa. Wiem, że tylko jeden stopień skrzypi, omijam go z wielką uwagę, i jak tylko cicho potrafię otwieram drzwi pokoju i dostaję się do środka. Zamykam i po nich, już w środku zsuwam się bezszelestnie na podłogę.
Czułem to, miałem rację.